Polska

Rzecznik KGP: potrafię powiedzieć "przepraszam", kiedy policjanci zawinią

Rzecznik KGP: potrafię powiedzieć

Ci sami policjanci, którzy spotkali się z hejtem i groźbami w stosunku do nich i do ich rodziny, 30 października podczas strajku kobiet uratowali życie kobietom, które zostały napadnięte przez kiboli - przekonywał w "Faktach po Faktach" rzecznik Komendanta Głównego Policji inspektor Mariusz Ciarka. - Wtedy byli za to chwaleni - dodawał. W TVN24 pytany był o działania nieumundurowanych funkcjonariuszy, którzy w ubiegłym tygodniu użyli wobec demonstrantów pałek teleskopowych. Ciarka odniósł się także do poniedziałkowych działań policji pod Ministerstwem Edukacji i Nauki.

Od 22 października w całym kraju odbywają się protesty wyrażające sprzeciw wobec zaostrzenia - po decyzji Trybunału Konstytucyjnego - przepisów antyaborcyjnych. Podczas demonstracji w zeszłym tygodniu na placu Powstańców Warszawy grupa mężczyzn z pałkami teleskopowymi i gazem łzawiącym starła się z uczestnikami manifestacji.

W poniedziałek pod bramą Ministerstwa Edukacji i Nauki odbył się protest pod hasłem "Wolna aborcja i wolna edukacja!". Na miejscu natychmiast interweniowała policja. . Zatrzymana została między innymi fotoreporterka "Gazety Wyborczej" Agata Grzybowska. Dziennikarka została potem zwolniona z zarzutem naruszenia nietykalności policjanta.

Ciarka: legitymacja prasowa nie zwalnia nas z odpowiedzialności

Rzecznik Komendy Głównej Policji inspektor Mariusz Ciarka w "Faktach po Faktach" odniósł się między innymi do sprawy fotoreporterki, która podczas zatrzymania pokazywała swoją legitymację prasową.

- Poczekajmy spokojnie na wyjaśnienie tej sprawy. Jesteśmy zwolennikami, aby każdą sprawę najpierw wyjaśnić, a potem komentować, bez przedwczesnego osądzania - stwierdził. Mówiąc o Grzybowskiej potwierdził, że została ona zatrzymana pod zarzutem naruszenia nietykalności cielesnej policjanta. - W momencie zatrzymania oni nie wiedzieli, że jest to fotoreporterka - przekonywał.

Dopytywany o to, czy zatem nie powinno się najpierw wyjaśnić sprawy, a dopiero potem wsadzać dziennikarkę do furgonetki, Ciarka odparł, że "legitymacja prasowa, czy jakikolwiek inny dokument nie zwalnia nas z odpowiedzialności za podejrzenie popełnienia przestępstwa". - W momencie, kiedy ta kobieta popełniła przestępstwo, czy jest podejrzana o popełnienie przestępstwa, musi być zatrzymana i muszą być z nią wykonane czynności. Ta pani została już zwolniona -zaznaczył.

Ciarka w programie powiedział, że "bardzo dobrym" rozwiązaniem dla fotoreporterów w trakcie takiego rodzaju demonstracji są kamizelki, dzięki którym - jak mówił - są widoczni i rozpoznawalni.

Ciarka: potrafię powiedzieć słowo "przepraszam"

Rzecznik Komendy Głównej Policji, na wspomnienie o rozpoznawalności, został zapytany o wydarzenia z zeszłego tygodnia i obecność nieumundurowanych policjantów podczas demonstracji na stołecznym placu Powstańców Warszawy. - Ci nieumundurowani policjanci wykonują czynności podczas różnego rodzaju zgromadzeń, nie tylko teraz. Wykonywali je pięć lat temu i dziesięć, piętnaście, dwadzieścia. Byli z różnych komórek organizacyjnych - wyjaśnił Ciarka.

- Ci sami policjanci, na których teraz niektórzy wieszają psy, którzy podlegają krytyce medialnej i którzy spotkali się z hejtem i groźbami w stosunku do nich i do ich rodziny, 30 października podczas Strajku Kobiet uratowali życie kobietom, które zostały napadnięte przez kiboli - powiedział. Ocenił przy tym, że tacy policjanci są "potrzebni na takich zabezpieczeniach" i dodał, że w tamtym momencie policjanci byli chwaleni.

Prowadzący program Piotr Kraśko pytał, czy funkcjonariusze, którzy bili ludzi pałkami teleskopowymi mieli polecenie na takie działanie, czy była to ich decyzja. - Potrafię powiedzieć słowo "przepraszam", kiedy policjanci zawinią. W sytuacjach wątpliwych, kiedy musimy wyjaśnić pewne kwestie, wyjaśnimy je, ale nie używajmy oskarżeń w stosunku do tych policjantów - odpowiedział Ciarka.

- My też nagrywamy różne zgromadzenia, także Strajk Kobiet. Nasze nagrania przekazujemy później do prokuratury, poddając się ocenie prokuratury. To prokurator później ocenia całość materiału, nie tylko ten wybrany fragment wstawiony na profile społecznościowe - tłumaczył.