Opinie

Opozycja dała się ograć PiS, ale ciągle może nie dopuścić do wyborów

Opozycja dała się ograć PiS, ale ciągle może nie dopuścić do wyborów

Opozycja uległa szantażowi PiS, że w dobie koronawirusa partie muszą zawiesić spory i działać razem na rzecz złagodzenia skutków epidemii dla obywateli. Jarosław Kaczyński walki politycznej nie zawiesił, wręcz przeciwnie, i ograł podzieloną opozycję.

Jarosław Kaczyński może zacierać ręce. Udało mu się za jednym zamachem uchwalić tzw. tarczę antykryzysową, rozwiązać problem majowych wyborów prezydenckich i ograć opozycję. Partie opozycyjne najwyraźniej nie mogą wyjść z szoku, że dały wpuścić PiS w pułapkę, bo zamiast punktować partię rządzącą za wprowadzanie niekonstytucyjnych zmian, licytują się, kto dał się bardziej ograć Kaczyńskiemu.

Dziś to już bez znaczenia. Po sobotnim głosowaniu w Sejmie stało się jasne, że zarówno SLD i PSL, jak i Koalicja Obywatelska wpadły w zasadzkę PiS. Partia rządząca najpierw bardzo sprytnie zaszantażowała opozycję tym, że na czas epidemii koronawirusa należy zawiesić codzienną polityczną rywalizację i zająć się poszukiwaniem rozwiązań, jak pomóc Polakom, a później wykorzystała ich naiwność, żeby zrealizować własne polityczne cele.

Najpierw Lewica i PSL poparły w czwartek zmianę regulaminu Sejmu tak, by umożliwić posłom zdalne głosowanie. Dla PiS było to ważne, bo samodzielnie mogło nie mieć większości, część posłów tej partii choruje, a niektórzy przebywają na kwarantannie. Przeciwko zmianie regulaminu protestowały KO i Konfederacja, które Lewica i PSL ostro za to atakowały. Platforma zaproponowała nawet poprawkę, by podczas posiedzenia z wykorzystaniem zdalnego głosowania nie można było zmienić Konstytucji, Kodeksu Wyborczego i ustawy o stanach nadzwyczajnych. Ale PiS tę poprawkę odrzuciło.

Jednak już w piątek podczas posiedzenia, w którym większość posłów uczestniczyła zdalnie, także Koalicja Obywatelska wpadła w pułapkę PiS. Do tzw. tarczy antykryzysowej PiS dorzuciło zmianę Kodeksu Wyborczego tak, by umożliwić osobom chorym, przebywającym na kwarantannie oraz osobom, które ukończą 60 lat, głosowanie korespondencyjne. KO, mimo że głosowała za odrzuceniem tej poprawki, poparła ostatecznie całą ustawę antykryzysową, a więc przyłożyła rękę do wprowadzenia niezgodnej z Konstytucją zmiany prawa wyborczego. Trybunał Konstytucyjny kilka razy zwracał uwagę, że nie można zmieniać Kodeksu Wyborczego na mniej niż pół roku przed wyborami. Poza tym tryb uchwalenia tej zmiany budzi wątpliwości, bo zgodnie z regulaminem Sejmu posłowie powinni dostać projekt zmian na 14 dni przed pierwszym czytaniem. Tutaj poprawkę wrzucono w drugim czytaniu, a posłowie mieli na zapoznanie się z nią kilka minut. To mnie już nawet nie dziwi, bo PiS w ciągu pięciu lat podeptało wiele zasad parlamentaryzmu i standardów demokratycznego uchwalania zmian w prawie. Dziwi jednak, że dała się na to nabrać KO, która cynizm PiS obserwuje od lat. Posłowie tłumaczą dziś, że najważniejsze dla nich było to, by Polacy, którzy z powodu epidemii koronawirusa mogą stracić pracę, jak najszybciej dostali pomoc państwa. Jednak przy okazji pomogli PiS załatwić problem majowych wyborów prezydenckich, wzmacniając przy okazji szanse prezydenta Andrzeja Dudy. Wyborców powyżej 60 lat jest w Polsce przeszło 8 milionów, a statystycznie osoby starsze częściej głosują na PiS.

Sobotnie głosowania w Sejmie pokazały, że Jarosław Kaczyński zrobi wszystko dla utrzymania władzy, nie tylko połamie zasady uchwalania prawa, ale jest gotów nawet narazić zdrowie i życie obywateli, by – pomimo epidemii – przeprowadzić wybory 10 maja. Bo według dzisiejszych sondaży Andrzej Duda ma szansę wygrać je nawet w pierwszej turze. Jednak dla opozycji to nie powinno być zaskoczenie. Dziesięć lat temu też PiS szło po trupach do celu.

Jednak opozycja wciąż może zablokować wybory. Były marszałek Sejmu z PiS Ludwik Dorn, dziś niezależny publicysta, zwraca uwagę w najnowszym „Newsweeku”, że bez współpracy z opozycją nie da się zorganizować wyborów. Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast mogą odmówić przekazania spisu wyborców i udostępnienia lokali na siedziby obwodowych komisji wyborczych, a wtedy nie ma możliwości przeprowadzenia wyborów. Jeśli prezydenci miast nie podadzą obwieszczeń wyborczych do publicznej wiadomości, to będzie można zgłaszać protesty wyborcze i podważyć wynik wyborów. Według Dorna komitety wyborcze opozycji powinny także odmówić wskazania swoich kandydatów do obwodowych komisji wyborczych.

Zmiana Kodeksu Wyborczego to nie jest koniec rozgrywki między PiS a opozycją w sprawie wyborów prezydenckich. Jednak partie opozycyjne muszą zacząć działać razem. Jeśli będą podzielone, Jarosławowi Kaczyńskiemu będzie łatwiej je rozgrywać.

Czytaj też: To nie są dobre czasy dla demokracji. Polska będzie autorytarna?