Opinie

Cimoszewicz: Kaczyński jako pełnomocnik swojej sekretarki - to kompromitujące dla polityka ciężkiej wagi

Cimoszewicz: Kaczyński jako pełnomocnik swojej sekretarki - to kompromitujące dla polityka ciężkiej wagi

"Materiału jest tak dużo, że ktoś musi się tym zająć w sposób bardzo skrupulatny, szczegółowy" - mówi w Radiu ZET o Taśmach Kaczyńskiego i sprawie Srebrnej były premier Włodzimierz Cimoszewicz. W ten sposób komentuje wywiad z Jarosławem Kaczyńskim opublikowanym na łamach "Sieci".

Według prezesa Prawa i Sprawiedliwości, doniesienia "Gazety Wyborczej" na temat ewentualnych planów budowy dwóch wież K-Tower „to nie jest nawet kapiszon, tam przecież nic nie ma”.

Jak mówi Włodzimierz Cimoszewicz: - Mam wrażenie, słysząc bardziej niż czytając te wszystkie teksty, że mamy do czynienia w tym przypadku z kolejnym przypadkiem obchodzenia prawa przy pomocy rozmaitych sztuczek prawnych.

Były premier przytacza konkretny przykład: - Już takim symbolem całej tej sytuacji jest to, że pan Kaczyński występował w pewnym momencie jako pełnomocnik swojej sekretarki. Więc w moim odczuciu to jest kompromitujące dla byłego premiera i dla polityka ciężkiej wagi, żeby do tego typu formułek się uciekać, ale to właśnie sygnalizuje, jak dbano o to, żeby nie naruszyć formalnie przepisu prawnego, np. zakazującego działalności gospodarczej partiom politycznym, a jednocześnie robić swoje.

Cimoszewicz zauważa, że na niektórych z opublikowanych nagrań Jarosław Kaczyński mówi o budowie jak o własnym przedsięwzięciu. "Pan wykonał to dla nas", "My o tym dobrze wiemy". Mówi "Ja jestem gotów w sądzie zeznać, że pan to dla nas zrobił, tylko ja nie mam podstawy prawnej do zapłacenia panu tej faktury". Więc on w prywatnej rozmowie, której nagrywania się pewnie nie domyślał, nie ukrywał swojej autentycznej, rzeczywistej roli w tym wszystkim.

Gość Radia ZET zauważa, że obojętne jest, jakie były cele budowy dwóch wieżowców. - Istotne jest tutaj to, że od 25 lat, od - pozwolę sobie to przypomnieć – tzw. akcji czyste ręce, którą podjąłem w ’94 roku jako minister sprawiedliwości, próbowaliśmy i próbujemy walczyć w Polsce z korupcją – mówi.

Nie chodzi o łapówkarstwo wyłącznie, chodzi także o korupcję polityczną, czyli uzależnianie polityki i decyzji politycznych od świata biznesu, od interesów ekonomicznych. Jedną z metod miało być oddzielenie świata polityki, reprezentowanego przez partie polityczne, i świata biznesu. I my mamy do czynienia tutaj z przypadkiem działania na styku. I powtarzam: ja dostrzegam tutaj pełen wysiłek włożony w sprytne nienaruszane w sposób formalny i oczywisty przepisów prawnych, ale jednak widzę działanie, które co do istoty było sprzeczne z celem tych wszystkich regulacji prawnych, o których wspomniałem - dodaje.

Polub Dziennik.pl
#NaBieżąco