Opinie

PiS-owska opowiastka staje się coraz bardziej przezroczysta

PiS-owska opowiastka staje się coraz bardziej przezroczysta

Pandemia zapewne przyspieszy przemiany zachodnich społeczeństw, a dziewiętnastowieczna pisowska opowiastka, będzie stawała się coraz bardziej przezroczysta. Kiedy w końcu runie, gniew dawnych wyborców Kaczyńskiego i Dudy może się obrócić przeciwko nim.

„W Europie toczy się wojna ideologiczna prowadzona przez kręgi lewicowo-liberalne, neomarksistowskie, wojna z ugrupowaniami, z rządami konserwatywnymi wyznającymi wartości, jak patriotyzm, rodzina, religia, wiara” – powiedział Witold Waszczykowski w rozmowie z „Naszym dziennikiem”. Dodał, że „ta rewolucja kulturowa ma przeorać społeczeństwa i stąd mamy takie, a nie inne metody wywierania presji”.

W ten sposób skomentował rezolucję Parlamentu Europejskiego sprzeciwiającą się ustaleniom niedawnego szczytu budżetowego. PE chce zaostrzenia przepisów wiążących wypłacanie unijnych środków z przestrzeganiem praworządności przez państwa członkowskie. Zgodnie z ustaleniami szczytu, Polska miałaby przez następne siedem lat otrzymać z unijnego budżetu 125 miliardów Euro. Premier Morawiecki ogłosił sukces, choć wiedział, że część mechanizmów wiążących wypłaty z praworządnością została zawarta w kompromisie (oraz, że – jak wskazują eksperci – „wywalczył” dokładnie tyle, ile dla Polski przewidziano i ani eurocenta więcej). Teraz europarlamentarzyści chcą je jeszcze wzmocnić. Mówiąc w skrócie: większość krajów Unii chciałaby zostawić sobie możliwość wstrzymywania wypłat krajom, które dryfują coraz dalej poza obszar europejskich wartości. Politycy PiS-u wpadli w panikę, bo dzięki nadawaniu temu dryfiowi tempa, udaje im się utrzymać władzę. Jednocześnie robią wszystko, by do ich wyborców nie dotarła banalna prawda, że Unia jest sojuszem opartym w dużej mierze na wartościach. I to tych, z którymi PiS konsekwentnie walczy.

Pisowska bajeczka

Kontakty z Unią są dla partii Kaczyńskiego bolesne, bo wymagają wyjścia poza bajeczkę, którą udało jej się w Polsce zbudować, a którą doskonale streszczają „Wiadomości” TVP. W tej bajeczce wszystko stoi na głowie: dobrzy pisowscy rycerze walczą o „tradycyjne wartości” z liberalnymi i lewicowymi barbarzyńcami z kraju i zagranicy, Polska jest „sercem Europy”, jednym z ostatnim europejskich bastionów chrześcijaństwa i tak dalej. Jest to opowieść skrajnie infantylna, ale żyjemy w trudnych czasach i kto by nie chciał zamienić pandemii, zbliżającego się kryzysu gospodarczego, galopującej katastrofy klimatycznej i innych realnych wyzwań współczesności, na opowiastkę dla dzieci. Problem w tym, że nieuchronnie zbliża się czas, w którym ta fasada będzie musiała się posypać. Kontakty z liberalnym światem są tego gorzkim przedsmakiem.

Pewnie dlatego Kaczyński Europy unika, a Morawiecki próbuje się przed unijnymi szczytami przefarbować na polityka cywilizowanego. Trudno jest rozmawiać z dorosłymi ludźmi językiem choćby ostatniej kampanii prezydenckiej. Bo jak? Jedni mówią o konieczności transformacji energetycznej, o zmianach, które wymusza pandemia, o przyspieszającej informatyzacji, o wyzwaniach, na które odpowiedzialni politycy już próbują przygotowywać swoje społeczeństwa. A drudzy o „ideologii LGBT”, „neomarksistowej rewolucji” i konieczności „obrony rodziny” poprzez wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej.

Pandemia zapewne przyspieszy przemiany zachodnich społeczeństw, a dziewiętnastowieczna pisowska opowiastka, będzie stawała się coraz bardziej przezroczysta. Kiedy w końcu runie, gniew dawnych wyborców Kaczyńskiego i Dudy może się obrócić przeciwko nim. Nikt przecież w historii III RP nie oszukał swoich wyborców tak bardzo, jak oni, na każdym kroku zapewniając, że przecież nic się nie dzieje, wszystko będzie po staremu, będziemy tu sobie żyli jak dawniej, będziemy chodzić na kremówki, czcić świętych, brać kasę i nic nam się złego nie stanie. Groźba przykręcenia kurka z pieniędzmi jest pierwszym sygnałem, że ta skłamana wizja świata może się posypać.

To świat jest zły

Witold Waszczykowski mówi, że Polska jest przez polityków unijnych „grillowana”, „stygmatyzowana” i „oczerniania”. Że robi się to z nadzieją, że „biznes uzna, iż nie jest to kraj stabilnej demokracji, stabilnego prawa, wart inwestowania, i że to się przełoży na oceny ośrodków analitycznych, ośrodków ratingowych, a to z kolei spowoduje wyższe koszty pożyczek”. Pocieszę pana ministra, że gospodarka Portugalii Salazara przez długi czas rosła, a przecież – podobnie jak dziś IV RP – napotykała na coraz poważniejsze trudności na arenie międzynarodowej. Może więc i u nas biznes będzie jeszcze jakiś czas chciał inwestować. Zgodzę się jednak z panem ministrem, że warto być przygotowanym na różne scenariusze i zawczasu tłumaczyć wyborcom, że zły świat chce nas ukarać nie za to, co robimy, tylko za to, jacy jesteśmy: a przecież jesteśmy dobrzy, życzliwi, gościnni i tolerancyjni.

Wojna, o której mówi pan minister, już się w większości krajów europejskich kończy. Była to wojna o uznanie wolności i praw obywatelskich, wojna o równość, wojna o rozliczenie Kościoła z jego błędów i grzechów. Nawet wojna, którą podobni do PiS-u prawicowi populiści wypowiedzieli społeczeństwom liberalnym zdaje się ostatnio przygasać. Pandemia koronawirusa wymusi na zachodnich społeczeństwach szereg bardzo praktycznych – a nie bajkowych – ruchów. Tym szybciej będzie się zwiększał dystans między Europą i Polską.

Ponieważ – ze wstydem przyznaję – jestem człowiekiem niewolnym od niechrześcijańskich myśli, lubię wybiegać oczyma wyobraźni w przyszłość. Szczególnie do momentu kiedy ta tania, infantylna i całkowicie świadomie skłamana opowieść o świecie, którą ludzie pokroju ministra Waszczykowskiego i jego szefa, serwują Polakom, runie. Wściekłość dawnych wyborców będzie trudna do poskromienia. I choć zapłacimy za to wszyscy, to przynajmniej jest się czym pocieszać.