Polska

"Być może to nie jest jedyna sytuacja, w której 'Simon' telefonował do ministra Banasia"

- Wydaje się, że ministra Banasia albo nikt nie ostrzegł, albo on sobie z tych ostrzeżeń nic nie robił. Trudno jest uwierzyć w to, że nie wiedział, z kim robi interesy - mówił we "Wstajesz i weekend" reporter "Faktów" TVN Wojciech Bojanowski, który zbadał powiązania krakowskiego przestępcy Wiesława K. "Simona" z obecnym prezesem Najwyższej Izby Kontroli Marianem Banasiem. Wskazywał, że opisana wcześniej ich rozmowa to "być może nie jest jedyna sytuacja, w której Wiesław K. ';Simon'; telefonował do ministra Banasia". Dalsza część jego materiału w niedzielnych "Faktach" o godzinie 19.

Wiesław K., pseudonim "Simon", to znany w Krakowie karany przestępca. Niedawno stał się bohaterem drugiego planu w aferze Mariana Banasia. To on telefonował do byłego ministra finansów, kiedy w słynnej już kamienicy w Krakowie pojawił się dziennikarz "Superwizjera" TVN.

Sam Banaś przekonywał, że nie zna tego człowieka. - Zaraz tę rozmowę skończyłem, byłem bardzo zajęty i nie chciałem w ogóle z nim rozmawiać - tłumaczył w rozmowie z radiową Trójką. Wyjaśnił, że mężczyzna miał do niego numer, ponieważ wcześniej przekazał go jego synowi, czyli najemcy kamienicy. Zaznaczył, że zrobił to na wypadek "gdyby zdarzyła się jakaś katastrofa czy awaria".

Zobacz więcej: "Pancerny Marian i pokoje na godziny". Reportaż "Superwizjera"

Reporter "Faktów" TVN Wojciech Bojanowski sprawdził, czy służby wiedziały o kontaktach ministra z "Simonem". - Pan K. pod parasolem ochrony pana ministra rozwinął skrzydła jako przestępca - mówił w materiale oficer operacyjny policji, który rozpracowywał sprawę Wiesława K. i który pragnie pozostać anonimowy.

"Zrobiliśmy sobie konkurs, ile w ciągu tygodnia jesteśmy w stanie dowiedzieć się o Wiesławie K."

O roli "Simona" w aferze Mariana Banasia Bojanowski mówił w niedzielę we "Wstajesz i weekend" w TVN24. Mówił, że "wydaje się zasadnym pytanie o to, co łączyło Wiesława K. z ministrem Marianem Banasiem".

- Problem z Wiesławem K. nie polega na tym, że on chodzi obwieszony złotem, tylko że to jest człowiek, który ma dwa wyroki sądowe i to za dosyć poważne przestępstwa - tłumaczył. Jeden z nich dotyczył grożenia piłą mechaniczną i zgwałceniem córki osób, którym "Simon" pożyczył w przeszłości ponad tysiąc złotych na wysoki procent. Drugi związany był z udziałem w bójce w Krakowie w 2005 roku.

Reporter "Faktów" TVN mówił również o sposobie, w jakim on i jego współpracownicy pozyskiwali informacje o Wiesławie K. i jego działalności.

- Zrobiliśmy sobie konkurs, ile w ciągu tygodnia jesteśmy w stanie dowiedzieć się o Wiesławie K., człowieku, który dzwoni na prywatny numer ministra finansów, obecnego szefa NIK (..), mówi do niego 'cześć' i zdaje się, że przyjmuje od niego polecenia - wskazywał.

"Trudno jest uwierzyć w to, że nie wiedział, z kim robi interesy"

Bojanowski relacjonował, że w pracy nad materiałem ekipa pojechała do Krakowa, gdzie dotarła między innymi do osób, którym grozili Wiesław K. i jego brat Janusz K. Mówił, że w Krakowie spotkali się ze "zmową milczenia".

- Odnieśliśmy takie wrażenie, że ludzie po prostu się boją, dlatego, że ta dzielnica Podgórze (w której znajduje się kamienica Banasia - red.) wydaje się być w jakimś sensie sterroryzowana - mówił.

- Wydaje się, że ministra Banasia albo nikt nie ostrzegł, albo on sobie z tych ostrzeżeń nic nie robił. Trudno jest uwierzyć w to, że nie wiedział, z kim robi interesy - ocenił Bojanowski.

- Jeżeli ktoś do mnie dzwoni, mówi 'cześć' i radzi się mnie, co ma zrobić, to być może to nie jest jedyna sytuacja, w której Wiesław K. "Simon" telefonował do ministra Banasia - zauważył dziennikarz.