Opinie

W obliczu koronawirusa zachowujemy się absurdalnie. Prawdziwe zagrożenie pomijamy

W obliczu koronawirusa zachowujemy się absurdalnie. Prawdziwe zagrożenie pomijamy

Ze strachu przed koronawirusem rezygnujemy z podróży, pustoszymy sklepy, zakładamy maski. Ciekawe, że realny problem nie skłania nas do najmniejszych samoograniczeń.

Ze zdumieniem obserwuję powszechną panikę, która towarzyszy rozprzestrzenianiu się koronawirusa na świecie. Oczywiście, wirusa nie można lekceważyć, bo może zabić osobę chorą i w podeszłym wieku, ale dla 98 proc. tych, którzy się nim zarażają, jest niegroźny. Ot, trochę poważniejsze przeziębienie.

Zupełnie nie ma powodu, żeby wykonywać tyle gorączkowych ruchów i zabezpieczać się jak na wypadek wojny. A media nieustannie donoszą o wykupionych w całym kraju maskach na twarz (zupełnie nieskutecznych dla powstrzymania wirusa), masowych rezygnacjach z lotów samolotem, wykupionych wcześniej wakacji, o wykupowaniu konserw i cukru w sklepach.

Po co? Kompletnie nie wiadomo. Aby zmniejszyć ryzyko zachorowania, trzeba tylko porządnie myć ręce – mówią lekarze.

Nie ma to jak dobrze podkręcona zbiorowa histeria. Tysiące ludzi bez szemrania są w stanie zmodyfikować swój tryb życia, zrezygnować z codziennych przyjemności i wygód. Byleby przetrwać. A tymczasem naszemu przetrwaniu tak naprawdę zagraża nie koronawirus, ale coś, co dzieje się od lat na naszych oczach.

To zmiany klimatyczne i galopujące ocieplenie klimatu. Klimatolodzy ogłosili przed kilkoma dniami, że mijająca zima jest najcieplejszą zimą w historii pomiarów, od 1850 roku. Temperatura na całym świecie szybuje w górę, coraz większe połacie planety zamieszkane przez ludzi obejmuje śmiertelna susza, część świata dosłownie płonie. Ilu z nas z tego powodu rezygnuje z latania samolotem? Z codziennego jeżdżenia samochodem do pracy? Z jedzenia mięsa? To wszystko znacząco przyczyniłoby się do poprawienia sytuacji klimatycznej. Niestety, to dla zdecydowanej większości świata zbyt trudne i niewygodne.

Niby jesteśmy ludźmi, ale czasami niepokojąco przypominamy żaby. Z tej opowiastki, która mówi, że żaba w zetknięciu z gotującą się wodą natychmiast z niej wyskoczy resztką sił. Jednak kiedy wrzuci się ją do zimnej wody i zacznie powoli podgrzewać, nie zauważy niebezpieczeństwa i ugotuje się. Mam wrażenie, że to właśnie dzieje się dzisiaj ze światem - nagłe zagrożenie wywołuje wielki strach i szybką reakcję, a niebezpieczeństwa narastające od lat nikogo nie obchodzą.

Cóż, gotujemy się więc dalej, panikując z powodu epidemii. W tym szaleństwie warto pamiętać, że zwycięstwo nad koronawirusem nie zagwarantuje nam przetrwania.