Kultura

Disney+ i potyczki z rasizmem. Zamiast wycinania scen ze starszych animacji jest ostrzeżenie dla oglądających

Disney+ i potyczki z rasizmem. Zamiast wycinania scen ze starszych animacji jest ostrzeżenie dla oglądających
12 listopada w trzech krajach ruszyła działalność serwisu streamingowego Disney+. Sporo kontrowersji budziła kwestia udostępnienia na platformie klasycznych animacji, z których spora część spotkała się z zarzutami o prezentowanie rasistowskich motywów. Disney zareagował, ale nie do końca tak, jak oczekiwali krytycy.

Polscy miłośnicy Disneya będą musieli poczekać do przyszłego roku na możliwość korzystania z serwisu Disney+, który póki co zadebiutował w USA, Kanadzie i Holandii. Jeszcze przed uruchomieniem platformy, gdzie do obejrzenia jest cała masa produkcji spod szyldu Myszki Miki, pojawiło się sporo zastrzeżeń co do filmów takich jak "Dumbo", "Piotruś Pan" czy "Zakochany kundel", w których obecne są podszyte rasizmem wątki. 

Zobacz też:

Disney+ i stare animacje z ostrzeżeniem o rasizmie. "Prezentujemy program w jego oryginalnym kształcie, ale..."

Jak podaje portal ComicBook, Disney posłuchał głosów widzów, ale nie poprzez wycięcie z bajek problematycznych scen. Mowa np. o piosence "The Siamese Cat Song" z "Zakochanego kundla" (1955), w której przewija się sporo krzywdzących stereotypów o Azjatach, czy o utworze "When I See An Elephant Fly" z filmu "Dumbo" (1941), wykonywanym przez kruki ewidentnie naśladujące Afroamerykanów.

Zamiast pozbywania się konkretnych ujęć z produkcji, wokół których rozgorzała dyskusja, w opisach filmów na Disney+ umieszczono następujący komunikat:

Prezentujemy program w jego oryginalnym kształcie. Może on zawierać przestarzałe wyobrażenia kulturowe.

Josh Spiegel, krytyk filmowy i disneyowski ekspert, powiedział portalowi The Verge, że dobrze jest widzieć reakcję ze strony Disneya, jednak to wciąż tylko niezbędne minimum:

Szczerze mówiąc, wielu subskrybentów Disney+ może nawet nie zauważyć tego ostrzeżenia, zanim kliknie "Play".

Zobacz też: