Sport

Dwa uderzenia w twarz i tylko żółta kartka. Marciniak oszczędził piłkarza Liverpoolu

Dwa uderzenia w twarz i tylko żółta kartka. Marciniak oszczędził piłkarza Liverpoolu

Sadio Mane może mówić o sporym szczęściu. Piłkarz Liverpoolu w ostatnich pięciu minutach meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów w Madrycie pomylił dyscypliny i wziął się za walkę wręcz. Obrońcę Atletico Sime Vrsaljko dwukrotnie uderzył łokciem. Przewinienia bezdyskusyjne, zastanawia tylko, dlaczego Senegalczyk nie został wyrzucony z boisku. Spotkanie w stolicy Hiszpanii, zakończone wygraną gospodarzy 1:0, sędziował Szymon Marciniak.

Mane nie potrafił sobie poradzić z chorwackim obrońcą. Vrsaljko był jak jego cień. Gdzie piłkarz Liverpoolu, tam on, tylko że szybciej. Być może stąd ta frustracja u Mane pod koniec pierwszej połowy.

Festiwal brutalności zaczął w 40. minucie. To była kolejna walka o piłkę, tyle że tym razem Mane pomógł sobie łokciem. Uderza nim Chorwata w głowę. Ten pada na ziemię, sędzia z Polski nie miał wątpliwości. Faul, ale sprawcę zamieszania karze żółtą kartką. Pytanie, czy nie potraktował go za łagodnie.

"Nie był zainteresowany piłką"

Tak widział to Eduardo Iturralde Gonzalez, były sędzia piłkarski, uważany za jednego z najlepszych arbitrów hiszpańskich w historii, który kontrowersyjną sytuację opisał na antenie  madryckiego radia Cadena Ser: - Mane uderzył Vrsaljko łokciem i gdyby sędzia ukarał go czerwoną kartką nie moglibyśmy mieć żadnych pretensji. Piłka była pięć metrów dalej, Mane nie był nią zainteresowany.

Minęło pięć minut i obydwaj piłkarze znów się starli. Ponownie to Mane przesadził z brutalności. Kolejny raz wspomógł się łokciem. Vrsaljko uderzony w głowę, jego koledzy spieszą do sędziego z protestami, a Marciniak tymczasem niewzruszony. Nie ma faulu, nie nawet żółtej kartki. Piłkarze Atletico wymachują rękami, złoszczą się gwiżdżący kibice.

W końcu agresja podobna, a jakże inna konsekwencja. Mane się upiekło. Zespoły udały się do szatni.
Żółta kartka oznaczałaby czerwoną, a tak mocno skomplikowałaby i tak trudną sytuację obrońców tytułu.

Klopp nie kusił losu

W tym momencie Atletico prowadziło 1:0. Gola już 4. minucie strzelił Saul Niguez. Owszem, Liverpool miał przygniatającą przewagę w posiadaniu piłki (75:25 proc.), ale na bramkę madrytczyków przez pierwsze 45 minut nie oddał żadnego celnego strzału!

Na drugą połowę Mane już nie wyszedł. Trener Juergen Klopp widział, co się dzieje i najwyraźniej nie zamierzał kusić losu.

Mecz zakończył się zwycięstwem Atletico 1:0.Gola zdobył Saul Niguez

Wtorkowe mecze 1/8 finału Ligi Mistrzów:
Atletico – Liverpool 1:0
Borussia Dortmund – PSG 2:1