Polska

Obajtek szczery do bólu

Obajtek szczery do bólu

Są dwa tematy, na które wypowiada się dziś każdy. Jeden to rozruchy w Waszyngtonie, drugi to szczepienia. Żadnego z nich dziś nie dotknę. O Ameryce już pisałem kilka razy, a jeśli idzie o szczepienie, to jestem zarejestrowany - zaznaczam - nie po znajomości, ale jako osobnik 80+. Doświadczenie związane ze szczepieniem opiszę po, a w tych dniach przeżyciem wartym uwagi była dla mnie lektura wywiadu z prezesem Obajtkiem w tygodniku "Do Rzeczy".

Chyba tylko przez pomyłkę wywiad znalazł się w dziale ekonomicznym, a przecież zasługiwał na poważniejsze potraktowanie. Reklamowany jako szczera rozmowa z prezesem Orlenu sugeruje, że to nie jest rozmowa pierwsza, ale pierwsza szczera. Takiej rekomendacji trudno się oprzeć. Rzuciłem się do czytania, szczególnie że na szczerość zebrało się nie tylko prezesowi, ale i dziennikarzowi, który szczerze wyznał, że z Obajtkiem spotkał się w siedzibie firmy z Warszawie, gdzie prezes PKN Orlen "jest tak bezpośredni i tak obszernie odpowiada na pytania, że czasem trzeba mu przerwać".

Prezes Obajtek od dawna kupował dużo, ale ostatnio zdumiał wszystkich odkupieniem od Niemców mało opłacalnej firmy Polska Press. Ponieważ wcześniej inny Prezes, ważniejszy od Obajtka, zapowiadał, że media będzie wyrywał z obcych rąk, więc powstały podejrzenia, że Obajtek zrobił ryzykowny zakup na polecenie ważniejszego Prezesa. Obajtek z godnością odrzuca taką sugestię: "Pierwsza rzecz, jaka nam przyświecała, to biznes". W tej wypowiedzi uderza szczerość bezgraniczna, szczególnie że podbudowana licznymi przykładami, którymi swobodnie sypie Obajtek. W media inwestowały Amazon i Renault. A na polskim rynku - Zygmunt Solorz. Wolno Solorzowi, to wolno i Obajtkowi, który pyta retorycznie: "Czy ktoś się temu dziwi?". Ja się nie dziwię, nie takie rzeczy widziałem.

W niepohamowanej, samobójczej wręcz odwadze i prawdomówności Daniel Obajtek idzie dalej: "Jeśli ktoś twierdzi, że w takiej sprawie jak zakup Polska Press wykonuję decyzje polityczne bez uzasadnienia biznesowego, to się myli albo z premedytacją kłamie".

W końcówce Obajtek jest szczery - jak to się dziś mówi - do bólu. Bez obaw rozprawia się z pozornie kłopotliwą dla tego utalentowanego biznesmana sugestią, że w zdobyciu stanowiska prezesa Orlenu pomogła mu przynależność do PiS-u. Obajtek się niczego się nie wstydzi, niczego nie ukrywa. Mało tego, w imię transparentności atakuje: "Nie bądźmy też w Polsce hipokrytami. Większość osób zrobiła kariery dzięki pewnemu uwarunkowaniu politycznemu. Czy za czasów SLD nie robili karier jego ludzie? A za czasów Platformy, PSL?". Ja bym poszedł dalej. A taki Balcerowicz? Dzięki czemu zrobił karierę, jeśli nie dzięki "uwarunkowaniom politycznym". Znał go Kuczyński, który był doradcą Mazowieckiego. A Mazowiecki, z czyjej poręki został premierem? Znał go Wałęsa, a obaj należeli do Solidarności. I kółko się zamyka.

Ale zostawmy to w spokoju, bo prezesa Obajtka warto doczytać do końca, bo do końca wywiadu pozostaje imponująco szczery: "Związku z polityką nie mam zamiaru się wypierać". I mimo tego związku, w gazetach prezesa Obajtka nikt nie będzie kłamał. Kupił je przecież po to, by docierać do klientów "z ofertą produktową" i dlatego, jak wyznaje: "dla mnie znaczenie będzie miało, aby informacje w tych mediach były rzetelne i uczciwe (…), jeśli ktoś w polityce samorządowej czy rządowej zasługuje na krytykę, to ta krytyka musi go spotkać".

Tu nasuwa się  pytanie: kto zasłuży sobie na krytykę "w polityce samorządowej i rządowej"? W samorządowej z pewnością napiętnowane zostaną błędy Rafała Trzaskowskiego, ale w rządowej? Nic mi nie przychodzi do głowy. Na wszelki wypadek, jeśli nawet przenikliwe umysły prezesa Obajtka i jego redaktorów nie będą w stanie znaleźć odpowiedzi na pytanie, czego i kogo słuchać, polecam wypróbowaną formułę bezkompromisowej krytyki z czasów realnego socjalizmu. "Tu i ówdzie, jeszcze gdzieniegdzie, pojedyncze przypadki". Odważne i bezpieczne. Na miarę nowoczesnego koncernu medialnego.

Maciej Wierzyński - dziennikarz telewizyjny, publicysta. Po wprowadzeniu stanu wojennego zwolniony z TVP. W 1984 roku wyemigrował do USA. Był stypendystą Uniwersytetu Stanforda i w Penn State. Założył pierwszy wielogodzinny, polskojęzyczny kanał Polvision w telewizji kablowej "Group W" w USA. W latach 1992-2000 był szefem Polskiej Sekcji Głosu Ameryki w Waszyngtonie. Od 2000 roku redaktor naczelny nowojorskiego "Nowego Dziennika". Od 2005 roku związany z TVN24.