Sport

Liverpool pod presją krytyki wycofał się z kontrowersyjnego pomysłu

Liverpool pod presją krytyki wycofał się z kontrowersyjnego pomysłu

Odmowa przez Liverpool zwrotu hiszpańskim kibicom pieniędzy za niewykorzystane bilety na mecz z Atletico wzmogła falę krytyki, jaka spadła na klub po jego ostatnich decyzjach finansowych. W poniedziałek wieczorem władze klubu z Anfield Road zaczęły się wycofywać z najbardziej kontrowersyjnych pomysłów.

11 marca, gdy w Liverpoolu rozgrywano rewanżowe spotkanie 1/8 Ligi Mistrzów, na terenie Wielkiej Brytanii nie obowiązywały jeszcze żadne ograniczenia, związane z rozprzestrzeniającą się epidemią choroby COVID-19. Jednak w Hiszpanii sytuacja była już wówczas znacznie poważniejsza. Dzień wcześniej władze hiszpańskiej ekstraklasy ogłosiły decyzję o rozgrywaniu wszystkich spotkań bez udziału kibiców.

Liverpool odmawia zwrotu pieniędzy

W Liverpoolu na trybunach zasiadło 54 tys. fanów, w tym spora grupa kibiców z Hiszpanii. Ale kilkaset osób w ostatniej chwili zrezygnowało z wyjazdu na Wyspy Brytyjskie, w obawie przed możliwym zakażeniem. 290 osób zwróciło się później do Liverpoolu o zwrot środków za niewykorzystane bilety. Anglicy odmówili. W ubiegłym tygodniu pieniądze swoim kibicom zwrócił klub z Madrytu.

Sprawę opisał hiszpański dziennik "AS", podgrzewając w w ten sposób dyskusję, jaka rozgorzała na Wyspach po ostatnich decyzjach podjętych przy Anfield Road. W sobotęczęści swoich pracowników oraz o podjętych z pozostałymi rozmowami na temat obniżenia wynagrodzeń na czas kryzysu.

Decyzje klubu w ogniu krytyki

Szczególne oburzenie wśród byłych piłkarzy i sympatyków klubu wywołał pomysł zwrócenia się przez Liverpool do brytyjskiego rządu o objęcie urlopowanych pracowników programem zwrotu 80 procent ich wynagrodzenia.

"Jestem zaskoczony wiadomością, że Liverpool chce odzyskać od rządu 80 procent wynagrodzeń dla niegrającej załogi. Nie do tego ten program został stworzony. To jest sprzeczne z moralnością i wartościami klubu, jakie znałem" - napisał na Twitterze były piłkarz Dietmar Hamann.


"To głupia decyzja"

- Nie sposób sobie wyobrazić, jak oni to wymyślili - powiedział w rozmowie z Talksport inny były piłkarz Liverpoolu Danny Murphy. - Nawet jeśli zyski nie podążały za sukcesami klubu, to niszczy reputację, jaką Liverpool wypracował przez lata, radząc sobie z przeciwnościami i współpracując z kibicami. To groteskowe. To głupia decyzja, wynikająca z chęci zaoszczędzenia kilku funtów - podsumował.

Jamie Carragher również nie krył rozczarowania sposobem, w jaki klub z Anfield Road próbuje walczyć z kryzysem. "Juergen Klopp na początku tej pandemii okazał wszystkim wiele współczucia, a starsi piłkarze mocno się zaangażowali w rozmowy z Premier League o obniżce wynagrodzeń. Potem ten cały szacunek i dobra wola zostały roztrwonione. Biedny Liverpool" - napisał na Twitterze.


"Doszliśmy do błędnych wniosków"

W poniedziałek wieczorem władze Liverpoolu opublikowały na stronie internetowej list otwarty. Dyrektor generalny klubu Peter Moore przyznaje w nim, że zarząd "doszedł w ubiegłym tygodniu do błędnych wniosków", ogłaszając zamiar przystąpienia do rządowego programu ochrony miejsc pracy w związku z pandemią koronawirusa.

"Mimo, że kwalifikujemy się do ubiegania o udział w rządowym programie ochrony pracowników, zdecydowaliśmy się znaleźć alternatywne środki" - zadeklarował Moore, wyrażając w imieniu władz klubu skruchę z powodu wcześniejszej niewłaściwej oceny sytuacji.


W wyniku zmiany decyzji Liverpoolu do pracy może zostać przywrócona część urlopowanych pracowników. Moore uprzedził jednak, że w obecnej sytuacji klubu musi on być przygotowany na każdy scenariusz, również najczarniejszy. "Jesteśmy zaangażowani w proces analizowania wszystkich możliwych rozwiązań, które mogą ograniczyć nieuniknione szkody" - dodał.