Sport

Katastrofalna końcówka. Lech nie uratował remisu w Belgii

Katastrofalna końcówka. Lech nie uratował remisu w Belgii

Piłkarze Lecha Poznań mieli szansę nawet na wywalczenie trzech punktów w wyjazdowym spotkaniu Ligi Europy ze Standardem Liege, indywidualne błędy przesądziły jednak o triumfie miejscowych 2:1.

Przed czwartkowym meczem było jasne, że Lech musi wygrać, jeśli chce marzyć o awansie z grupy D. Strata do Rangers i Benfiki wynosiła cztery punkty, dlatego rewanżowe spotkanie ze Standardem miało kluczowe znaczenie.

Jeden strzał, dużo szczęścia

W pierwszej połowie Kolejorz grał przeciętnie. Wprawdzie nie popełnił wielu rażących błędów w defensywie, ale gospodarze stworzyli przynajmniej trzy sytuacje, po których mogli strzelić gola. Z kolei w ataku zespół Dariusza Żurawia nie istniał - pierwszą okazję stworzył pod koniec doliczonego czasu gry.

Standard mógł prowadzić od 16. minuty, gdy Collins Fai wbiegł w pole karne i strzelił z pierwszej piłki, jednak wycelował wprost w Filipa Bednarka. Bramkarz Lecha był również bohaterem, gdy chwilę później obronił nieprzyjemny strzał Obbiego Oulare. Popisał się też interwencją przy wrzutce Nicolasa Gavory'ego.

Lech zdołał odpowiedzieć tylko niecelnym strzałem Ishaka, po którym piłka przeleciała nad poprzeczką. Miał jednak dużo szczęścia, albowiem w ostatnich sekundach drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał Oulare. A to on był najgroźniejszym zawodnikiem belgijskiego zespołu i jego brak zwiastował kłopoty dla gospodarzy.

Chwila radości

W drugiej odsłonie drużyna z Poznania przejęła inicjatywę. Grała szybciej, precyzyjniej i szukała gola. Po świetnej akcji w 58. minucie mogło być 1:0, ale golkiper był na posterunku, a Ishak nie zdążył z dobitką. Jednak w następnej sytuacji już się nie pomylił. Po dobrej dwójkowej akcji z Tymoteuszem Puchaczem Szwed znalazł się w narożniku pola bramkowego i precyzyjnie uderzył.

Niestety, radość Lecha trwała bardzo krótko. Już w 63. minucie był remis. Fatalny błąd w środku pola popełnił Pedro Tiba, który stracił piłkę, a piłkarze Standardu wyszli z kontrą. Strzał Williama Balikwisha Bednarek jeszcze obronił, jednak przy natychmiastowej dobitce Abdoula Tapsoby nie miał już szans.

Szybko zdobyta bramka wyrównująca sprawiła, że ekipa z Liege poczuła się pewniej i zaczęła atakować. Po kolejnej kontrze siły wyrównały się - tym razem czerwony kartonik za drugi żółty otrzymał Djordje Crnomarković.

Gol w końcówce

Minuty mijały, a Lech ponownie zaczął grać jak w pierwszej połowie. Trener postanowił dokonać zmian, wprowadził na boisko m.in. Filipa Marchwińskiego i Lubomira Satkę, jednak żaden z nich nie przechylił szali na stronę poznaniaków.

W samej końcówce spotkania Alan Czerwiński nie zdołał zablokować dośrodkowania, a Konstantinos Laifis zrobił swoje i skutecznie uderzył głową. Chwilę później sędzia zagwizdał po raz ostatni. To drugi mecz z rzędu, w którym Lech traci bramkę w ostatnich minutach - identycznie było w spotkaniu ligowym z Rakowem Częstochowa.

W innym meczu tej grupy Rangersi zremisowali u siebie 2:2 z Benfiką i prowadzą w tabeli. Mają tyle samo punktów, co ich czwartkowi rywale - po 8. Lech jest trzeci (3 punkty), a Standard zamyka tabelę z identycznym dorobkiem.

Standard Liege – Lech Poznań 2:1 (0:0)
Bramki: Tapsoba (63), Laifis (90+3) - Ishak (61)