Polska

"Cudowne dziecko dzielnicy żydowskiej". Miała być wielką pianistką

Josima Feldschuh już jako mała dziewczynka zachwycała swoimi umiejętnościami gry na pianinie. Cudowne dziecko z dzielnicy żydowskiej miało szanse na wielką karierę kompozytorki, ale jej plany pokrzyżowała okrutna wojna. W Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie w hołdzie dla artystki utwory 11-letniej pianistki zagrała szesnastoletnia laureatka konkursu BBC. Materiał magazynu "Polska i Świat".

15 marca 1941 roku w wieku 11 lat Josima Feldschuh zagrała dla zgromadzonych w "Melody Palace" w getcie warszawskim "Symfonię Niedokończoną Schuberta".

- Mój dziadek wspominał, że to muzycy Żydowskiej Orkiestry Symfonicznej bardzo nalegali, by zagrała. A jej ojciec martwił się, bo uważał, że jest za młoda na tak duże wydarzenie - opowiada Sharon Ben-Shem, siostrzenica Josimy Feldschuh. Wydawana wtedy w getcie prasa koncertem była zachwycona.

"Cudowne dziecko dzielnicy żydowskiej"

Sharon Ben-Shem zdradza, że jej siostrzenica zaczęła grać gdy miała pięć lat. - Ćwiczyła z matką cztery-pięć godzin dziennie - opowiada. - Matka szybko zauważyła jej geniusz i zaangażowała w jej edukację innych, wspaniałych muzyków - dodała.

W kolejnym artykule zatytułowanym "Cudowne dziecko dzielnicy żydowskiej" dziennikarze w 1942 roku pisali o jej słuchu absolutnym i niezwykłym talencie. 12-letnia wtedy Josima komponowała już mazurki, walce i ballady.

Artykuł kończy się prognozą, która nigdy nie miała szans się sprawdzić: że Josima wyrośnie na "zdolną wirtuozkę i wybitną kompozytorkę".

"Świat zaczyna słyszeć Josimę"

- W 1943 roku udało się ją wyprowadzić z getta. Razem z rodzicami ukrywali się na wsi. Pod podłogą jednego z domów. Josima chorowała na gruźlicę - opowiada Sharon Ben-Shem.

Zmarła kilka tygodni po ucieczce z getta. Jej matka popełniła samobójstwo. Wojnę przeżył tylko ojciec Josimy - dziadek Sharon. Ocalały też te kompozycje nastoletniej artystki. Dziś jej notatnik znajduje się w zbiorach instytutu Yad Vashem.

- Trochę to trwało, ale świat nareszcie zaczyna słyszeć Josimę. Tak, jak wymarzył to dla niej mój dziadek - mówi Sharon Ben-Shem.

"Wielowymiarowy portret"

Lauren Zhang, równie zdolna młoda pianistka uważa, że utwory Josimy są bardzo dobrze skonstruowane.

- Była bardzo utalentowana - stwierdza laureatka konkursu BBC. - Jej kompozycje bardzo mnie poruszyły, jak "Mazurek numer 6". Cieszę się, że jestem tu i mogę podzielić się to muzyką z ludźmi i historią Josimy - podkreśla.

Lauren Zhang w przeddzień 76. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim, wraz z Orkiestrą Sinfonia Varsovia, zagrała te same utwory, które niegdyś grała Josima.

- Nagle ta historia, której tylko strzępek był do tej pory zachowany, stała się takim wielowymiarowym portretem i tej dziewczynki, i tej niezwykłej siły, którą ma w sobie muzyka - zaznacza Kajetan Prochyra, koordynator sceny muzycznej Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie.

To był też wyjątkowy hołd złożony Żydowskiej Orkiestrze Symfonicznej.

- ŻOS tworzyli muzycy, którzy przed wojną byli solistami w filharmonii, operze narodowej, orkiestrze radiowej. Wojnę przeżyło tylko trzech, choć orkiestra w rozkwicie liczyła ponad osiemdziesięciu muzyków. Większość zginęła w Treblince - wyjaśnia Prochyra.

Grali muzykę mistrzów: Mozarta, Schuberta, Beethovena - choć Niemcy często im tego zakazywali. Grali, by dać sobie i innym namiastkę dawnej codzienności, chwilę wytchnienia od piekła wojny.

- Getto to nie tylko powstanie. Chcemy pokazać, że heroizm to był każdy dzień, nie tylko walka z bronią w reku. To, że spotykamy się tutaj na koncercie, gdzie możemy zupełnie inaczej spojrzeć na tę muzykę, to jedna z najpiękniejszych form realizacji hasła "Łączy nas pamięć" - podsumowuje Kajetan Prochyra.