Biznes

Kantory jadą na oparach. "Przed nami kluczowe miesiące"

Kantory jadą na oparach.

- Przez trzy miesiące chodziłem do kantoru tylko myszy przeganiać - śmieje się właściciel punktu Euroca w Lubawce na pograniczu polsko-czeskim.

Gdy granice po lockdownie zostały otwarte, ruch wrócił, ale znacznie mniejszy niż rok temu o tej samej porze. Teraz właściciel kantoru z niepokojem patrzy na zimę. Bo to dla niego tradycyjny okres żniw. Wtedy najczęściej walutę wymieniają polscy turyści, jadący do Czech na narty.

- To właśnie zimą okaże się, czy na pograniczu właściciele kantoru będą mieli z czego dalej żyć - słyszymy w Euroca.

Nie wyrzucaj książeczki mieszkaniowej. Możesz za nią dostać grube pieniądze

Obecnie kantor żyje przede wszystkim z Czechów, którzy jeżdżą na zakupy do Biedronki w Lubawce. - Wolą wymieniać, niż płacić swoimi kartami, bo to się im bardziej opłaca. Jest jednak pewien problem, bo oni wymieniają małe kwoty. O! Właśnie idzie jakiś Czech, pewnie wymieni jakieś 300 koron, czyli około 50 zł - rzuca właściciel punktu, przepraszając za to, że musi przerwać rozmowę.

W oczekiwaniu na turystów

Przygraniczne kantory są jednak i tak w stosunkowo dobrej sytuacji. Znacznie gorzej jest w miastach i kurortach, które przyciągały dotychczas tłumy zagranicznych turystów, a które nie leżą przy granicy. - Jedziemy na oparach - przyznaje właściciel jednego z kantorów przy ulicy Karmelickiej w Krakowie. Główny powód to brak turystów, zwłaszcza z Azji czy ze Stanów Zjednoczonych.

- Teraz widać może trochę Anglików, ale to nie wystarczy - mówią w kantorze. Podobne głosy słychać zresztą z innych miast, na przykład z Gdańska czy Wrocławia.

Branża zadaje sobie teraz jedno pytanie: czy turyści wrócą w końcówce roku. Jeśli tak, to nadzieja jest. Jeśli nie, kantory mogą być zamykane jeden po drugim.

Technologia zabiera klientów

Bo Polacy wymieniają coraz mniej pieniędzy. Już od dłuższego czasu gotówka jest w odwrocie. Od niedawna coraz rzadziej chodzi się też do kantoru przed podróżami zagranicznymi. Jak tłumaczą właściciele, wiąże się to przede wszystkim z rosnącą popularnością aplikacji i kont wielowalutowych. Często posiadając jedną kartę, można płacić w wielu walutach bez opłat czy prowizji.

Koronawirus pogłębił ten trend - epidemiolodzy i politycy wzywali do płatności bezgotówkowych. Również w czasie podróży zagranicznych. Właściciele kantorów opowiadają, że coraz mniej w nich widać młodych ludzi, którzy po prostu przestawili się na karty walutowe i aplikacje.

Jak słyszymy w kantorze w Lubawce, trend odwrotu od wymiany gotówki widać od wielu lat. - Ja mam biznes od 2014 roku, więc na największe pieniądze się nie załapałem. Ale kiedyś to naprawdę był złoty biznes, ludzie dorobili się fortun - opowiada przedsiębiorca.

Kantorom udało się jakoś przetrwać najtrudniejszy czas zamknięcia granic. Jak mówią ich właściciele, bardzo pomogła tu Tarcza Finansowa PFR.

Ze środków pomocowych do kantorów trafiło ponad 150 mln zł. Jak się jednak szybko okazało, nie wszyscy powinni dostać wysokie subwencje. Aż 117 kantorów zawyżyło bowiem swoje subwencje - i Polski Fundusz Rozwoju zażądał od nich zwrócenia pieniędzy.

- Tarcze pomogły, ale teraz jesteśmy znów zdani na siebie. A właściwie to na Niemców i Anglików. I na to, czy wrócą do nas w przyszłym roku - opowiada nam właściciel kantoru z Trójmiasta.

,

Tagi: koronawirus, kantory, kantor, pieniądze, gotówkaŹródło:WP Finanse