Polska

Śledztwo w sprawie fałszowania podpisów przed wyborami odebrane białostockim prokuratorom

Śledztwo w sprawie fałszowania podpisów przed wyborami odebrane białostockim prokuratorom

Akta sprawy fałszowania podpisów w wyborach samorządowych w 2014 roku i ewentualnej roli Adama Andruszkiewicza w tym procederze trafiły do prokuratury w Lublinie. Jest to spowodowane postępowaniem dyscyplinarnym, toczącym się wobec prokuratorów z Białegostoku, którzy wcześniej prowadzili sprawę.

Wyemitowany w sobotę 9 lutego reportaż "Superwizjera" dotyczył śledztwa w sprawie fałszowania przed wyborami samorządowymi w 2014 roku podpisów pod listami poparcia kandydatów Młodzieży Wszechpolskiej startujących z Komitetu Wyborczego Wyborców Ruch Narodowy. Dotyczył również roli, którą miał w tych działaniach pełnić obecny wiceminister cyfryzacji Adam Andruszkiewicz.

Śledztwo badające kwestię ewentualnych fałszerstw trwa już od 2014 roku.

Adam Andruszkiewicz opublikował w niedzielę oświadczenie dotyczące reportażu "Superwizjera".

Prokuratura: trwa postępowanie dyscyplinarne

W odpowiedzi na reportaż, głos w sobotę zabrała rzeczniczka prasowa Prokuratury Krajowej prok. Ewa Bialik.

- Trwa postępowanie dyscyplinarne dotyczące zbyt opieszałego prowadzenia przez białostockich prokuratorów śledztwa w sprawie sfałszowania podpisów na listach wyborczych Komitetu Wyborców Ruchu Narodowego i roli jaką miałby w tym odegrać obecny poseł Adam Andruszkiewicz - przekazała.

Akta przesłane do Lublina

Łukasz Janyst, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Białymstoku cytowany przez "Gazetę Wyborczą" poinformował w poniedziałek, że w związku z postępowaniem dyscyplinarnym wobec białostockich prokuratorów, akta sprawy fałszowania podpisów i ewentualnej roli Andruszkiewicza trafiły do Prokuratury Regionalnej w Lublinie.

Stało się to - decyzją zastępcy Prokuratora Generalnego - jeszcze przed emisją reportażu, 5 lutego.

Teraz prokuratorzy z Lublina będą kontynuować śledztwo. Muszą się teraz zapoznać z aktami, które przyjechały z Białegostoku. Jak dowiedziała się w Prokuraturze Krajowej TVN24, ma to potrwać nie dłużej niż miesiąc.