Polska

Czy Polacy muszą tak szybko umierać na raka płuca?

Czy Polacy muszą tak szybko umierać na raka płuca?

Dla chorych na raka płuca nawet pół roku dłuższego życia jest bezcenne. Z nowoczesnych terapii nie wszyscy jednak mogą korzystać.

Co więcej, drobnokomórkowy rak płuca jest niezwykle agresywny i szybko postępujący. Chorzy nie powinni czekać na postawienie diagnozy i rozpoczęcie leczenia.

Ministerstwo Zdrowia nie zamierza refundować leków, które dają krótkotrwałe przeżycia. Takie sygnały docierają do organizacji zrzeszających pacjentów. Za jedną z takich metod uznano immunoterapię w drobnokomórkowym raku płuca. – A przecież dla tych chorych każdy tydzień ma znaczenie, nawet pół roku dłuższego życia jest dla nich bezcenne. Zwłaszcza że immunoterapia nie wyniszcza organizmu. Chorzy mogą więc spędzić ten ostatni okres życia w niezłej kondycji i robić to, co jest dla nich najważniejsze – mówiła Anna Żyłowska ze Stowarzyszenia Walki z Rakiem Płuca Oddział Szczecin.

- Nowoczesne leczenie jest finansowane z budżetu w Czechach czy Bułgarii, krajach o podobnych do naszych możliwościach finansowych. Dlaczego nasi chorzy nie mogą go dostać? Nam się to leczenie po prostu należy – uważa Małgorzata Maksymowicz, administratorka grupy na Facebooku „Rak płuca”.

Rozczarowanie chorych, ich bliskich oraz lekarzy jest tym większe, że rok 2020 miał być Rokiem Raka Płuca. Tak w styczniu zapowiedział wiceminister zdrowia, Sławomir Gadomski. W lutym w Ministerstwie Zdrowia gotowy był dokument, który miał zmienić system dotyczący profilaktyki, diagnozowania i leczenia raka płuca. Wszystko po to, aby rak płuca stał się chorobą przewlekłą, jak wiele innych nowotworów, np. piersi. Pandemia pokrzyżowała te plany. Ale organizacje zrzeszające pacjentów nie składają broni, jak przekonują, obecnie zbyt dużo czasu zajmują badania, czekanie na wyniki i decyzję o tym, jak chory ma być leczony.

Jednym z najważniejszych zadań, jakie trzeba zmienić w onkologii, to szeroka edukacja lekarzy, w tym lekarzy POZ, aby rak płuca był wykrywany na jak najwcześniejszym etapie, aby żaden wczesny objaw choroby nie został zlekceważony. A z tym na razie nie jest dobrze, zwłaszcza w czasach pandemii. – Pacjenci skarżą się nam, że albo drzwi poradni POZ były zamknięte, albo nie sposób się było dodzwonić do lekarza. Gdy wreszcie się to udało, mogli liczyć jedynie na teleporadę. A przecież podczas rozmowy telefonicznej lekarz nie jest w stanie zauważyć objawów, które mogą świadczyć o nowotworze. Nie osłucha zdalnie pacjenta – zauważa dr Izabela Chmielewska z Katedry i Kliniki Pneumonologii, Onkologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, która na co dzień zajmuje się leczeniem i opieką nad pacjentami chorującymi na drobnokomórkowego raka płuca.

Czytaj też: Jesteśmy onkologicznym bantustanem. To kompromitacja i cywilizacyjna porażka

Ale wina leży też po stronie pacjentów, którzy zbyt późno zgłaszają się do lekarza. Na wizytę decydują się dopiero wtedy, gdy widzą krew w plwocinie, są bardzo osłabieni lub mają poważne kłopoty z oddychaniem. – Z powodu pandemii te opóźnienia są jeszcze większe. Chorzy zgłaszają się do nas w bardziej zaawansowanym stadium rozwoju raka niż przed pandemią COVID19. Wielu z nich nie zgłaszało się do lekarzy w obawie przed zakażeniem koronawirusem – mówi dr Chmielewska.

Zdaniem Anny Kupieckiej, założycielki i prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej, poprawę sytuacji chorych na raka płuca przyniosłoby m.in. stworzenie lung cancer unitów, czyli wyspecjalizowanych placówek, w których osoby z podejrzeniem raka płuca otrzymywałyby szybciej niż obecnie kompleksową diagnostykę i leczenie. - Nierzadko zdarza się, że chory na drobnokomórkowego raka płuca umiera, zanim rozpocznie leczenie – mówi Anna Kupiecka. Dzięki istnieniu lung cancer unitów chorzy nie byliby tak zagubieni w systemie jak obecnie. - Pacjenci nie wiedzą, jak się mają zachować w leczeniu, gdzie się leczyć ani gdzie szukać wsparcia. W przypadku drobnokomórkowego raka płuca jest to szczególnie obciążające, bo chorzy nie mają na to czasu. Dla nich każdy dzień zwłoki może być wyrokiem. Żyją w świadomości, że ich dni są policzone. I to dosłownie – mówi Elżbieta Kozik, prezes Stowarzyszenia Amazonki Ruch Społeczny.

Ale nawet najlepsza organizacja nie wyleczy chorego. – Marzy nam się wyrównanie szans wszystkich pacjentów onkologicznych w dostępie do leków. Nie chcemy, aby chorzy byli dzieleni, aby niektórzy byli wykluczeni, tak jak to jest z chorymi na drobnokomórkowego raka płuca – mówi Anna Kupiecka.

- Drobnokomórkowy rak płuca jest wrażliwy na chemioterapię, ale komórki nowotworowe szybko uodparniają się na leczenie. Aby podtrzymać skuteczność chemioterapii, do chemioterapii dołączono immunoterapię. Takie leczenie skojarzone wydłuża życie. Niestety, w Polsce nie jest ono refundowane. To oznacza, że w przypadku progresji musimy ponownie wrócić do chemioterapii. Jednak wielu chorych jest już tak jest osłabionych leczeniem i chorobą, że nie jest w stanie znieść trudów terapii. Z badań wynika, że nowoczesne leki są najbardziej skuteczne, gdy podaje się je na początku leczenia. Potem działają słabiej – mówi dr Chmielewska.

- Pacjent powinien mieć dostęp do godnego chorowania. On potrzebuje działania, nadziei, bo to go motywuje do zwalczenia raka i przeciwdziała depresji. Pacjent, który lepiej się czuje i jest skonfrontowany z lękami, może bardziej jakościowo żyć, zwłaszcza gdy tego życia zostało mu tak niewiele – mówi Adrianna Sobol, psychoonkolog z Zakładu Profilaktyki Onkologicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i członek Zarządu Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej. O tym, jak radzić sobie w chorobie nowotworowej, Adrianna Sobol, wyjaśnia w swojej najnowszej książce „Oswoić raka. Inspirujące historie i przewodnik po emocjach” (napisała go wspólnie z Agnieszką Witkowicz-Matolicz).

– Dlatego marzą nam się nowe rozwiązania systemowe, w ramach, których organizacje pacjenckie jak najwcześniej angażowałyby się w pomoc chorym, aby lekarze tuż po postawieniu diagnozy kierowali chorych do określonych miejsc, gdzie chorzy otrzymywaliby wsparcie i pomoc psychoterapeutyczną – dodaje Anna Kupiecka.

Bo państwa nie stać, aby umierali lub byli wyłączeni z życia chorzy, którym leki mogłyby pomóc, ale nie mogą ich dostać, bo nie zostały objęte refundacją.

Czytaj też: „Wszystko trwa miesiącami, a nowotwór spokojnie rośnie”. Dlaczego stan polskiej onkologii jest tak marny?