Opinie

Według telewizji Trwam ataki wobec duchowieństwa, wiernych i Kościoła katolickiego mają źródło w „ideologii LGBT"

Według telewizji Trwam ataki wobec duchowieństwa, wiernych i Kościoła katolickiego mają źródło w „ideologii LGBT

Jak donosi Telewizja „Trwam” w Polsce wzrasta liczba ataków na księży. Coraz więcej jest też przestępstw „uderzających w chrześcijan” (w ostatnim roku telewizja odnotowała ich dziesięć).

Dowody? Chociażby przykład z Rzeszowa, gdzie miało dojść ostatnio „do groźnej sytuacji”. Mianowicie, w kierunku księdza i towarzyszących mu ministrantów „padły strzały oddane z wiatrówki". Na szczęście, kapłan nie odniósł żadnych obrażeń.

Sprawa jest oczywiście poważna. Komenda Główna Policji zaapelowała o większość ostrożność zarówno do księży, jak i pozostałych obywateli. „Aby nie dopuszczali się czynów nagannych, aby pamiętali o tym, że jakikolwiek atak również – na księdza – jest traktowany w polu prawa karnego jako przestępstwo i taka osoba podlega odpowiedzialności karnej” - przestrzeżono.

Niestety, media ojca Tadeusza Rydzyka już znalazły winnego. Według „Trwam” ataki wobec duchowieństwa, wiernych i Kościoła katolickiego nasilają się pod wpływem „ideologii LGBT”. Przykładem ma być nagonka na księdza abp. Marka Jędraszewskiego, który porównał ideologię gender do tęczowej zarazy.

Teza absurdalna, ale nienowa

Ten pogląd to żadna nowość. Absurdalną tezę, zgodnie z którą istnieje związek pomiędzy działalnością środowisk skupiających mniejszości seksualne a prześladowaniem katolików, postawił nie tak dawno metropolita poznański arcybiskup Stanisław Gądecki. W oświadczeniu wydanym w dniu 17 czerwca 2019 r. w sprawie aktów nienawiści wobec katolików w Polsce pisał tak:

„Myślę także o profanacjach i aktach bluźnierstwa do jakich dochodzi podczas tzw. marszów środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów. Oficjalnie powodem organizacji takich marszów jest troska o większą tolerancję w społeczeństwie, tymczasem stają się one miejscem obscenicznych prezentacji oraz sposobnością do okazywania pogardy wobec chrześcijaństwa, w tym także do parodiowania liturgii eucharystii, oraz do nawoływania do nienawiści w stosunku Kościoła i osób duchownych”.

Gdyby ktoś z zewnątrz wsłuchał się w głos nadwiślańskich biskupów, mógłby być przekonany, że Polska to kraj, w którym non stop Kościół atakują genderyści, ekolodzy oraz mniejszości seksualne. Nikt nie umie jednak powiedzieć, na czym konkretnie te ataki miałyby polegać.

Mało tego. Uczciwe badania pokazują, że jest dokładnie odwrotnie, a przekaz Kościoła rażąco mija się z prawdą. Z badań przeprowadzonych w 2016 r. przez Kampanię Przeciw Homofobii i Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że średnio aż 3 na 10 osób LGBT doświadczyło przemocy fizycznej oraz psychicznej na przestrzeni ostatnich pięciu lat. W skali roku osoby LGBT doświadczają przemocy dwa razy częściej od osób heteroseksualnych. Mimo to ponad połowa osób LGBT była zniechęcana przez policję do zgłaszania przestępstw motywowanych homofobią. Aż 70 proc. młodych osób LGBT ma myśli samobójcze, a ponad połowa zmaga się z objawami depresji.

Kto jest za to odpowiedzialny?

Nie kto inny, ale to wysocy hierarchowie Kościoła - choć chcieliby widzieć siebie ofiarami - od lat walnie przyczyniają się do tworzenia atmosfery wykluczającej mniejszości. Przykłady można mnożyć. Według biskupa Edwarda Frankowskiego „idzie na Polskę potop genderyzmu, LGBT, uczenia dewiacji już nawet przedszkolaków; idzie zalew profanacji, bezczeszczenia świętości poprzez internet, filmy, teatry, uniwersytety, szkoły, przedszkola, media, aż w końcu przez tzw. marsze równości. Doszli aż tutaj – pod Jasną Górę".

Z kolei arcybiskup Stanisław Gądecki twardo twierdzi, że „nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka”.

Warto wreszcie wspomnieć modlitwę Mirosława Milewskiego, biskupa pomocniczego Diecezji Płockiej: „Maryjo, ocal nas od zła, które chce zawojować umysły i dusze Polaków, zaradź rozprzestrzenianiu się chorej ideologii LGBT, która uderza w tradycyjną rodzinę”.

Kto jest sprawcą, kto ofiarą?

Wracając do danych podanych przez telewizję „Trwam”, warto zauważyć coś jeszcze. Oczywiście, dziesięć napaści na duchownych to o dziesięć przypadków za dużo. Jak jednak ta liczba ma się do ujawnionych w ostatnim roku dziesiątek nadużyć na tle seksualnym duchownych wobec nieletnich?

Przypomnijmy kilka. W maju 2019 r. aresztowano proboszcza Ruszowa, któremu postawiono zarzut molestowania seksualnego upośledzonych dziewczynek w wieku komunijnym. Niespełna dwa miesiące później, w lipcu podejrzany o pedofilię ksiądz Marian W. - pracujący w parafiach na Sądecczyźnie – na wniosek Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu trafił do aresztu pod zarzutem skrzywdzenia kilkunastu chłopców. Sprawa trafiła do sądu. W listopadzie za wykorzystanie nieletnich chłopców aresztowano księdza z Opola Lubelskiego Mało? 20 stycznia na polecenie prokuratora policja zatrzymała księdza. Usłyszał zarzut popełnienia przestępstw polegających na doprowadzeniu pełnoletniej kobiety do obcowania płciowego, poprzez wykorzystanie stanu jej bezradności wynikającego z jej stanu psychicznego oraz na tym, że przy użyciu przemocy zmusił ją do odbycia stosunku.

I teraz przypomnijmy. Choć nikt nie pochwala ataków na księży, duchowni będący ofiarami pospolitych przestępstw mogą złożyć w policji i prokuraturze stosowną skargę. Z ofiarami pedofilii, które padły ofiarami księży-predatorów, jest zupełnie inaczej. Ogranicza ich wstyd, poczucie winy i reakcja bliskich. Z mówieniem na ten temat mają problem jeszcze długo, nawet gdy są już dorośli. Może więc warto, aby Kościół przestał robić z siebie ofiarę.

Czytaj także: Jędraszewski znów powiedział głupotę. I znów znalazł obrońców