Polska

Morderca znikał z więzienia, kiedy chciał. Afera w zakładzie karnym w Strzelcach Opolskich

Morderca znikał z więzienia, kiedy chciał. Afera w zakładzie karnym w Strzelcach Opolskich

Gangster skazany za morderstwo przez co najmniej rok wychodził swobodnie z zakładu karnego, gdzie odsiadywał karę. Zdarzało się, że znikał z celi na kilka dni. Wychowawca, który go wypuszczał, został zatrzymany. Służba Więzienna i prokuratura o sprawie informują bardzo oszczędnie. Portal tvn24.pl poznał jednak jej szczegóły.

12 listopada w okolicy Zakładu Karnego numer 1 w Strzelcach Opolskich doszło do dynamicznej akcji z udziałem funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji. W ich ręce wpadł Krzysztof N. Mężczyzna był wychowawcą w pobliskim więzieniu. Znaleziono przy nim 10 tys. złotych.

Policjanci przeszukali też jego gabinet, z zakładu karnego zabrali jeszcze osadzonego tam Bogdana G. Obaj zatrzymani trafili do Wrocławia.

14 listopada tamtejszy sąd zastosował areszt zarówno wobec Krzysztofa N., jak i Bogdana G. Pierwszemu prokurator z dolnośląskiej delegatury Prokuratury Krajowej zarzucił przyjmowanie łapówek, drugi odpowie za ich dawanie. Najbliższe trzy miesiące obaj spędzą w areszcie.

Ciała wypadają z auta

Bogdan G., pseudonim Młody, to bohater wielu artykułów i programów poświęconych polskiej mafii. Do niedawna figurował na liście TOP10 poszukiwanych przez polską policję. Zdarzenie, którym G. zapisał się w historii polskiej przestępczości zorganizowanej, miało miejsce w maju 1990 roku.

"Młody" ze swoją grupą zajmowali się wtedy oszustwami przy sprzedaży diamentów (podmieniali prawdziwe kamienie na fałszywki w momencie transakcji) oraz kradzieżami samochodów, które kupowali od nich m.in. gangsterzy z grupy pruszkowskiej, czyli największej organizacji przestępczej działającej ówcześnie w Warszawie.

Wiosną 1990 roku między gangsterami z Pruszkowa a Bogdanem G. doszło do sporu na tle rozliczeń za kradzionego mercedesa.

29 maja 1990 roku "pruszkowscy” umówili się z "Młodym" w miejscowości Siestrzeń w okolicach Warszawy. G. miał zostać dotkliwie pobity i okradziony. Do jego samochodu wsiadło dwóch gangsterów z Pruszkowa: Andrzej N., pseudonim Słoń oraz Janusz S., "Lulek".

Bogdanowi G. towarzyszyło z kolei dwóch kompanów posługujących się językiem rosyjskim. Samochód pełen gangsterów odjechał z piskiem opon. Za nimi ruszyły auta pozostałych gangsterów z Pruszkowa.

W pewnym momencie w uciekającym samochodzie padły strzały, a na ulice z pędzącego pojazdu wypadli "Słoń" i "Lulek". Andrzej N. zginął na miejscu, Janusz S. skonał po kilku minutach.

Przypadkowa wpadka

Bogdanowi G. i jego kolegom udało się uciec. Ale gang pruszkowski wydał na "Młodego" wyrok śmierci. Mężczyzna uciekł z Polski. Policja długo nie była w stanie ustalić, co właściwie stało się w Siestrzeniu i kto zabił dwóch gangsterów. Dopiero w 2001 roku, gdy rozbito "Pruszków" i część bandytów poszła na współpracę, jeden z nich opowiedział, że to Bogdan G. miał zabić "Lulka" i "Słonia".

W tym momencie za G. wydano międzynarodowy list gończy. Mężczyzna wpadł dopiero 12 lat później. W hiszpańskim Bilbao policjanci podczas zabezpieczenia śladów przy kradzieży w centrum handlowym ustalili, że zebrane na miejscu odciski palców należą do Polaka poszukiwanego za podwójne morderstwo.

Hiszpanie mocno przyłożyli się do śledztwa i po kilku dniach, w styczniu 2013 roku Bogdana G. zatrzymano w centrum Bilbao. Po przewiezieniu do Polski mężczyzna stanął przed sądem. Ale śledczym udało się zebrać dowody pozwalające na oskarżenie "Młodego" jedynie o zabójstwo Janusza S. W jego głowę G. miał strzelić trzy razy razy.

Za śmierć "Słonia” do dziś nikt nie odpowiedział.

2 kwietnia 2015 roku Bogdan G. został skazany przez warszawski Sąd Okręgowy na 10 lat więzienia za zabójstwo. Wyrok uprawomocnił się w listopadzie, pochodzący z Zawiercia G. trafił do Zakładu Karnego nr 1 w Strzelcach Opolskich.

Złapany na gorącym uczynku

Kilka miesięcy temu policjanci zaczęli dostawać sygnały, że G., który z racji wyroku i popełnionego w przeszłości czynu powinien być traktowany za kratami w sposób surowy, przebywa na oddziale półotwartym, a w dodatku co jakiś czas wychodzi na przepustki. W trakcie śledztwa okazało się, że Bogdan G. nie miał prawa do przepustek. A mimo to z więzienia wychodził nawet kilka razy w miesiącu.

Jak wynika z informacji tvn24.pl, zdarzało się, że morderca znikał z celi na trzy-cztery dni. Nikt w zakładzie karnym nie wiedział, gdzie wtedy przebywa "Młody". Gangster miał w ten sposób korzystać z wolności co najmniej od roku.

Okazało się, że za nielegalnym wypuszczaniem Bogdana G. z zakładu karnego stoi Krzysztof N., strażnik więzienny, którego gangster miał skorumpować. We wtorek, 12 listopada policjanci z CBŚP zatrzymali N. na gorącym uczynku - tuż po tym, jak przyjął 10 tysięcy złotych za kolejne wypuszczenie G. na wolność.

Wszyscy nabierają wody w usta

Przez ostatnie dni redakcja tvn24.pl próbowała ustalić szczegóły tej sprawy. Przedstawiciele CBŚP odesłali nas do Prokuratury Krajowej. Z kolei kapitan Katarzyna Idziorek, rzecznik rzecznik prasowy Dyrektora Okręgowego Służby Więziennej w Opolu potwierdziła, że Krzysztof N. został aresztowany, ale po wszelkie inne odpowiedzi również odesłała do Prokuratury Krajowej.

W przesłanym komunikacie dział prasowy Prokuratury Krajowej poinformował jedynie, że "prokurator przedstawił zatrzymanym zarzuty o charakterze korupcyjnym". Zastrzegł jednak, że "z uwagi na dobro postępowania przygotowawczego oraz wykonywane i planowane czynności procesowe, na obecnym etapie nie udzielamy bliższych informacji, co do przedmiotu i zakresu prowadzonego śledztwa".