Biznes

Szczepienia na COVID-19. Unia przegrywa wyścig, a politycy tracą nerwy. Prędko to się nie zmieni

Szczepienia na COVID-19. Unia przegrywa wyścig, a politycy tracą nerwy. Prędko to się nie zmieni

Unia liczyła, że jej mieszkańcy dostaną dawki najszybciej. Tak się jednak nie stało - w wyścigu o szczepionki wygrywa Izrael, Bahrajn, USA i Wielka Brytania. A firmy mówią o kolejnych opóźnieniach dla UE. "Taki jest świat, to walka o zdrowie" - komentują eksperci.

Unijni urzędnicy nie kryją zdenerwowania. "Wyjaśnienia są niezadowalające", a polityka firmy "nieprzejrzysta". To słowa unijnej komisarz Stelli Kyriakides w kierunku koncernu AstraZeneca. Komisja Europejska zapowiada wprowadzenie "mechanizmu przejrzystości eksportu szczepionek".

Firma zapowiada, że do krajów UE trafi na razie mniej szczepionek niż początkowo planowano. Szczepionka firmy ma być niebawem zatwierdzona przez unijne urzędy - a to mogłaby przyspieszyć tempo szczepienia w krajach UE.

Nie tylko AstraZeneca ma opóźnienia. Pfizer również - do niektórych państw UE trafia obecnie połowa z zaplanowanych dawek szczepionki. Przesuwane są też dostawy amerykańskiej Moderny. Cierpi na tym m.in. Polska.

Z czego wynikają kolejne opóźnienia? Unijni politycy są rozgoryczeni zwłaszcza postawą koncernu AstraZeneca. Unia wspierała pracę nad szczepionką i zapłaciła za nią z góry jeszcze w sierpniu 336 mln euro - gdy nie było pewne, kiedy można się jej spodziewać.

Zwróciliśmy się do koncernu o wyjaśnienia. Ten w oświadczeniu nie mówi o "opóźnieniach", ale po prostu o niższych dostawach niż początkowo planowano. Powodem mają być "kłopoty logistyczne". Koncern zapewnia też o dostawach "dziesiątek milionów" dawek dla Unii w lutym i marcu. - Nadal zamierzamy też zwiększać skalę produkcji szczepionki - informuje nas rzecznik koncernu AstraZeneca.

Skąd opóźnienia w wydawaniu szczepionek Pfizer? Firma tłumaczy to rozbudową belgijskiej fabryki. Stamtąd wychodzą niemal wszystkie szczepionki Pfizer, które trafiają poza USA.

Nie wszyscy jednak te zapewnienia kupują. Niemiecki minister zdrowia Jens Spahn w rozmowie z Deutsche Welle powiedział, że szczepionki produkowane w EU powinny być "ściśle monitorowane". Jego zdaniem, władze Unii powinny wiedzieć, co się dzieje "z każdą ampułką", która opuszcza Wspólnotę.

Izrael wygrywa

Skąd takie pomysły? Tego Spahn nie mówi wprost, ale w europejskich mediach jest coraz więcej obaw, że światowe koncerny mogą wybierać sprzedaż szczepionek do tych krajów, które są w stanie zapłacić za nie jak najwięcej. Na przykład do tych z Azji.

- To nie byłoby zaskakujące, przecież tak działa świat - komentuje money.pl Marek Balicki, były minister zdrowia. I zwraca uwagę na Izrael. To światowy czempion, jeśli chodzi o szczepienie obywateli. Kraj ten zaszczepił już niemal połowę swojej populacji.

Według izraelskich mediów kraj płaci za dawkę szczepionki Pfizer i Moderny 23,50 dol. Dla porównania: USA płacą za szczepionkę Pfizer 19,5 dol., a Unia - 14,7.

Nie tylko jednak Izrael radzi sobie lepiej niż państwa UE. Sporo jest też zaszczepionych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, USA czy Bahrajnie.

Widać wyraźnie, że lepiej ze szczepionkami radzą sobie niektóre europejskie kraje, które nie są częścią Wspólnoty - na przykład Islandia czy Wielka Brytania.

Wobec wolniejszych niż planowano dostaw politycy zmieniają harmonogramy szczepień. O tym mówił na przykład szef KPRM Michał Dworczyk. Z drugiej strony, Polska chce też zamawiać szczepionki bezpośrednio u producentów. Ale np. Włosi grożą koncernowi Pfizer pozwami sądowymi za spóźnienia.

"Jesteśmy uprzywilejowani"

Eksperci ostrzegają natomiast, że mogą się pojawić kolejne problemy, które spowodują opóźnienia. - Na przykład dostosowanie szczepionek do kolejnych mutacji koronawirusa - mówi money.pl Krystyna Bieńkowska-Szewczyk. Zastrzega jednak, że "nie będą to katastrofalne opóźnienia", bo szczepionki, zwłaszcza Pfizera, są dość łatwe w modyfikacjach.

Tymczasem pandemia nie jest opanowana, a politycy państw Unii nastawiają swoich obywateli na kolejne tygodnie lockdownów. Może więc początkowy entuzjazm wobec szczepionek był zbyt duży?

Nie zgadza się z tym Marek Balicki. - Owszem, wszyscy chcielibyśmy, żeby to odbywało się szybciej. Ale proszę spojrzeć: minął właściwie rok od wybuchu pandemii, a już mamy szczepionkę. Jeszcze na wiosnę mało komu wydawało się to realne - uważa.

- Tempo prac było wręcz niesamowite - zgadza się Bieńkowska-Szewczyk.

A były minister zdrowia zwraca uwagę, że mieszkańcy Unii i tak są mocno uprzywilejowani. Na przykład względem krajów Południa. I rzeczywiście - w wyjątkowo dotkniętej przez pandemię Brazylii liczba zaszczepionych osób na 100 mieszkańców wynosi ledwie 0,33. Unijna średnia to 2,03.