Sport

Lewandowski pobił rekord Bundesligi. Bayern w końcu wygrał w lidze

Lewandowski pobił rekord Bundesligi. Bayern w końcu wygrał w lidze

Robert Lewandowski strzelił gola dla Bayernu Monachium w meczu z Unionem Berlin, a tym samym trafił do siatki w dziewiątym kolejnym meczu Bundesligi na początku rozgrywek. To nowy rekord niemieckiej ekstraklasy. Po ciekawym spotkaniu Bayern wygrał 2:1.

Monachijczycy nie mieli ostatnio najlepszej passy. Zanotowali najsłabszy start w Bundeslidze od 2010 roku - po ośmiu meczach mieli w dorobku 15 punktów i zajmowali trzecie miejsce w tabeli rozgrywek. Miały na to wpływ ostatnie nieudane konfrontacje, kiedy Bawarczycy tylko zremisowali z Augsburgiem 2:2 i przegrali z Hoffenheim 1:2. W spotkaniu z Unionem mistrzowie Niemiec zamierzali powetować sobie słabsze występy. Co prawda nie wygrali wysoko, ale w końcu zgarnęli trzy punkty.

Lewandowski po rekord

Jednym z zawodników Bayernu, do których od początku sezonu nie można mieć żadnych pretensji, jest Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski w każdym z pierwszych ośmiu spotkań Bundesligi strzelał gole, których do soboty uzbierał 12. W przeszłości tylko Pierre-Emerick Aubameyang trafiał w ośmiu premierowych kolejkach. W meczu z Unionem "Lewy" stanął przed szansą, by zostać samodzielnym rekordzistą i wykorzystał ją.

W 53. minucie Polak szarżował na bramkę rywali. W pełnym biegu próbował przed polem karnym odegrać piłkę do kolegi, ale ta odbiła się od obrońcy tak szczęśliwie, że wróciła pod jego nogi. W konsekwencji "Lewy" znalazł się oko w oko z Rafałem Gikiewiczem i z zimną krwią pokonał rodaka. Rekordowy gol stał się faktem. Było to drugie trafienie Bayernu tego popołudnia (pierwszy z bramki cieszył się Benjamin Pavard).




Eksperymentalna ofensywa

W sobotę trener Niko Kovac zdecydował się wystawić w podstawowym składzie Bayernu zazwyczaj rezerwowych Thomasa Muellera i Ivana Perisicia. Lewandowskiego w strzelaniu goli mieli wspierać także Philippe Coutinho i Kingsley Coman. Trzeba przyznać, że w przekroju całego meczu szło im to średnio.

Żaden z piłkarzy ofensywnych gospodarzy nie otworzył wyniku, a uczynił to obrońca - Pavard. Francuz wykorzystał błąd Gikiewicza. Polski golkiper Unionu piąstkował za słabo, a Pavard z woleja wpakował piłkę do pustej bramki.

Niewiele później "Lewy" stanął przed szansą, by podwyższyć prowadzenie, ale po podaniu Comana Polakowi zabrakło centymetrów do skutecznej główki. Później, przez długie minuty, nie działo się nic ciekawego. Nawet jeśli Bayern dochodził w okolice pola karnego gości, to nie potrafił zakończyć akcji groźnym strzałem (próbował Coutinho).

Dwa karne dla Unionu

Początek drugiej połowy był niemrawy, a kibice nie mieli wielu okazji, by oklaskiwać akcje swoich pupili. Sytuacja zmieniła się w 53. minucie gry, kiedy do siatki trafił Lewandowski. Zupełnie niespodziewanie cztery minuty później Union stanął przed szansą, by strzelić gola kontaktowego. Perisić zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym i sędzia po analizie VAR podyktował jedenastkę. Manuel Neuer świetnie jednak obronił uderzenie Sebastiana Anderssona.

W 64. minucie Lewandowski strzelił mocno obok słupka, ale Gikiewicz efektownie obronił. Polski bramkarz bardzo dobrze spisał się także przy kolejnych uderzeniach Serge'a Gnabry'ego, Muellera i Leona Goretzki. Gdyby nie 32-latek, Union przegrałby znacznie wyżej.

Zamiast gola dla Bayernu... z trafienia cieszyli się goście. Tym razem w polu karnym faulował Pavard, a Neuera z jedenastu metrów pokonał Sebastian Polter. Była 86. minuta i goście mieli jeszcze szansę na sukces. Nie zdołali jednak wyrównać. Z kolei w trzeciej doliczonej minucie gry swojego drugiego gola mógł jeszcze strzelić "Lewy", ale chybił z bliskiej odległości.

Bayern Monachium - Union Berlin 1:0 (2:1)

Bramki: Pavard (13'), Lewandowski (53') - Polter (86').