Polska

Partnerstwo poniosło porażkę. Czy coś się w najbliższym czasie zmieni?

Partnerstwo poniosło porażkę. Czy coś się w najbliższym czasie zmieni?

Przez 10 lat partnerstwa publiczno-prywatnego realizowano zaledwie 131 projektów o wartości niecałych 6 mld zł. W skali całej gospodarki to liczby bez większego znaczenia.

Po 20 w takich dziedzinach jak sport i turystyka oraz efektywność energetyczna. Dziewiętnaście w infrastrukturze transportowej, a 15 w inwestycjach wodno-kanalizacyjnych. W sumie w latach 2009–2018 realizowano bądź zrealizowano 131 projektów w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Zdecydowaną większość, bo prawie 100, przeprowadziły jednostki samorządowe – wynika z „Analizy rynku PPP”, którą na zlecenie Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju przygotował Instytut Partnerstwa Publiczno-Prywatnego.

Praktycznie bez znaczenia

Przedsięwzięcia są bardzo różne. Czasem jest to dowożenie dzieci do szkoły (gmina Ustka) warte 400 tys. zł. Innym razem budowa sieci szerokopasmowego internetu za ponad 400 mln zł (woj. wielkopolskie). Przykładając to do inwestycji w całej gospodarce, które przez te 10 lat wyniosły ponad 3,5 bln zł, PPP miało znaczenie śladowe.

Brałem udział w pracach nad ustawą o PPP, gdy byłem wiceministrem finansów w 2008 r. Wtedy w kierownictwie ministerstwa mieliśmy różne dyskusje – były wątpliwości. Przeważył pogląd, że to dobry pomysł. Wątpliwości były takie, że chcieliśmy inwestycje finansować przez UE i biznes – obawialiśmy się, że to wciągnie rząd za bardzo do gospodarki – wspomina prof. Stanisław Gomułka, dziś główny ekonomista Business Centre Club.  Te 6 mld zł w stosunku do wszystkich inwestycji to jest margines. Nie wiem, z jakiego powodu, ale to narzędzie okazało się praktycznie bez znaczenia – przyznaje.

W teorii, a także np. w Wielkiej Brytanii, partnerstwo publiczno-prywatne działa całkiem nieźle.  To jest dobre uzupełnianie się. Państwo dysponuje wielkimi aktywami (np. ziemią), których nie ma kapitał prywatny. Natomiast inwestor prywatny ma aktywa finansowe i ludzkie, m.in. sprawnych menedżerów. Dlatego jest w stanie prowadzić projekt znacznie bardziej efektywnie – wyjaśnia adwokat, prof. Robert Gwiazdowski. Problem w tym, że w Polsce nie mamy PPP, tylko PPPP. Czwartym P jest prokurator, który jest używany jako straszak. PPP jest z definicji na styku biznesu i państwa. Jak przychodzi nowa władza, to zawsze starej zarzuca korupcję i w takim obszarze ma wielkie pole do popisu – dodaje nasz rozmówca.

Urzędnicy, którzy decydują się na model PPP, muszą się liczyć z tym, że przy rozliczaniu takiej działalności organy śledcze będą wyjątkowo uważne. Choć z drugiej strony powinno to powodować, że takie projekty są przygotowywane wyjątkowo starannie i naprawdę mają uzasadnienie.

Warszawa w PPP realizuje dwa projekty: wiaty przystankowe, które w zamian za prawo do umieszczania na nich reklam zbudował prywatny inwestor, oraz renowację statku wycieczkowego. Dwa kolejne są na etapie wyłaniania partnera prywatnego. Dlaczego tak mało? W moim przekonaniu takie projekty przegrały z pieniędzmi europejskimi. 2008, czyli rok uchwalenia tej ustawy, to był czas, gdy do Polski unijne pieniądze zaczęły płynąć naprawdę szerokim strumieniem. Do wyboru były tanie pieniądze publiczne i droższe pieniądze prywatne – opowiada Michał Olszewski, wiceprezydent stolicy. Jeśli więc gmina miała do wyboru np. realizację projektu, gdzie musi wyłożyć 30 proc. wartości inwestycji, albo wieloletnią i skomplikowaną kooperację z partnerem prywatnym, to trudno się dziwić, że urzędnicy do tego drugiego sposobu finansowania inwestycji się nie palili.

CPK wylansuje PPP?

Liczby jasno pokazują, że do tej pory PPP nie miało większego znaczenia dla inwestycji w Polsce. Czy to się w najbliższym czasie zmieni?  Moim zdaniem będzie jeszcze mniej takich projektów, bo czasy takie, że haków szuka się coraz więcej – stwierdza prof. Robert Gwiazdowski.

Inaczej widzi to Michał Olszewski.  Pieniądze unijne powoli będą się kończyć i inwestorzy prywatni będą coraz bardziej atrakcyjni – mówi samorządowiec.

Wpłynąć na atrakcyjność PPP może także otoczenie regulacyjne. Przykładem jest choćby to, że od niedawna miasta mogą zwiększać opłaty za parkowanie. Może to doprowadzić do sytuacji, że w centrach miast pojawi się więcej parkingów podziemnych. I że będą to projekty realizowane właśnie w ramach PPP  inwestor prywatny będzie miał na czym zarabiać. A właśnie przedsięwzięcia, gdzie strona prywatna coś buduje, a później z "biletowania” na tym zarabia, mają duże szanse na powodzenie.

Być może w niedalekiej przyszłości wartość projektów publiczno-prywatnych wzrośnie skokowo – w takim modelu może być sfinansowana budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Założenie jest takie, że ze względu na wielkość inwestycji lotniskowej i jej komercyjny charakter finansowanie projektu będzie pochodziło nie tylko ze środków publicznych. Celem jest zaangażowanie w część lotniskową CPK także funduszy prywatnych – tłumaczy Konrad Majszyk, dyrektor komunikacji i PR CPK.  Na obecnym etapie spółka CPK dopuszcza udział finansowania zarówno ze strony inwestorów finansowych, w tym funduszy inwestycyjnych, emerytalnych, firm ubezpieczeniowych, jak i inwestorów branżowych, np. operatorów lotnisk czy funduszy infrastrukturalnych – dodaje.

Gdyby faktycznie doszło do kooperacji np. z jednym z operatorów lotnisk, to byłby to niejako podręcznikowy przykład partnerstwa publiczno-prywatnego. Być może to byłby przełom, który spopularyzowałby PPP. Ale potencjalne zawarcie takiej umowy nastąpi najwcześniej za kilka lat.