Biznes

CD Projekt drugim pod względem wartości producentem gier w Europie. Zawdzięcza to produktowi, którego nie ma

CD Projekt drugim pod względem wartości producentem gier w Europie. Zawdzięcza to produktowi, którego nie ma

Beep. Krótki wyraz dźwiękonaśladowczy. Może kojarzyć się powiadomieniem z pagera, medycznym instrumentarium podtrzymującym życie ewentualnie kreskówką o Strusiu Pędziwietrze. Może też mieć wymierną wartość: na przykład półtora miliarda złotych.

W styczniu 2018 roku warszawska firma informatyczna CD Projekt i jej najcenniejsze aktywo, producent gier komputerowych CD Projekt Red, przeżywały gorszy okres. Pogorszyły się kwartalne wyniki, a po rynku krążyły pogłoski, że znana z serii gier o Wiedźminie spółka ma problemy z nowym flagowym produktem, zapowiadaną od kilku lat grą Cyberpunk2077.

Czytaj też: Po Polsce nie spodziewają się już niczego. Kim są prekariusze?

Kurs akcji CD Projektu zjechał wtedy w ciągu kilku tygodniu ze 125 do 98 zł. Wystarczyło jednak, że na martwym od kilku miesięcy twitterowym koncie Cyperpunkt2077 pojawił się komunikat *beep*, żeby inwestorzy giełdowi zmienili swoje zdanie. W ciągu kilku godzin wiara w powodzenie projektu o nazwie Cyberpunk2077 ożyła, windując kurs spółki o 10 proc.

Kilka miesięcy późnej w mało reprezentacyjnym biurowcu CD Projekt, w jeszcze mniej reprezentacyjnej okolicy na warszawskiej Pelcowiźnie, niewielką salę konferencyjną gęsto obsiedli analitycy z biur maklerskich. Pokazany już wtedy, w połowie 2018 roku, grywalny trailer Cyberpunka2077 robił wrażenie, choć data premiery wciąż była odległa. Wypuszczenie gry na rynek planowano na połowę 2020 roku.

Wtedy kurs giełdowy wynosił już ok. 160 zł, co nadawało CD Projektowi giełdową kapitalizację na poziomie ponad 15 mld zł. To gigantyczna wartość, mniej więcej na poziomie dużych polskich banków i firm paliowych czy energetycznych. O producentach popularnych dóbr codziennego użytku jak żywność, ubrania, obuwie czy kosmetyki nie wspominając.

Już wtedy część giełdowych inwestorów pukała się w czoło. Owszem, „Wiedźmin. Złoty Gon”, trzecia odsłona gry o Wiedźminie, sprzedawał się świetnie, ale poza tym firma nie miała oszałamiających sukcesów, które usprawiedliwiałyby tak wygórowaną wycenę. W końcu CD Projekt nie dysponuje twardymi aktywami: nie posiada złóż węglowodorów, nieruchomości (dopiero niedawno wspomniany skromny biurowy budynek, w którym mieści się siedziba CD Projektu, przeszedł na własność firmy). Ba, zatrudnia ledwie tysiąc osób, wyceniane na podobnym poziomie banki czy państwowe firmy energetyczne mają dziesiątki tysięcy pracowników. Także wyniki finansowe, przychody na poziomie 300 mln zł i niewielki zysk, w żaden sposób nie usprawiedliwiały kapitalizacji liczonej w miliardach.

Od tamtej pory zmieniło się niewiele. Na platformie Netflix pojawił się wprawdzie serial o Wiedźminie, który na nowo podkręcił zainteresowanie sagą Andrzeja Sapkowskiego oraz polską grą, bazującą na jego opowiadaniach.

W kolejnym trailerze Cyberpunka pojawił się Keanu Reeves i... w zasadzie tyle. Zaplanowana na kwiecień 2020 roku premiera gry została niedawno odłożona na jesień.

Czytaj też: Kopalnie z księżyca. Do tony węgla dopłacamy 40 zł

A jednak znów wiara w ostateczny spektakularny sukces nowej gry CD Projektu wzięła górę. Odroczenie terminu tylko na chwilę zachwiało kursem firmy. W ostatnich dniach akcje ustanowiły kolejny rekord: 321 zł. I nawet jeśli teraz część inwestorów realizuje zyski i sprzedaje akcje CD Projekt, to giełdowa kapitalizacja i tak przekracza 30 mld zł. Czyniąc z niewielkiej warszawskiej firmy trzecią największą polską spółkę, ustępującą od względem wartości giełdowej jedynie PKO BP i PZU. CD Projekt to też najwyżej wyceniany, po francuskim Ubisofcie, europejski producent gier.

A to wszystko za sprawą produktu, który jeszcze nie pojawił się na rynku. Dopiero zaplanowana na 17 września premiera Cyberpunka 2077 i reakcja rynku przyniesie odpowiedź, czy dzisiejsze 313 zł za akcję to nic więcej poza spekulacyjną bańką, czy też niepowtarzalna okazja.