Polska

"Oddaliśmy wszystko, co najlepsze: rodzinę, młodość, bo dzieciństwa nie było"

Uroczyste obchody 76. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Prezydent, przedstawiciele rządu oraz samorządowcy złożyli przed Pomnikiem Powstania Warszawskiego wieńce. Wydarzenie to wielu najmłodszym przerwało dzieciństwo. Zamiast grać w piłkę, bawić się, zakładali za duże hełmy, brali do rąk za duże karabiny i stawiali czoła oprawcom. Bronili się, jak umieli. Wielu z nich zginęło. Na ich cześć odsłonięto pomnik powstańca niosącego nieżyjące dziecko. Materiał magazynu "Polska i Świat".

- W naszym ugrupowaniu był taki mały chłopiec. On wszędzie był pierwszy, wszędzie załatwiał – wspomina uczestniczka Powstania Warszawskiego Ludwika Pyrkosz-Mendelska. - Kiedy chłopcy brali karabiny, on biegał od karabinu do karabinu i pytał, "kiedy będę dorosły? Kiedy będę mógł brać karabin?" Pewnego dnia patrzę, idzie kolega i niesie go na rękach, myślałam, że jest ranny, że potrzebuje pomocy – dodaje.

Chłopiec umarł na oczach pani Ludwiki. Takich dzieci było znacznie więcej. Dlatego w piątek, 12-letnia wówczas uczestniczka powstania, na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach oddaje hołd najmłodszym ofiarom walk.

- Przenosili informacje, ratowali ludzi, była to ogromna rzesza młodych ludzi, o których właściwie się nie mówi – zwraca uwagę varsavianista i fotograf Zygmunt Walkowski. Pamięć dzieciom powstania warszawskiego przywracają organizatorzy akcji "Nie Zapomnij o Nas". - Odsłoniliśmy groby trzech sióstr Buchowskich: Marysi, Jadzi i Oli. One miały siedem, dziesięć i trzynaście lat, i kiedy w ostatnich dniach powstania zaczął się szturm na Żoliborz, jedna z bomb trafiła w budynek i dziewczynki zginęły pod gruzami – mówi Patryk Markuszewski, organizator akcji "Nie Zapomnij o Nas".

Były pochowane w zniszczonej, bezimiennej i zapomnianej mogile. - Była tylko karteczka przyczepiona przez społeczników – podkreśla Patryk Markuszewski. Ciała matki dziewczynek, pielęgniarki zamordowanej w pierwszych dniach powstania, nigdy nie odnaleziono.

Dziecko pośród powstańcówR.Banach – BIP AK/Muzeum Powstania Warszawskiego

Symboliczny pomnik na część Wojtusia

Podobnie jak ciała Wojtusia Zalewskiego pseudonim "Orzeł Biały", który poległ od kuli snajpera. - Na tej klatce jest mój dziadek, który wynosi nieżyjącego już prawdopodobnie łącznika Wojtka Zalewskiego – pokazuje zdjęcie Karolina Buczek, wnuczka powstańca Mieczysława "Błyskawicy" Mireckiego. Jej dziadek przez lata nie wspominał o tym dniu. – Wiadomo, o czymś traumatycznym nie wspomina się zbyt często w szczegółach – przyznaje Karolina Buczek.

Przez lata nikt nie wiedział też, kim był mały chłopiec na jego rękach. - Zaczęło się od pracy nad rekonstrukcją kronik, gdzie wśród zdjęć zobaczyłem kilka fotografii, które rejestrują moment wyciągania spod ostrzału i pogrzebu Wojtusia – opowiada Zygmunt Walkowski.

Po wielu miesiącach poszukiwań, Zygmunt Walkowski zidentyfikował chłopca i niosącego go żołnierza. W 76. rocznicę wybuchu powstania, na Powązkach, w kwaterze a25 stanął jego symboliczny pomnik i każdy może uczcić pamięć Wojtusia i innych małych ofiar 1944 roku.

Fotografia powstańca Mieczysława „Błyskawicy” Mireckiego niosącego Wojtusia ZalewskiegoTVN24

"Oddaliśmy wszystko, co najlepsze: rodzinę, młodość, bo dzieciństwa nie było"

- Historia 11-letniego Zdzisia, pseudonim Tor. On zawsze miał przewieszony chlebaczek przez ramię. on się nigdy z nim nie rozstawał. Starsi koledzy zapytali podczas kolacji: co on ma w tym chlebaczku, że nigdy się z nim nie rozstaje? On tak spojrzał na nich i powiedział: wszystko – opowiada Patryk Markuszewski.

Chłopiec trzymał w chlebaczku fotografię ojca, który zginął w 1939 roku, różaniec matki, która została rozstrzelana podczas masowych egzekucji i lalkę siostry, która zginęła w pierwszych dniach powstania. - Dzięki upamiętnieniom dzieci dzisiejsze młode pokolenie zrozumie, jakie ma szczęście, że żyje w wolnej Polsce – uważa Patryk Markuszewski.

Bo jak mówią sami powstańcy: w 1944 roku, w Warszawie nie było dzieci. - Oddaliśmy wszystko, co najlepsze: rodzinę, młodość, bo dzieciństwa nie było – mówi Ludwika Pyrkosz-Mendelska. "Były tylko za duże hełmy na za małe główki, za duże karabiny na za małe rączki i nikt nie grał w chowanego ani w berka. Oni grali w taką smutną grę: życie albo śmierć" – czyta fragment wiersza Zygmunt Walkowski.