Polska

„Nie ma we mnie chęci zemsty, ani żądzy rewanżu". Giertych zabiera głos pierwszy raz od zatrzymania

„Nie ma we mnie chęci zemsty, ani żądzy rewanżu
„Nie miałem żadnej skargi na jakość naszej pracy lub brak profesjonalizmu moich adwokatów, złożonej przez obsługiwane przez nas firmy​” – pisze Roman Giertych. To pierwszy raz od zatrzymania, gdy mecenas zabrał głos.

23 października włoscy karabinierzy przeszukali dom należący do Romana Giertycha, z kolei prokuratura złożyła zażalenie na decyzję sądu, który nie zgodził się na tymczasowe aresztowanie Ryszarda Krauze, Romana Giertycha i innych podejrzanych w sprawie (łącznie 12 osób) wyrządzenia szkody majątkowej spółce Polnord na 92 mln zł czy prania brudnych pieniędzy.

15 października doszło do zatrzymania Romana Giertycha, a później rozpętała się awantura o to, w jakich warunkach był przesłuchiwany i czy w ogóle był świadomy, że stawiane mu są zarzuty. Przez ten czas brakowało za to głosu samego adwokata, który w niedzielę na Facebooku zamieścił obszerne wyjaśnienia, co w ostatnim czasie – z jego perspektywy – działo się w jego sprawie.

Giertych skupia się jedynie na „merytorycznych aspektach” sprawy, ponieważ jak pisze:

Nie odniosę się jeszcze do politycznego aspektu sprawy, bo nie mam sił. Dziękuje wszystkim za wsparcie i tyle przejawów sympatii dla mnie i mojej rodziny. Chciałem też zapewnić wszystkich, że nie ma we mnie chęci zemsty, ani żądzy rewanżu.

Roman Giertych opisuje ostatnie wydarzenia

Już na wstępie Giertych podkreśla, że nie był w stanie wcześniej się wypowiedzieć i dalej „pewnie nie dałby rady”, ale „zmobilizowała go gigantyczna operacja oczerniania prowadzona przez TVP i inne media rządowe”. Adwokat wielokrotnie zaznacza, że prokuratura odczytała mu zarzut, gdy był nieprzytomny.

Giertych tak komentuje tezy prokuratury o tym, że jego pomoc prawna (pisanie pozwów, wystawianie opinii w trakcie kupna wierzytelności) była „pozorna”.

„Przy konstruowaniu pozwów na setki miliony złotych, przy wysoce skomplikowanym stanie prawnym i faktycznym, stawki kancelarii procesowych są bardzo wysokie. Zwykle tego typu spraw podejmują się duże kancelarie zagraniczne (znaczenie droższe od mojej). W tej sprawie pozwy liczyły kilkadziesiąt tysięcy stron” – pisze Giertych i dodaje, że opracowanie jednego pozwu w podobnej sprawie zajmuje 3-12 miesięcy.

Faktury wystawiane przez moją kancelarię nie stanowią w całości mojego zysku. Z tych środków opłacani są adwokaci współpracujący, aplikanci, pracownicy techniczni, sekretariat, koszty biura etc. (...). Nie miałem żadnej skargi na jakość naszej pracy lub brak profesjonalizmu moich adwokatów, złożonej przez obsługiwane przez nas firmy – czytamy.