Kultura

Raper z dobrego domu, którego powinni słuchać dorośli

Raper z dobrego domu, którego powinni słuchać dorośli

Wreszcie ktoś z pokolenia dziewiętnastolatków powiedział to głośno, a raczej wykrzyczał: Mam dość!

Mam dość hipokryzji, ślepoty i krótkowzroczności rodziców. Mam dość udawania, że z przyjemnością i bezboleśnie spełniam oczekiwania innych. Mam dość ukrywania kosztów rozmaitych eksperymentów społecznych, których padam ofiarą: polityki, trendów wychowawczych i żywieniowych, modnych, wakacyjnych destynacji. Mam dość nazywania ciepłem i pięknem, tego co jest brzydotą i chłodem.

Mata, czyli dziewiętnastoletni raper z Wilanowa rapuje o tym w świetnym kawałku „Patointeligencja”. Utwór nagrany przez SBM Label, wrzucony na YouTube kilka dni temu ma ponad milion odsłon, chociaż o Macie słyszeli wcześniej nieliczni. Nagrał wcześniej kilka utworów, które były raczej pastiszem i zabawą z formą. Rapuje w nich o tym, co zajmuje nastolatki z Warszawy czyli o imprezowaniu na schodkach nad Wisłą, piciu piwa Łomża i paleniu lolków, stacji Orlenku na której kupuje się hot dogi, pierwszych relacjach i kłopotach z dziewczynami. Rapuje, że tak to ujmę: raczej na miękko. Jak na dzieciaka z klasy średniej, wychowanego na strzeżonym osiedlu, dowożonego do świetnego liceum i chronionego przez „patologią” przystało. Sam Mata w nielicznych wywiadach przyznaje, że był wychowywany pod kloszem. Na przykład rodzice pozwolili mu obejrzeć doskonały film o zespole Paktofonika „Jesteś Bogiem” dopiero w gimnazjum. Nie chcieli, żeby słuchał przekleństw, ale właśnie od tego filmu zaczęła się jego zajawka rapem. Wcześniej słuchał tego, co rówieśnicy: pop, rock, reggae i tzw. radiówkę. Ojciec podsuwał mu AC/DC, Pearl Jam, Nirvanę. Z polskich zespołów: Perfect i Lady Pank.

Czytaj więcej: Światła miasta, dźwięki stereo. Hip-hop wyszedł z bloków

We wczesnych kawałkach Maty można znaleźć nawiązania do tego popkulturowego soundtracku jego dzieciństwa. Słychać też nawiązania do piosenek Kayah, ale też harcerskich szlagierów „Płonie ognisko w lesie”. To bezpieczna zabawa z formą. Ale potraktowana jako temat pracy maturalnej z polskiego (pisał w systemie IB, czyli sześć przedmiotów plus esej wielkości pracy licencjackiej) to pójście na ostro. Temat jego eseju: „Ewolucja języka w polskim hip-hopie w latach 2001-2014 na przykładzie twórczości Jacka Granieckiego ps. Tede”. W wywiadzie dla portalu Newonce przyznał, że sam miał wątpliwości, bo bibliografią wydawała się zbyt uboga na pracę: dwie płyty i utwór rapera Peja – „Dlaczego Tede Kurwą Jest”. Polonistka również ostrzegała, że to za mało, czyli może oblać maturę. Mimo to, dostał „A” za udowodnienie, że zmiany kulturowe mają charakter dyferencjacyjny: rozwijają się od form prostych do bardziej złożonych. A wszystko na przykładzie rosnącej liczby porównań czy metafor w twórczości Tede.

A teraz radzę wszystkim obejrzeć teledysk Maty i zastanowić się co ukrywa się za jego prostym beatem i gęstym tekstem.

Zobacz: Wojtek Sokół. Jestem podwójny

Dla mnie to opowieść o świecie, w którym nasze dzieci – niczym psy ras rzadkich – są hodowane na czempiony. Dostają taką samą, mocno skondensowaną, popkulturową karmę i niewiele uwagi dorosłych. Słuchają tej samej muzyki, oglądają te same filmy na Netfliksie i w podobny sposób są tresowane do posłuszeństwa nowoczesnym tradycjom rodzinnym. Czyli mają zostać – o czym rapuje Mata – tak jak ich rodzice obywatelami świata, cenionymi prawnikami, bankierami, prezesami firm. Mają studiować zagranicą, przynosić do domu świadectwa z paskiem, z uśmiechem i bez oporu wyjeżdżać na wspólne wakacje pod palmami. Ale nikt nie zastanawia się, czy ta wysoka kontrola i niska troska wychodzi im na dobre.

Wiele razy pisałam o tym, że nie wychodzi. Ja i moi koledzy dziennikarze robiliśmy mnóstwo raportów, jak nastoletni, hodowani na czempiony osuwają się w narkomanię, alkoholizm czy depresję. Wystukiwaliśmy setki tysięcy znaków na temat epidemii samotności nastolatków, poddawania ich rozmaitym modom, które tak naprawdę są wymówką do ich porzucania.

Czytaj także: Ten Typ Mes. Autobiografia hiphopowa

Ale, mam wrażenie, że żaden z tekstów nie ma takiej siły rażenia, jak rap Maty. Bo to już nie diagnoza kogoś z zewnątrz, ale krzyk nastolatka z modnego, zamkniętego osiedla. Dzieciaka, który ma dość nazywania dobrem zła i odwrotnie. To wreszcie wołanie w imieniu tych, którzy nie znieśli presji: chłopca, który powiesił się w Sylwestra, kolegi, który dilował, żeby coś poczuć, zioma, który na przerwach zapijał codzienne, szkolne stresy, kumpla osuwającego się w narkomanię.

Jest w tym kawałku fragment o nowoczesnej, polskiej Wigilii, czyli jazzowej kolędzie i łososiu. To dla mnie kwintesencja odejścia od wszystkiego co mogłoby być dobre i ciepłe. Ale, z różnych względów, nie jest.

Zobacz więcej: Miuosh: Dlaczego temat pacyfikacji kopalni Wujek to ciągle w podręczniku jeden akapit?

Bardzo polecam wszystkim dorosłym ten kawałek. Nastolatkom też, bo może słuchając go poczują się mniej samotne, ale też ucieszą się, że ktoś z ich pokolenia nazywa to, co się z nimi dzieje i co przeżywają. I to nie ktoś pochylający się nad nimi ze szkiełkiem, czy analizujący najbardziej popularne, młodzieżowe słowa roku 2019, ale jeden z nich.

Dla mnie niezwykle ważne, ale też symboliczne jest to, że kawałek Maty trafił do internetu dzień po odebraniu przez Olgę Tokarczuk nagrody Nobla. Dzięki temu jeszcze wyraźniej wybrzmiewa zdanie z „Patointeligencji”: coś wygraliśmy, coś przegraliśmy. Warto, żeby każdy z nas, inteligentnych i światłych dorosłych zastanowił się jak ten podział na wygranych i przegranych przebiega w jego własnym domu.

Czytaj: Dawid Podsiadło. Z małego miasta król