Polska

Jak album oprawiony w ludzka skórę trafił do Muzeum Auschwitz?

Jak album oprawiony w ludzka skórę trafił do Muzeum Auschwitz?

Do Zbiorów Muzeum Auschwitz trafił wyjątkowy - i wyjątkowo makabryczny - eksponat. To album z fotografiami oprawiony w okładkę wykonaną ze skóry ludzkiej. Przedmiot znalazł się z muzeum dzięki uprzejmości darczyńcy, Pawła Krzaczkowskiego. A jak trafił do niego?

Według badaczy, okładka z ludzkiej skóry mogła zostać wykonana w niemieckim obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie.

Jak trafiła do Polaka, który przekazał ją Muzeum Auschwitz? Okazuje się, że to nabytek z giełdy staroci. "Nie miałem świadomości, jaka jest jego wartość historyczna i pochodzenie, podobnie jak ci, którzy mi go sprzedali. Podobno znaleźli ten album gdzieś na strychu" - wyjaśnia Paweł Krzaczkowski w rozmowie z "Gazetą Krakowską". Krzaczkowski kolekcjonuje starocie od 25 lat.

Jak mówi "GK", zaraz po kupieniu schował album do szafy. Dopiero po jakimś czasie zaczął mu się uważniej przyglądać. Pod lupą zauważył, że na skórze były włosy, które wyglądały jak ludzkie. Ponadto - jak opowiada - przyglądając się dokładniej, można było dostrzec tatuaże. Uwagę kolekcjonera przykuła także nieprzyjemna woń, jaką miała wydzielać okładka.

Po tym Krzaczkowski zaczął sprawdzać, skąd może pochodzić jego album. Tak trafił na informacje o wykorzystywaniu ludzkiej skóry w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie.

"Wtedy postanowiłem, że ten dowód zbrodni i bestialstwa nie może zaginąć, a taką gwarancję daje jedynie muzeum" - powiedział w rozmowie z "GK".

Specjaliści z Muzeum Auschwitz .

Skóra ludzka, według relacji więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie była tam traktowana jako materiał do produkcji przedmiotów użytkowych: opraw książek, portfeli.

"Wykorzystywanie skóry ludzkiej jako materiału produkcyjnego wiąże się bezpośrednio z osobą Ilse Koch, która wraz z mężem zapisała się niechlubnie w historii jako oprawcy z obozu w Buchenwaldzie" - przekazała Elżbieta Cajzer, kierownik Zbiorów Muzeum Auschwitz, gdy prezentowała nowy obiekt historyczny.

Ilse Koch przez więźniów była nazywana "Suką z Buchenwaldu" lub "Wiedźmą z Buchenwaldu". Więźniowie zeznawali po wojnie, iż Ilse Koch osobiście wybierała więźniów z "ciekawymi" tatuażami, po czym nakazywała wyrabianie rękawiczek, torebek, opraw książek i abażurów z ludzkiej skóry. Z tego względu poza tym, że była nazywana "wiedźmą" albo "suką z Buchenwaldu",  zyskała także przydomek "Ilsa-Abażur".