Biznes

Nachodzi wojna cenowa. Sklepy będą wyprzedawały za bezcen, byle tylko przetrwać

Nachodzi wojna cenowa. Sklepy będą wyprzedawały za bezcen, byle tylko przetrwać

Już teraz marki odzieżowe proponują ubrania z nowych kolekcji za połowę pierwotnej ceny.

- To pokazuje skalę dramatu. Jak działa nasz biznes? Wyprzedaże kończą się w lutym. Realizujemy jakieś marże, czyli zarabiamy od marca, przez kwiecień, maj i czerwiec, kiedy znowu zaczynają się wyprzedaże – mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Tomasz Ciapała, właściciel Lancerto, polskiej sieci 48 sklepów z modą męską.

Dodaje, że sprzedaż internetowa nie jest dla "tradycyjnych" marek odzieżowych zdrową alternatywą.

Obejrzyj: Kiedy firmy zaczną działać? Pomysł na luzowanie przepisów dla biznesu to kwestia tygodni

- Jest nawet takie powiedzenie, że w e-handlu ciuchami zarabiają wszyscy, tylko nie sklep. Pieniądze z tego mają dostawcy opakowań, jak boxmarket, dostawcy usług finansowych typu PayU, a sam sklep już nie – mówi.

Przewiduje, że kiedy sklepy znów będą otwarte, klientów będą czekać bardzo atrakcyjne ceny. Inaczej to będzie jednak wyglądało z perspektywy sieci odzieżowych, dla których będzie to walka o przetrwanie.

On sam zatrudnia 230 osób, większość na umowach o prace na czas nieokreślony. Wypłacił pensje za marzec, choć sklepy otwarte były tylko przez dwa tygodnie.

Wątpi, czy tarcza antykryzysowa pomoże branży odzieżowej.

- Nie wiemy, ile to jeszcze potrwa. Firma konsultingowa PwC wyliczyła, że jeśli sklepy z odzieżą i butami otworzyłyby się w połowie kwietnia, to luka gotówkowa w naszej branży sięgnie 10,9 mld zł. W ramach "tarczy" dostaniemy 400 mln zł – mówi. - Jeśli sklepy będą mogły się otworzyć w połowie maja, będzie nam brakowało 16,1 mld zł. W ramach 'tarczy' dostaniemy 1,1 mld zł.

"To wszystko się rozjeżdża na liczbach" – podsumowuje.

Prezes Lancerto odrzuca też zarzuty o to, że jeśli firma po trzech tygodniach od zamknięcia sklepów ma problemy, to znaczy, że była źle prowadzona – bo przecież "dobry biznes" jest przygotowany na takie zawirowania. " żadna firma nie była w stanie przygotować się na taki scenariusz. Przychody w naszej branży zdobywa się, inwestując, czyli otwierając nowe sklepy. Dla naszej firmy jeden sklep to wydatek kilkuset tysięcy złotych. Wynajmujemy lokal, który jest pusty. Musimy ten sklep zbudować. Później mamy pięć lat, żeby odrobić tę inwestycję. Po pięciu latach trzeba go bowiem wyremontować" – wyjaśnia w rozmowie z "GW".

Niezależnie od tego, czy sklepy zostaną otwarte w maju czy czerwcu, to i tak będzie bardzo trudny rok. Lancerto szyje garnitury i sprzedaje dodatki (eleganckie buty, krawaty). Kolekcje powstają w Polsce, Włoszech i Turcji. W najbliższych miesiącach nawet ci, którzy utrzymają pracę na dotychczasowych warunkach, będą musieli rezygnować z wielu wydatków.

- Wchodzimy w recesję, nie będziemy kupować nowych samochodów, nowych telewizorów, nowych koszul, tylko koncentrować swoje zasoby na podstawowych produktach: jedzeniu, zdrowiu, edukacji dzieci. Spodziewamy się jesienią zmniejszonego popytu – prognozuje Tomasz Ciapała.
Co dalej z biznesem odzieżowym?

- Firmy z branży modowej muszą wdrożyć pilnie niespotykaną dotąd dyscyplinę kosztową. Średnio 20 proc. placówek jest nierentownych, zarabia na nie 20 proc. najlepszych sklepów. Wszystkie sieci zaczną robić przegląd swoich sklepów i zamkną te niedochodowe lub mało zyskowne. Część centrów będzie świeciła pustkami. Będą musiały zmienić swoje funkcje, np. na biura, albo zostaną wyburzone – mówi.

Aby uniknąć zamykania centrów handlowych, jak najszybciej trzeba zacząć uczciwą rozmowę o czynszach za czas, gdy sklepy były zamknięte, przekonuje. Właściciele niektórych centrów handlowych podchodzą do tego ze zrozumieniem i oferują zawieszenie płatności, inni są skłonni rozłożyć zaległości na raty. To drugie rozwiązanie jest nie do wdrożenia w praktyce, bo sieci zwyczajnie nie będą miały z czego pokryć zaległych czynszów.

Zapisz się na nasz .

,

Obejrzyj i dowiedz się, jak chronić się przed koronawirusem