Polska

"Jestem smutna. Kolejna wojna i podziały, kiedy wróg-wirus siedzi w chałupie"

"Walkę o życie trzeba zacząć od wsparcia tych, którzy ciężar takiego trudnego życia mają nieść. Wtedy wybór życia będzie łatwiejszy" - napisała w mediach społecznościowych siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona wspólnoty "Chleb Życia", która sama wychowuje przybranego niepełnosprawnego syna. Odniosła się w ten sposób do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji w przypadku ciężkiego upośledzenia płodu. "Do heroizmu nie można zmuszać" - podkreśliła.

W czwartek sędziowie zależnego od Prawa i Sprawiedliwości Trybunału Konstytucyjnego orzekli o niezgodności z polską konstytucją prawa do aborcji w przypadku ciężkiego upośledzenia płodu. To zanegowanie wypracowanego w latach 90. XX wieku "kompromisu" aborcyjnego. Orzeczenie zapadło większością głosów. Zdanie odrębne złożyło dwóch sędziów: Piotr Pszczółkowski i Leon Kieres.

"Do heroizmu nie można zmuszać"

Siostra Małgorzata Chmielewska, która jest przełożoną polskiego oddziału wspólnoty "Chleb Życia", skomentowała tę sprawę w piątek późnym wieczorem na Facebooku.

"Jestem przeciwna zabijaniu dzieci nienarodzonych, w tym niepełnosprawnych. Sama, jak wiadomo, wychowuję niepełnosprawnego, przybranego syna" - napisała. Podkreśliła przy tym, że "jednak są sytuacje, w których trzeba zostawić sumieniu kobiety-rodziców wybór". "Do heroizmu nie można zmuszać" - oceniła.

"Orzeczenie Trybunału nie jest troską, jest chwytem politycznym"

Siostra Chmielewska zwróciła uwagę, że "walkę o życie trzeba zacząć od wsparcia tych, którzy ciężar takiego trudnego życia mają nieść". "Wtedy wybór życia będzie łatwiejszy" - wyjaśniała.

CZYTAJ WIĘCEJ:

Jej zdaniem "los osób niepełnosprawnych i rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi jest większości społeczeństwa i rządzącym obojętny".

"Pokazał to strajk w Sejmie. Pokazuje milczenie przywódców Kościoła, którzy powinni od dawna wskazywać na ewangeliczną drogę w polityce - najpierw najsłabsi! Pokazują hejty pod wpisami ludzi proszących o pomoc w leczeniu ich dzieci: 'jak se kalekę urodziłaś, to twój problem'. To podsumowanie tych hejtów" - wyliczała.

"Orzeczenie Trybunału nie jest troską, jest chwytem politycznym. Tak to oceniam" - przyznała szefowa katolickiej wspólnoty "Chleb Życia".

CZYTAJ TAKŻE:

Protesty po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcjiArt Service/PAP

Protest opiekunów osób niepełnosprawnych i ich podopiecznych, o którym wspomniała siostra Chmielewska, odbywał się w 2018 w roku w Sejmie. Jego uczestnicy zgłaszali dwa postulaty - zrównania renty socjalnej z minimalną rentą z tytułu niezdolności do pracy oraz wprowadzenia dodatku "na życie", zwanego też "rehabilitacyjnym" dla osób niepełnosprawnych niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18. roku życia w kwocie 500 złotych miesięcznie.

Ostatecznie parlament uchwalił, a 14 maja prezydent podpisał dwie ustawy dotyczące osób niepełnosprawnych. Zgodnie z pierwszą ustawą renta socjalna wzrosła z 865,03 zł do 1029,80 zł. Druga, która weszła w życie 1 lipca, zakładała wprowadzenie szczególnych uprawnień w dostępie do świadczeń opieki medycznej, usług farmaceutycznych i wyrobów medycznych dla osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności.

Strajk został zawieszony po 40 dniach. Obok troski i zdrowie dzieci - jak mówili protestujący - jednym z powodów takiej decyzji był również brak dalszych rozmów ze stroną rządową.

"Jestem smutna"

Jak napisała siostra Chmielewska, "zmieni się władza, aborcja będzie na życzenie". "Troska o starców, dorosłych niepełnosprawnych, dzieci nie tylko niepełnosprawne, lecz z trudnych warunków, chore psychicznie, chore na raka - to także działalność pro-life. Tu, jako państwo, dajemy ciała" - dodała. Jak oceniła, "kruchy kompromis właśnie runął. Cynicznie - w momencie epidemii. To w skrócie".

"Jestem smutna. Kolejna wojna i podziały, kiedy wróg-wirus siedzi w chałupie" - podsumowała.

"Niemal całkowity zakaz aborcji", PiS "pod presją skrajnie prawicowych ugrupowań". #PisząoPolsce

Adopcja niepełnosprawnego Artura

Siostra Chmielewska wychowuje przybranego syna, który cierpi na autyzm. Artur - jak podkreśliła w 2018 roku w rozmowie z TVN24 - "nie jest w takim stanie psychicznym, żeby rozmawiać", ale "on też ma swoją godność".

Biologiczna matka chłopca zgłosiła się przed laty do domu samotnych matek. Później odebrała go z domu dziecka, ale po pewnym czasie opuściła wraz z nim placówkę. Siostra Chmielewska odnalazła Artura i widząc, że żyje on w nieodpowiednich warunkach, zabrał go ze sobą. Na miejscu nie było jego matki.

Po kilku dniach bezskutecznego poszukiwania rodzicielki, siostra wystąpiła o adopcję. Po ponad miesiącu matka chłopca zwróciła się do Chmielewskiej. Dziecko zostało jednak z siostrą.