Biznes

Dlaczego prezes PGNiG musiał odejść? To także porażka Mateusza Morawieckiego

Dlaczego prezes PGNiG musiał odejść? To także porażka Mateusza Morawieckiego

Po ledwie 10 miesiącach pracy w zarządzie Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa zrezygnował Jerzy Kwieciński. Silniejszy od niego okazał się Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen, który planuje fuzję z PGNiG. Rezygnacja Kwiecińskiego to porażka premiera Morawieckiego.

Zmiana warty w PGNiG

Koniec czteroletnich rządów w PGNiG duetu Woźniaków, prezesa Piotra i jego bliskiego współpracownika Macieja, miał otworzyć ludziom Mateusza Morawieckiego drogę do przejęcia władzy nad spółką. Pod koniec ubiegłego roku Piotr Woźniak – twardogłowy, konserwatywny urzędnik, który z racji wyraźnej antyrosyjskiej retoryki trwał na stanowisku szefa PGNiG aż od 2015 roku – walczył jeszcze o utrzymanie stanowiska. Nie ułatwiały mu tego bezkompromisowy charakter i trudna współpraca z Piotrem Naimskim, pełnomocnikiem rządy ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

W styczniu 2020 roku Woźniaka zastąpił na stanowisku Jerzy Kwieciński, który w ekipie PiS odpowiadał za środki unijne, piastując ministerialne funkcje w resorcie rozwoju, razem z Morawieckim, a potem, w 2019 roku przez kilka miesięcy sterował ministerstwem finansów.

Objęcie funkcji prezesa PGNiG przez technokratę, który wcześniej nie miał wiele wspólnego z sektorem energetycznym i paliwowym było posunięciem ryzykownym ale miało rozciągnąć sferę wpływów premiera na zamożną, strategiczną spółkę z liczonym w miliardach złotych budżetem inwestycyjnym.

Kwieciński, zgodnie z wytyczonymi przez poprzednika celami, kontynuował strategię odcinania się od gazowego biznesu z kontrolowanym przez Kreml Gazpromem i poprawiania perspektyw na import gazu z innych kierunków. W środę rano, wówczas jeszcze jako prezes PGNiG, Kwieciński podpisał umowę o zakupach gazu ziemnego od jednego z duńskich dostawców. Chodzi o gaz z Morza Północnego, który trafić ma do Polski rurą Baltic Pipe po 2022 roku, kiedy kontrakt z Gazpromem wygaśnie.

Kilka godzin później poinformował, że rezygnuje ze stanowiska.

Bez etuzjazmu

Powodem tej nieoczekiwanej rezygnacji jest zaostrzający się spór między PGNiG i PKN Orlen. Gazownicy, jak mówi o sobie grupa menedżerów z PGNiG walczą o zachowanie niezależności. Nie widzą, skądinąd słusznie, większych korzyści z planowanej fuzji z Orlenem. Ani dla PGNiG ani dla właścicieli tej firmy, którymi pośrednio są przecież wszyscy obywatele, RP mariaż z Orlenem nie przyniesie zauważalnej wartości dodanej. Poza poprawą nastroju zwolenników budowania czeboli, z Jarosławem Kaczyńskim na czele.

Kwieciński też nie był entuzjastą planowanego połączenia z Orlenem. Tym bardziej, ze prawdopodobnie to płocki koncern będzie podmiotem przejmującym. Wśród gazowników miał opinię wręcz proekologicznego menedżera, który nie tylko sam jeździ do pracy rowerem i zachęca do tego innych, ale przede wszystkim przekierowuje strumień pieniędzy na inwestycje w odnawialne źródła energii.

Niechęć do planów budowy energetycznego czempiona musiała prowadzić do konfliktów ze środowiskiem Daniela Obajtka, prezesa PKN Orlen, który ma w partii rządzącej silną pozycję. Dla Kwiecińskiego jedynym poważnym oparciem był do tej pory Mateusz Morawiecki, ale w tym wypadku partyjne, uświęcone na Nowogrodzkiej, plany odbudowy narodowej centrali paliwowo-energetycznej wzięły górę. Rynek spekuluje zresztą, że po wchłonięciu Energi, mocno kontrowersyjnym przejęciu grupy Lotos, wątpliwej ekonomicznie fuzji z PGNiG kolejnym podmiotem dokooptowanym do PKN będą Azoty, chemiczny potentat, jeden z większych konsumentów gazu ziemnego w Polsce.

Dodatkowo, Kwieciński popadł w konflikt z Januszem Kowalskim, wiceszefem Ministerstwa Aktywów Państwowych. Zanim ten polityk Solidarnej Polski został wiceministrem, sprawdzał się na odcinku biznesowym jako wiceprezes PGNiG. Kwieciński po po objęciu funkcji prezesa miał wycinać z firmy jego ludzi. Co też nie musi dziwić, Kowalski to członek klanu Zbigniewa Ziobry, który toczy z Morawieckiem brutalną grę o władzę w PiS.

Trudna nagroda

Dla Kwiecińskiego prezesura w PGNiG miała być finansową nagrodą za cztery lata wiernej, merytorycznej ale i słabo opłacanej służby na odcinku środków europejskich w ministerstwach. Po odejściu z MF dał się przekonać Morawieckiemu, że polska spółka gazowa to lepsze miejsce do pracy niż urzędnicza fucha w Europejskim Banku Inwestycyjnym, gdzie Kwieciński też był przymierzany. Dziś zapewne pójścia Morawieckiemu na rękę żałuje.