Sport

"Dałem z siebie wszystko. Teraz mogę wozić bidony". Obrońca tytułu pogodzony z porażką

Do Francji przyleciał z jednym celem: powtórzyć ubiegłoroczny triumf w Wielkiej Pętli. Na 15. etapie Egan Bernal poniósł jednak bardzo dotkliwe straty i nie liczy się już w walce o zwycięstwo. 23-letni Kolumbijczyk pogodził się z porażką i zapowiada walkę o wygraną w Tour de France w kolejnych latach.

- Czuję się już trochę lepiej, jestem bardziej zrelaksowany. Myślę, że nie powinienem żałować tego 15. etapu i całego mojego sezonu - powiedział obrońca ubiegłorocznego trofeum podczas poniedziałkowej przerwy w wyścigu. - To było marzenie, które towarzyszyło nam od poprzedniego Touru. Walczyliśmy o nie z całej siły na każdym etapie, który przejechaliśmy. Dałem z siebie wszystko, co mogłem - dodał.

Wspierany przez kolegów z Ineos Grenadiers Bernal nie był w stanie utrzymać tempa, narzuconego przez ekipę Jumbo-Visma na kończącym drugi tydzień ścigania podjeździe pod Grand Colombier. Etap ukończył na 25. miejscu, tracąc do zwycięzcy ponad siedem minut. W klasyfikacji generalnej spadł na 13. miejsce. Do prowadzącego w wyścigu Słoweńca Primoża Roglicia traci 8:25 i nie ma już w praktyce żadnych szans na zmniejszenie tak dużej różnicy.

Pozostaje walka o wygrane etapowe

Zapowiada jednak pozostanie w wyścigu mimo wciąż doskwierającego mu bólu pleców po upadku w Criterium de Dauphine. Być może włączy się w pracę drużyny i zaangażuje w walkę o etapowe zwycięstwo.

- Mogę wykonywać pracę, której nigdy nie wykonywałem. Mogę wozić bidony innym kolarzom. Mogę spróbować pójść w jakąś ucieczkę, teraz już bez myślenia o klasyfikacji generalnej - deklaruje, zapowiadając jednocześnie, że bez względu na okoliczności nie zrezygnuje z kolejnej próby wygrania Wielkiej Pętli.

- Byłem pierwszym Kolumbijczykiem, który wygrał Tour. Jestem z tego naprawdę dumny. I na pewno spróbuję ponownie, jestem głodny wygrywania wyścigów. Ale nawet jeśli to się nie uda, nikt mi już nie odbierze tego, że wygrałem ten wyścig - mówi Bernal.




Decydujące etapy Wielkiej Pętli

Po dniu przerwy we wtorek wyścig wraca na trasę, a najbliższe trzy dni kolarze spędzą w Alpach. 16. etap z La Tour-du-Pin do Villard-de-Lans mierzyć będzie 164 km i kończyć się będzie niewielkim, 2,5-kilometrowym podjazdem. Nieco wcześniej peleton będzie się wspinał na premię górską 1. kategorii na Montee de Saint Nizier du Moucherotte.

Jeden z najtrudniejszych etapów tegorocznej edycji Wielkiej Pętli zostanie rozegrany w środę. Na trasie 170-kilometrowego odcinka z Grenoble do Meribel kolarze będą musieli pokonać dwa podjazdy poza kategoriami. Drugi z nich będzie mierzył ponad 18,5 km i kończyć się będzie na przełęczy Col de la Loze, położonej na wysokości 2301 m. Będzie to najwyżej położony punkt na trasie wyścigu, szczególnie ważny dla kolarzy w klasyfikacji górskiej, którzy będą mieli okazję zdobycia tu podwójnej liczby punktów za zwycięstwo.

Jednak decydujący o losach wyścigu może się okazać sobotni etap jazdy indywidualnej na czas, kończący się 6-kilometrowym podjazdem na La Planche des Belles Filles. Jeśli alpejskie odcinki nie przyniosą wielkich zmian w klasyfikacji generalnej wyścigu, sprawa zwycięstwa w 107. edycji Tour de France rozstrzygnie się na ostatnim wzniesieniu położonym na trasie wyścigu.