Kultura

Sound znaczy głos

Sound znaczy głos

Dlaczego Henryka Krzywonos, legenda Solidarności, została gwiazdą festiwalu muzyki elektronicznej? – Bo dobra impreza pomaga w byciu dobrym obywatelem – usłyszałem na festiwalu Unsound w Krakowie.

Gdy lipcowa Parada Równości w Białymstoku zamieniła się w polowanie na jej uczestników, w środowisku muzyków coś pękło. Muzyka taneczna, głośne elektroniczne dźwięki, techno od dawna towarzyszyły europejskim pochodom tolerancji. Kilka dni po tamtych wydarzeniach niewielkie wydawnictwo muzyczne Oramics poprosiło znajomych artystów, by przysłali po jednym swoim utworze. – Odpowiedziało aż 126 artystek i artystów – opowiada jeden z inicjatorów akcji, muzyk Kajetan Łukomski, występujący pod pseudonimem Avtomat. Tak powstała składanka „Total Solidarity”, która zebrała entuzjastyczne recenzje międzynarodowej krytyki muzycznej. – To miał być wyraz naszej jedności – tłumaczy Avtomat, który w tym roku był gościem panelu dyskusyjnego „Polska muzyka klubowa i społeczność LGBTQIA+” na festiwalu Unsound w Krakowie. Motywem przewodnim tegorocznej edycji była solidarność.

Kraków pomaga

– Przyjeżdżamy tu co roku, bo Unsound jest dla nas świętem – mówi Ania z Warszawy. W połowie października przyjeżdża do Krakowa kilkanaście tysięcy miłośników muzyki elektronicznej. – Wiele osób spotykam na co dzień w warszawskich klubach, niektórych widzę tylko raz w roku w Krakowie – opowiada.

Pierwszy Unsound zorganizowano tu w 2003 roku. – To było niewielkie, lokalne wydarzenie o charakterze hobbystycznym – opowiada Mat Schulz, dyrektor artystyczny Unsoundu i współtwórca festiwalu. Pierwsze edycje pokazały, że zainteresowanie muzyką eksperymentalną, nie zawsze łatwą w odbiorze i praktycznie nieobecną w mediach, jest spore. I rośnie.

Przełomem był rok 2008, kiedy imprezę po raz pierwszy dofinansował krakowski urząd miasta. Festiwal rozrósł się do tygodniowego wydarzenia z obszernym programem obejmującym poza koncertami także wystawy, pokazy filmowe i panele dyskusyjne poświęcone kulturze i zjawiskom społecznym. I stał się jedną z ważniejszych imprez kulturalnych
w Polsce.

– W 2010 r. pierwszy raz zorganizowaliśmy festiwal wokół jednego tematu. Wtedy był nim horror. Do Krakowa przyjechał m.in. znany australijski muzyk Ben Frost, który zagrał w rytm wizualizacji stworzonych przez legendę muzyki elektronicznej, kompozytora Briana Eno – mówi Małgorzata Płysa, prezeska Fundacji Tone organizującej festiwal.

Niemal co roku dzięki Unsoundowi w Krakowie działo się coś niezwykłego. Trzy lata temu Kanadyjczyk Tim Hacker zagrał z wieży bazyliki Mariackiej. Festiwal zyskiwał światową popularność. Zaangażował się w niego jeden z najważniejszych serwisów muzycznych, brytyjski Quietus. – Do Krakowa przyjeżdżają fani z Australii, USA, ale też z Tajwanu i Arabii Saudyjskiej – opowiada Płysa.

– Czasem mam wrażenie, jakby o Unsoundzie częściej mówiło się za granicą niż u was w kraju – dziwi się Saudyjczyk Yousef. Rzeczywiście, festiwalu nie zapowiadają reklamy, a Krakowa na czas imprezy nie obwiesza się plakatami. Większość wydarzeń odbywa się w niewielkich salach koncertowych, klubach, tajemniczych, niedostępnych miejscach.

Spacerując popołudniem po Starym Mieście, można odnieść wrażenie, jakby festiwalu wcale tu nie było. To pozory. W rzeczywistości rozrasta się on daleko poza granice Małopolski. – Imprezy organizowane pod patronatem Unsoundu odbywają się w Nowym Jorku, w Australii, ale też w Mińsku czy Kijowie – dodaje Mat Schulz.

Unsound dyskutuje

Dla festiwalowej publiczności najważniejszy jest Kraków. – Pierwszy raz przyjechałem osiem lat temu. Nie omijałem żadnej imprezy. Dziś zdarza mi się wieczorem zostać w domu, ale staram się uczestniczyć we wszystkich panelach i dyskusjach – opowiada Szymon tuż po debacie w pałacu Krzysztofory. Między pl. Szczepańskim a Rynkiem Głównym przed południem otwiera się centrum festiwalowe, w dużej sali konferencyjnej przez cały dzień toczą się debaty, prelekcje i panele dyskusyjne. – Jeszcze w 2010 r. program dzienny był skupiony na muzyce, dziś to rozmowy wokół ochrony środowiska, tematów społecznych i zjawisk niezwiązanych ze sceną muzyczną – mówi Płysa.

W tym roku mówiono m.in. o solidarności z planetą, bo festiwal namawia do działań zmniejszających ślad węglowy. Każdy może kupić cegiełkę i zasadzić drzewo. Można było usłyszeć o solidarności między kulturami i o historii naszej Solidarności.

„Headlinerem Unsounda została Henryka Krzywonos” – napisała na Instagramie Małgorzata Płysa pod zdjęciem legendarnej działaczki Solidarności. Krzywonos przyjechała do Krakowa, żeby opowiedzieć o tym, co wydarzyło się kilkadziesiąt lat temu w Gdańsku i o tym, czym dla niej jest Solidarność. Większość słuchaczy to byli goście z zagranicy, często reagowali brawami. – Gdyby taka historia zdarzyła się u nas, pewnie pani Krzywonos stawiano by pomniki – mówi Amerykanka Kathryn.

Unsound to festiwal zaangażowany. Producenci z wytwórni Oramics ogłosili, że sprzedaż składanki „Total Solidarity” przyniosła ponad 6 tysięcy euro. Pieniądze zostaną przekazane na wsparcie organizacji walczących o równe traktowanie osób wszystkich płci i preferencji seksualnych. Jeden z najpopularniejszych kolektywów didżejskich w Polsce, Wixapol, zatytułował swój występ tak: „Wixapolacy idom jadom na wybory” (pisownia oryginalna). Wśród uczestników festiwalu furorę robiła ulotka informująca o tym, jak głosować, bo festiwal kończył się w dniu wyborów parlamentarnych. Na odwrocie ulotki rysownik Bolesław Chromy wypisał kilka słów dla gości festiwalu: „Kac to nie wymówka, w niedzielę rano wstajemy z kolan i ruszamy na wybory”.

– Dobra impreza pomaga czasem znaleźć drogę do tego, żeby być lepszym obywatelem – twierdzi jeden z imprezowiczów. Bo wśród publiczności festiwalu głosowanie jest tak modne jak wegańskie jedzenie i nowe trendy w muzyce elektronicznej.