Opinie

Górnictwo czeka rychły koniec?

Górnictwo czeka rychły koniec?

Węgiel na giełdach tanieje, hałdy niesprzedanego towaru rosną, a związkowcy żądają podwyżek.

Spektakle teatralne, koncerny, imprezy urodzinowe. To wszystko 320 metrów pod ziemią. Także w Barbórkę kopalnia Guido w Zabrzu organizuje okolicznością imprezę. Stary obiekt, przekształcony w imponujące muzeum górnictwa to bodaj najlepiej odrestaurowana kopalnia w Polsce. I pomnik kończącej się w szybkim tempie ery węgla. W Zabrzu, które kiedyś żyło z górnictwa, nie ma już ani jednej czynnej kopalni.

Widmo rychłego końca fedrowania wisi nad obchodami tegorocznej Barbórki. Jeszcze rok, dwa lata temu Beata Szydło i Andrzej Duda zapewniali lobby górnicze, że węgiel jest przyszłością polskiej energetyki. Próby rozwijania zielonej energii były blokowane albo ustawowo, albo za pomocą rozporządzeń. Optykę rządu zmienił ubiegły rok kiedy wskutek dramatycznego wzrosty opłat za emisję CO2 (stanowią już ok. 30 proc. kosztu produkcji prądu z węgla) ceny energii wystrzeliły stając się poważnym problemem politycznym. Jeszcze w 2019 roku rząd zdążył zamaskować ten problem rzucając 8 mld zł na refundację podwyżek, co poprawiło wynik wyborczy PiS. W 2020 na takie fajerwerki nie ma już jednak w budżecie pieniędzy. Prąd od przyszłego roku będzie bardzo drogi.

W Polskiej Grupie Górniczej, podmiocie powstałym z połączenia aktywów Kompanii Węglowej i Katowickiego Holdingu Węglowego, Barbórka przebiega jednak po staremu. Związkowcy odczekali wprawdzie do wyborów, żeby zaprzyjaźnionej władzy nie robić problem, ale zaraz potem wysunęli żądania podwyżek płac o 12 proc. Kiedy te oczekiwania nie spotkały się ze zrozumieniem zarządu, górnicy starym zwyczajem rozpoczęli okupację centrali PGG. Zarząd tłumaczył, że w ostatnich latach wydał na podwyżki 2 mld zł.

Ceny węgla koksującego, którego PGG sporo produkuje, znacząco spadły. A perspektywy biznesowe firmy są nieciekawe. Główny produkt polskich kopalń działających pod szyldem PGG potaniał w ostatnich kwartałach ze 100 do 60 dolarów za tonę. PGG ma nadal do wykupienia warte 2,2 mld zł obligacje i sporo innych zobowiązań. A wynik finansowy, który jeszcze w ubiegłym roku sięgał prawie pół miliarda złotych wyniesie w tym roku 100 – 200 mln zł. Nie pomagają elektrownie, które – pod silną presją zbijania cen produkcji prądu – preferują tańszy węgiel ze Wschodu. Mimo ograniczenia rodzimej produkcji zwały na hałdach rosną.

Jeszcze w ubiegłym roku wynik finansowy sektora górniczego, głównie kopalń śląskich ale i lubelskiej Bogdanki wyniósł 1,25 mld zł. To okazały zysk, choć nadal nieporównanie mniejszy niż straty, które generowały kopalnie węgla kamiennego w okresie rynkowej bessy. I zauważalnie mniejszy od sumy jaką różnymi kanałami pompuje w górnictwo państwo. Uzgodniony z Komisją Europejską program wsparcia dla kopalń, głównie finansowania programu wcześniejszych urlopów dla odchodzących z pracy górników, ale i wygaszania działalności przez zamykane podmioty wyniósł w ubiegłym roku ok. 2,6 mld zł. W tej sytuacji ewentualne podwyżki, o które występują właśnie związki zawodowe byłyby w praktyce finansowane przez podatników.

Czytaj także: Bezpieczeństwo energetyczne oparte na rosyjskim węglu