Kultura

Jedzenie w proszku. Zdrowe, ale przecież w posiłku nie chodzi tylko o to, by się najeść

Jedzenie w proszku. Zdrowe, ale przecież w posiłku nie chodzi tylko o to, by się najeść

Rozpuszczony w shakerze proszek zamiast płatków z mlekiem czy złapanego w pośpiechu burgera w fast foodzie? To zdaniem dietetyków lepsze rozwiązanie!

Firma Huel, jeden z pionierów jedzenia w proszku, ogłosiła właśnie, że sprzedała już na całym świecie 100 milionów posiłków. Czym są te posiłki i skąd się wzięła ich popularność? Na pierwszy rzut oka wzbudzają zdziwienie, a u wielu osób opór. To po prostu worek z proszkiem przypominającym grubo zmieloną mąkę. Trzeba odpowiednią ilość tego specyfiku wsypać do shakera, dopełnić wodą i voila - jedzenie gotowe!

To na pewno sama chemia, i to w dodatku niesmaczna - tak reaguje większość osób, które widzą po raz pierwszy Huel, Soylent czy Jimmy Joy. Kiedy jednak wczytamy się w skład tych produktów, to okazuje się, że wcale nie jest to “chemia”, tylko po prostu zmielone rośliny. W przypadku Huela to mączka z płatków owsianych i tapioki, siemię lniane, słonecznik, kokos, groch i ryż. Te wszystkie składniki, wzbogacone o witaminy zaspokajają zapotrzebowanie ludzkiego organizmu na składniki odżywcze. A co ze smakiem? Nie wybitny, ale też nie odrzucający - mniej więcej jak zmiksowana owsianka z dodatkami smakowymi typu kakao, banan czy wanilia.

Czytaj więcej: Prawdziwe mięso bez zabijania zwierzęcia? Już powstaje

Rzeczywiście, wygląda to na wygodną rzecz i łatwą w przygotowaniu. Tylko czy jest naprawdę zdrowe? Co na to dietetycy? - Tak, ten proszek wydaje się być naprawdę odżywczym produktem żywnościowym - mówi dr Monika Molenda-Dąbrowska, dietetyk ze szpitala Medicover. - W ocenie opieram się na danych producenta jeżeli chodzi o skład i wygląda to bardzo dobrze. Koktajl pokrywa zapotrzebowanie na niezbędne składniki odżywcze, zwłaszcza jeżeli faktycznie - zgodnie z deklaracją producenta - zawiera wszystkie aminokwasy. Moim zdaniem mogą jak najbardziej był zdrowym i wartościowym substytutem posiłku - mówi dr Molenda-Dąbrowska.

Podobnego zdania jest dietetyk kliniczny Daria Łukowska. - Plusem Huela jest to, że producent dokładnie informuje o składzie i wartościach odżywczych produktu. Są to produkty naturalne, w pełni roślinne i dobrze zbilansowane pod kątem zapotrzebowania na witaminy, składniki mineralne, pro- i prebiotyki, a także niezbędne kwasy tłuszczowe - wylicza Daria Łukowska. - Produkt ma niski indeks glikemiczny, niską zawartość węglowodanów, w tym cukrów i wysoką zawartość błonnika – stąd może być korzystny dla osób dbających o sylwetkę, a także dla osób z zaburzeniami metabolicznymi, jak cukrzyca czy insulinooporność - mówi Daria Łukowska. Podkreśla ona też, że produkt jest dobrą propozycją dla osób z niedowagą czy nadwagą, ponieważ pozwala w łatwy sposób kontrolować liczbę dostarczanych organizmowi kalorii.

Zobacz: Truskawka wiecznie świeża? Nowe technologie pozwolą zachować świeżość owoców i warzyw

Dietetycy są jednak zgodni, że produkty typu Huel nie powinny być stosowany jako jedyna forma żywienia. - Jedzenie odgrywa nie tylko rolę „paliwa energetycznego”, ale również bardzo ważną rolę – społeczną - przekonuje Daria Łukowska. - Wspólne posiłki często są elementem scalającym rodzinę, spotkań biznesowych czy niespiesznie spędzanego czasu wolnego. Smak różnego rodzaju potraw pozwala nam odczuć satysfakcję i przyjemność z posiłku. Dlatego uważam, że Huel może być dobrym uzupełnieniem diety, ale w ciągu dnia przynajmniej jeden-dwa posiłki powinny być spożywane w tradycyjnej formie - mówi Daria Łukowska.

Dr Molenda-Dąbrowska również uważa, że tego typu koktajle spożywać na zmianę z normalnym jedzeniem. - Można je wykorzystać wtedy, gdy jesteśmy zabiegani, kiedy towarzyszy nam poranny pośpiech, a potrzebujemy pełnowartościowego śniadania. Można też ustawić sobie regularność posiłków, zastępując koktajlami dwa z czterech czy pięciu posiłków w ciągu dnia - radzi dr Molenda-Dąbrowska. Jej zdaniem niebagatelne znaczenie ma też fakt, że jest to produkt wegański, co ma znaczenie nie tylko z dietetycznego punktu widzenia, ale również ze względu na ochronę środowiska. Wiadomo bowiem, że przemysłowa hodowla zwierząt, zarówno na mięso, jak i na mleko czy jajka, rujnuje środowisko bardziej niż samochody, którymi jeździmy. Wegańskie koktajle z pewnością mniej szkodzą środowisku, ograniczają marnowanie żywności i produkcję opakowań - śmiecenie ogranicza się do jednego pustego worka na tydzień lub dwa.

Czyżby takie posiłki w proszku stały się nasza przyszłością? A tradycyjne jedzenie tylko luksusem, na który będziemy pozwalać sobie od czasu do czasu?

Czytaj także: Wszystkomający koktajl z proszku i wołowina z grochu. Oto jedzenie (nieodległej) przyszłości