Sport

Liverpool tym razem bezradny. Atletico z niespodziewaną wygraną

Liverpool tym razem bezradny. Atletico z niespodziewaną wygraną

Liverpool nie zdobył Wanda Metropolitano. W meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów The Reds przegrali z Atletico Madryt 0:1. Gospodarze strzelili gola już w czwartej minucie, a później w swoim stylu zamurowali dostęp do własnej bramki. Rewanż odbędzie się za trzy tygodnie.

Atletico nie zamierzało czekać aż obrońcy trofeum przetestują ich defensywę. Wręcz przeciwnie, od początku to piłkarze Diego Simeone rzucili się na rywali.

Saul wykorzystał zamieszanie

Już w czwartej minucie wywalczyli rzut rożny, po którym zakotłowało się w polu karnym. W całej sytuacji najlepiej odnalazł się Saul Niguez i z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki.

Sędzia Szymon Marciniak jeszcze konsultował się z VAR-em, ale wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. Liverpool był zdezorientowany, a Atletico udało się to wykorzystać.

Z każdą kolejną minutą The Reds zyskiwali coraz większą kontrolę nad meczem. Kilka razy zbliżyli się nawet do pola karnego Jana Oblaka, jednak gospodarze skutecznie się bronili. Atletico wyraźnie nastawiło się na grę z kontry. Po jednej z nich - w 26. minucie - mogło nawet podwyższyć prowadzenie, jednak przy strzale Alvaro Moraty znakomicie zachował się Alisson.

Goście błyskawicznie odpowiedzieli. Już w następnej akcji piłka wylądowała w bramce Oblaka po strzale Mohameda Salaha. Egipcjanin nie mógł cieszyć się jednak z gola, ponieważ na pozycji spalonej znajdował się Roberto Firmono.

Do przerwy więcej bramek nie oglądaliśmy. Atletico grało bardzo mądrze i uważnie, z czym kompletnie nie radził sobie Liverpool.

Jak głowa w mur

W przerwie obaj trenerzy zdecydowali się na zmiany. W Atletico na boisku zameldował się Marcos Llorente, zmieniając Thomasa Lemara, a w zespole gości Divock Origi zmienił Sadio Mane.

Poza tym Atletico znów spróbowało sprawdzić czujność obrońców The Reds. Tym razem skończyło się tylko na strachu. Potem znów wyglądał tak, jak przez większość pierwszej połowy - Liverpool operował piłką, a Atletico robiło wszystko, by uprzykrzyć życie rywalom.

Najlepszą, a zarazem jedną z nielicznych okazji do wyrównania zmarnował Jordan Henderson. Kapitan Liverpoolu otrzymał piłkę w polu karnym Oblaka, jednak jego strzał był minimalnie niecelny. Wcześniej w podobniej sytuacji po drugiej stronie boiska znalazł się Morata, ale nie trafił czysto w piłkę.

Na więcej w ofensywie jednych i drugich już nie było stać. Atletico osiągnęło swój cel i do Anglii pojedzie bronić jednobramkowej zaliczki. Rewanż odbędzie się 11 marca.

Atletico Madryt - Liverpool 1:0 (1:0)

bramka: Saul Niguez 4 (.)