Opinie

Polski ksiądz bohaterem seksskanadalu i oskarżeń o molestowanie w USA

Polski ksiądz bohaterem seksskanadalu i oskarżeń o molestowanie w USA

Ksiądz Mirosław Król wykorzystywał swoją pozycję, rozległe koneksje i swoistą charyzmę do zbierania hojnych datków na kościelne dzieło. Wykorzystywał też seksualnie innych księży i – jeśli wierzyć zeznaniom – także męskie prostytutki. A poza tym szerzył kult Jana Pawła II.

Gdyby nie była prawdziwa, ta historia mogłaby uchodzić za hollywoodzki thriller, dzieło Smarzowskiego, lub kanwę skandynawskiego kryminału. Oto wpływowy ksiądz, kanclerz polonijnego ośrodka, wzięty kwestor, przyjaciel kościelnych hierarchów z USA i Polski dzwoni w nocy do podległego mu duchownego i każe wieźć się na spotkanie z męska prostytutką. Albo, gdy akurat nie uczestniczy w żadnej orgii, domagać się seksualnych serwitutów od przybyłych do Ameryki duchownych „z dalekiego kraju”. A równocześnie robi karierę w Kościele i ma spore szanse na biskupią purpurę. Bohater tych ekscesów nie zrodził się jednak w wyobraźni pisarzy. To ksiądz Mirosław Król, wychowanek skompromitowanego ze względu na molestowanie seksualne, byłego już kardynała Theodora McCarricka.

Ksiądz Król swych lubieżnych czynów dokonywał jako kanclerz polonijnego ośrodka w amerykańskim stanie Michigan. Zaś będąc w Polsce opowiadał o dziele Jana Pawła II i pozostawał w dobrych stosunkach z kardynałem Stanisławem Dziwiszem. Ksiądz Król zapewne zasiądzie na ławie oskarżonych, a zeznania przeciw niemu złoży kilka ofiar. Takich księży jak Mirosław Król jest więcej. Ich sprawy łączy to, że gdy wychodzą na jaw Kościół albo tuszuje je do bólu, albo umywa ręce.

Sprawę księdza Króla szeroko opisują amerykańskie media. Trzech młodych mężczyzn, zarzuca mu seksualną napaść, mobbing i rozpowszechniania na ich temat fałszywych informacji po tym jak „ośmielili się” odmówić zapędom jurnego kanonika. Z ich świadectw wynika, że nie byli jedynymi ofiarami Króla. Mechanizm w wyszukiwaniu ofiar był zawsze ten sam. Zwabianie, obiecywanie pracy i ciekawych stanowisk. Z chwilą odmowy jego seksualnym zachciankom – pomawianie, grożenie i rozpowszechnianie fałszywych, oczerniających informacji.

Zgromadzony materiał dowodowy jest mocno obciążający. Mowa w nim między innymi o tym, że podczas pobytu w Orchard Lake Król rekrutował seminarzystów z Polski. Przyjmował ich na plebani, gdzie uprawiał z nimi seks. Jeden z mężczyzn podaje, że duchowny kazał mu się zawieźć do hotelu, w którym czekała na niego męska prostytutka. Doszło do orgii z udziałem kilku duchownych. Ze zdarzenia nie wyciągnięto konsekwencji z uwagi na pozycję Króla w amerykańskiej polonii oraz jego talenty do pozyskiwania funduszy. Miał też wysoko postawionych protektorów w Watykanie.

W świetle obowiązującego prawa pochodzący z Polski kapłan będzie zapewne musiał za swoje czyny odpowiedzieć przed sądem. Jednak to, co najbardziej w tej sprawie bulwersuje to absolutna obojętność miejscowego biskupa, który nie tylko nie stanął po stronie ofiar, ale radził im milczenie, a nawet zmuszał do rezygnacji z zajmowanych dotąd stanowisk. Arcybiskup Archidiecezji Detroit Allen H. Vigneron będzie musiał wyjaśnić amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości, dlaczego – wiedząc o nadużyciach, jakich dopuszczał się ks. Król – nie reagował. To kolejna odsłona dramatu młodych ludzi, którzy zamierzali służyć Kościołowi, a których system kościelny o mało nie zmiażdżył. Jest nadzieja, że tym razem to nie ofiary będą oskarżone, ale ich ciemiężyciel i jego poplecznicy.

Grzesznik jak wielu

Nazywany „bohaterem z Gorlic” ksiądz Król, to postać dobrze znana nie tylko w środowisku polonii amerykańskiej, ale również w polskich seminariach duchownych. Prasa polonijna rozpisując się w 2017 roku o nowo mianowanym kanclerzu ośrodka w Orchard Lake koło Detroit nie omieszkała przywołać jego wspaniałego życiorysu.

Król ukończył studia filozoficzne w Seminarium Duchownym w Gdańsku-Oliwie, a poczynając od 1994 r. kontynuował naukę w Wyższym Seminarium Duchownym świętych Cyryla i Metodego w Orchard Lake. Dwa lata później znalazł się w Wyższym Seminarium Niepokalanego Poczęcia NMP w Seton Hall University (założone przez byłego kardynała McCarricka), gdzie ukończył studia teologiczne. Święcenia kapłańskie przyjął 29 maja 1999 roku w katedrze w Newark. Również z rąk McCarricka.

W latach 2006 do 2011 był prefektem i wicerektorem Seminarium Polonijnego w Orchard Lake. Od lipca 2011 roku jest proboszczem parafii św. Teresy w Linden oraz prezesem Fundacji św. Jana Pawla II „Nie Lękajcie się”. Dzięki jego staraniom w 2013 roku, kościół Św. Teresy został ogłoszony Archidiecezjalnym Sanktuarium św. Jana Pawła II. Ks. M. Król jest kanonikiem Kapituły Kolegiackiej św. Floriana i św. Jana Pawła II przy bazylice św. Floriana w Krakowie. Blisko współpracuje z kard. Stanisławem Dziwiszem w dziele rozwoju kultu św. Jana Pawła II w Ameryce Północnej. Słowem – przykład dynamicznej i błyskotliwej kariery. W tym tempie awansów pewnie niedługo miałby szansę zostać biskupem.

Jeszcze niedawno podczas pobytu w Polsce, Król zwierzał się, że Jan Paweł II to patron jego powołania i życia kapłańskiego. W sierpniu bieżącego roku, w rozmowie z Radiem Maryja mówił: – Największy komplement, jaki sobie poczytuję, jest wtedy, kiedy ktoś mi powie: „Ksiądz jak mówi kazanie, to trochę tak, jakbym Jana Pawła II słyszał”. Mamy ten polski akcent i jeśli ktoś go sobie kojarzy z Papieżem Polakiem, to miło się w sercu robi. Jednak to także zobowiązuje, bo jesteśmy dziedzicami tego wielkiego testamentu, który nam zostawił nasz Wielki Kochany Rodak.

Liczy się kasa?

W sprawie Króla zatrważające i zastnawiające jest jednak coś więcej. Oto bohaterem seksskandalu znów zostaje ksiądz znany z talentu do zbierania pieniędzy na budowy świątyń. To łączy go nie tylko z McCarrickiem, ale też z założycielem Legionistów Chrystusa Mucielem Marcialem Degollado. Zastanawiająco często talent do zbierania pieniędzy i budowy świątyń to atrybut wielu konserwatywnych duchownych, którzy nie panują nad swoją seksualnością.

W Polsce takich przykładów też mamy sporo. Smykałkę do zbierania funduszy mieli prałat Jankowski, ksiądz Makulski z Lichenia, czy też ksiądz Andrzej Dymer o którym pisano, że dla szczecińskiego kościoła był kurą znoszącą złote jaja. Podobieństwa, o których mowa kreślą pewien powtarzalny obraz. Gdy w grę wchodzą pieniądze, hierarchowie nawet na patologię przymykają oko.