Kultura

"Psy 3. W imię zasad". Recenzentów nie porwało: "Za zabicie legendy należą się srogie baty"

17 stycznia na ekrany kin wszedł film Władysława Pasikowskiego "Psy 3. W imię zasad". Wielu fanów serii "Psy" z wypiekami na twarzy czekało na powrót do świata Franza Maurera po ponad 25 latach od premiery drugiej części. Jak produkcję ocenili pierwsi widzowie?

"Po 25 latach odsiadki Franz Maurer wychodzi z więzienia i wkracza w nową Polskę, w której nic nie jest takie, jak zapamiętał. Kto i co czeka na człowieka, który przez ostatnie ćwierć wieku… nie robił nic? Jak odnajdzie się w świecie, w którym dawne zasady i lojalność przestały obowiązywać? Tego dowiemy się, gdy los ponownie połączy Franza i "Nowego". Ich spotkanie zmieni wszystko" - zapowiadali twórcy "Psów 3". Jakiego Franza Maurera zastaniemy zatem w kinie? 

Zobacz też:

"Psy 3. W imię zasad". Pierwsze recenzje: "Jakoś nie chce mi się wierzyć, że Polacy będą nadal kochać Maurera"

Jak twierdzi Paweł Piotrowicz z Onetu, Bogusław Linda to "po prostu Maurer, jakiego znamy z dawnych lat – bezwzględny, brutalny, wewnętrznie cierpiący, ale nie cyniczny". Piotrowicz nie szczędzi też komplementów reszcie aktorów i aktorek, a szczególnie Cezaremu Pazurze, który jako Waldek Morawiec "przechodzi samego siebie", czy Sebastianowi Fabijańskiemu. W recenzji czytamy, że sam film zawiera charakterystyczne elementy kina Pasikowskiego: "specyficzny rytm, staranne i dość powolne prowadzenie kamery, wciągającą, chociaż tym razem dość przewidywalną fabułę, kilka sprawnie nakręconych strzelanin, mordobić i pościgów". Jest jednak jeden problem:

Nic tu nie zaskakuje i tak naprawdę widzieliśmy to wszystko już ćwierć wieku temu. (...) Nie jest to dzieło na miarę dwóch poprzednich części, a zwłaszcza kultowej jedynki. Ten film to przede wszystkim podróż sentymentalna, bardzo silnie osadzona w latach 90., dająca możliwość spotkania z dawno niewidzianymi bohaterami. Czy podróż ostatnia? Tak chyba jednak będzie najlepiej.

Marcin Cichoński z Dziennik.pl również pochwalił obsadę i poczucie humoru Pasikowskiego, ale jednocześnie wypunktował "Psom" brak wielopoziomowości, która "zbudowała markę tej serii", a także fabularne odrealnienie i sporo scenariuszowych niespójności. Dziennikarz podsumował:

Trzeba było zapakować ten film w inny tytuł i sprzedać jako gangsterskość. Za zabicie legendy należą się srogie baty i dodatkowe punkty ujemne. Chciałbym móc napisać coś na obronę. Coś na usprawiedliwienie. Ale im dłużej myślę, tym bardziej nic nie przychodzi do głowy.

Zobacz też:

Z kolei Janusz Wróblewski z "Polityki" popiera przewijającą się w większości tekstów opinię, że Władysław Pasikowski odpuścił sobie tym razem wnikliwą obserwację społeczeństwa i "kryzysu wartości", z czego zasłynął przy pierwszej części "Psów". "Pasikowski odniósł sukces, bo pokazywał to, czego większość wtedy jeszcze nie rozumiała – że Polska lat 90. nieodwołalnie się zmieniła, a kręgosłup moralny dobrego esbeka może ważyć nawet więcej niż kombatancka tradycja solidarnościowa" - pisze Wróblewski i dodaje: 

W trzecich "Psach" chodzi już wyłącznie o zabawę w zabijanie. To kino warsztatowo ulepione ze stereotypów, anachroniczne, lepsze od kina Vegi, ale równie odkrywcze jak "Solid Gold" Bromskiego. (...) Brakuje prowokacyjnego spojrzenia na rzeczywistość. Czas jakby stanął w miejscu. (...) W tym bardzo przeciętnym, mierzącym się z ambicjami kina klasy B filmie na uwagę zasługuje jedynie to, jak Pasikowski stara się podkręcić śrubę relatywizmu, odsłaniając część zbrodni Maurera popełnionych za komuny. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że po wyznaniu, że podpalił w czasie tortur księdza z Radomia, Polacy nadal go będą kochać (...).

Marcin Borciuch z WP twierdzi natomiast:

(...) należy zauważyć, że Pasikowski starał się czerpać wzorce z "Psów" i "Psów 2" i uzyskał całkiem niezły efekt. Utrzymał dawny klimat, na czym zapewne mocno mu zależało. Nie może mówić o niepowodzeniu. Jednak nie da się powiedzieć, że to jest kino wybitne, ponadprzeciętne, ale swoją prostotą i marką zbudowaną poprzednimi częściami może śmiało trafić do mas. Niezbyt skomplikowane kino gangsterskie może przyjemnie się oglądać, ale nie powinno się mieć za dużych oczekiwań.

Pierwsza część "Psów" zadebiutowała w 1992 roku i była najbardziej kasowym tytułem dekady. Władysław Pasikowski odebrał za produkcję nagrodę dla najlepszego reżysera podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a Bogusława Lindę uznano za najlepszego aktora. Druga część powstała dwa lata później. "Psy 3" można oglądać w kinach od 17 stycznia. Oprócz "starej ekipy" w postaci Bogusława Lindy, Cezarego Pazury i Artura Żmijewskiego w filmie zagrali m.in. Sebastian Fabijański, Jan Frycz, Mirosław Baka, Tomasz Schuchardt, Arkadiusz Jakubik i Dominika Walo. Epizodycznie w dawnych rolach pojawili się Edward Linde-Lubaszenko i Agnieszka Jaskółka.