Biznes

Polski biznes w zachodnim stylu. Historia najsłynniejszego domu towarowego w II RP

Polski biznes w zachodnim stylu. Historia najsłynniejszego domu towarowego w II RP
Bracia Jabłkowscy to nazwa popularnego Domu Towarowego, który był jednym z najsłynniejszych sklepów w przedwojennej Polsce. Co ciekawe, nie założył go mężczyzna. 7 listopada 1914 roku Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy oficjalnie rozpoczął swoją działalność.

Słysząc nazwę Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy, podświadomie wyobrażamy sobie przedsiębiorstwo prowadzone przez dwóch, ewentualnie trzech, braci. Prawda jest jednak niebo bardziej skomplikowana i powiązana z historią tego rodu.

Pozytywista

Rozpocząć należy od Józefa Jabłkowskiego seniora, ojca założycieli domu towarowego. Był on bogatym przedsiębiorcą rodem z Cielec pod Kaliszem i, jak się rzekło, pozytywistą. Wierzył w słuszność pracy u podstaw i całe swoje życie poświęcał nie tylko na dbanie o rodzinę, ale także o Polskę. Zbudował pierwszą w Kongresówce cukrownię, troszczył się o poziom życia swoich chłopów, rychło ich zresztą uwłaszczył. Dla ich dzieci budował szkoły, ciężko pracował również nad uświadomieniem wagi nauki zarówno przyszłym uczniom, jak i ich rodzicom. Razem z Janem Blochem zbudował łódzką odnogę Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, na co samemu zdobył pozwolenie. Swoją pracą dorobił się znacznego majątku. Ktoś więc musiał w końcu zacząć mu zazdrościć.

W 1876 roku spadkobiercy jednego ze zmarłych wspólników Jabłkowskiego, z którymi zakładał Kaliski Dom Handlowo-Komisyjny, oskarżyli go o działanie na szkodę spółki. Zarzut ten był absurdalny i oczywiste stało się, iż chodzi o wyszarpnięcie jak największej ilości pieniędzy Jabłkowskiego, jednak wieloletnia procedura sądowa ostatecznie doprowadziła go do bankructwa. Utracił wszystkie swoje przedsiębiorstwa i został z niczym. By przeżyć, wyemigrował z rodziną do Warszawy. Tam otrzymał posadę u swojego starego kontrahenta, Wilhelma Raua, jednego z założycieli potężnej spółki Lilpop, Rau i Loewenstein.

Grunt to rodzinka

Józef Jabłkowski senior koniecznie potrzebował jakiegoś źródła dochodu – nie tylko by przeżyć, ale także by zadbać o swe liczne potomstwo. Dorobił się bowiem jedenaściorga dzieci. Bardzo przykładał się do ich wychowania, poświęcając im możliwie dużo czasu. Uczył, że ważna jest przedsiębiorczość, ale i patriotyzm. Wielokrotnie powtarzał, że „każdy zawód jest placówką, na której buduje się Polskę”.

Bardzo szybko rozwiał też jakiekolwiek złudzenia, że jeszcze kiedyś Jabłkowscy staną się na powrót rodziną ziemiańską. Wszystkie jego dzieci musiały pracować i zaczynały już na etapie szkoły średniej. Jeden z synów, Józef junior, przeszedł długą drogę od tkacza w łódzkiej fabryce do dyrektora fabryki sukna w Klińcach, w guberni czernichowskiej.

Okazał się również najbardziej przywiązany do nauk ojca. Z jego inicjatywy na Boże Narodzenie roku 1880 rodzeństwo założyło Towarzystwo Braci Jabłkowskich. W jego skład weszła dziewiątka potomstwa: Józef junior, Antoni, Franciszek, Aniela, Stefan, Feliks, Jan oraz nieletni Bronisław i Kazimierz (za nich składki płacił rodzic). Nie dołączyła jedynie najstarsza siostra, Justyna, która w owym czasie była już zamężna i mieszkała w Kaliszu. Najstarszy syn z kolei, Mikołaj, już nie żył.

Towarzystwo pełniło rolę kasy zapomogowo-pożyczkowej. Każde z dzieci wpłacało do niej niewielką kwotę sześciu rubli rocznie i w sytuacji nagłej potrzeby mogło podjąć tyle, ile potrzebowało. Pierwszym jej prezesem został pomysłodawca – Józef Jabłkowski junior.

Trudne początki

W 1884 roku Aniela Jabłkowska zaczęła prowadzić mały sklepik z artykułami piśmienniczymi. Powyższe zdanie jest prawdziwe mniej więcej w połowie. Po pierwsze, „sklepik” był w istocie solidną jesionową komodą, stojącą w jednym z pokoi mieszkania Jabłkowskich na Brackiej. Żadnego lokalu, żadnego afisza. O tym, że córka Józefa seniora czymś handluje, wiedzieli tylko wtajemniczeni. Jej rodzeństwo informowało wszystkich swych znajomych, ci z kolei swoich znajomych i tak dalej. Po drugie zaś, asortyment oferowany przez Anielę był klasycznym „mydłem i powidłem”; dziewczyna sprzedawała zeszyty, pióra, mydła – wszystko, co tylko mogła kupić.

W 1888 roku przeniosła interes na ulicę Hożą 8. Wprawdzie dalej nie miała wystawy z prawdziwego zdarzenia, teraz jednak dysponowała lokalem, a nie tylko komodą. Zmieniła się także oferta, ponieważ Aniela zaczęła handlować tekstyliami. Wtedy też zaczął jej pomagać Józef, mający doświadczenie w kwestii materiałów bławatnych z racji swojej długoletniej pracy przy ich produkcji. Interes jednak nie szedł najlepiej i Towarzystwo Braci Jabłkowskich musiało regularnie wspomagać swoją siostrę finansowo, by nie splajtowała.

Rodzina zaczęła się od siebie oddalać w 1889 roku, gdy umarł Józef senior. Wpłat na rzecz Towarzystwa zaprzestano, a ono samo niemal przestało istnieć. Jedynie Józef junior dalej wspierał Anielę, ale sklepik wciąż przynosił straty. W tej sytuacji brat postanowił postawić wszystko na jedną kartę. W 1897 roku zainwestował w interes posag swej żony i przeniósł go na Bracką 20. Przejął również nad nim kontrolę, otwierając nowy rozdział w jego historii.

Nie tylko zmienił lokalizację, ale także profil działalności. Rozumiał, że ludzie będą mieli coraz mniej czasu na wizyty u krawców, zaczął więc oferować nie materiał cięty z metra, lecz gotowe ubrania. Pomysł okazał się być strzałem w dziesiątkę. Sklep w końcu zaczął przynosić dochody. Rychło Józefowi i Anieli zaczął pomagać Kazimierz, już pełnoletni.

Dom towarowy

Przymierzanie marynarki (fot. ze zbiorów NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-G-5871-6)W 1900 roku sklep przeniesiono do kamienicy przy Brackiej 23. Rodzeństwo sukcesywnie wykupywało kolejne lokale, aż w końcu zajęło cały budynek. Wtedy też Józef wpadł na kolejny świetny pomysł i uruchomił system handlu wysyłkowego. Po całym Imperium Rosyjskim zaczął rozsyłać swoje foldery reklamowe, z których potencjalny klient mógł wybierać towar i następnie zamawiać go listownie lub telegraficznie. Ceny pozostawały identyczne dla całego państwa, dana sukienka kosztowała więc tyle samo obojętnie, czy transportowano ją do Pyzdr czy Władywostoku. Ba, zamówienia w europejskiej części imperium, o ile opiewały na kwotę przekraczającą 12 rubli, transportowane były za darmo.