Sport

"Nordycki Koszmar" na drodze Kownackiego. "Liczę, że przyjmie wyzwanie do bokserskiej wojny"

7 marca w Nowym Jorku Adam Kownacki stanie przed kolejnym wyzwaniem. Tym razem jego rywalem będzie dwumetrowy Fin Robert Helenius. W przypadku zwycięstwa Polak bardzo przybliży się do walki o mistrzostwo świata federacji WBC.

Ostatni pojedynek 30-letni Kownacki (20-0, 15 KO) stoczył w sierpniu ubiegłego roku. Wówczas po niezwykle emocjonującym i obfitującym w efektowne wymiany starciu pokonał na punkty Amerykanina Chrisa Arreolę. W walce padło aż 667 celnych ciosów, co jest absolutnym rekordem wagi ciężkiej. Dlatego nie dziwi, że robi się o Polaku coraz głośniej, a konfrontacja o pas królewskiej kategorii jest niemal na wyciągnięcie ręki.

- Odczuwam ogromne zainteresowanie moją osobą, dlatego mam sporo obowiązków medialnych i promocyjnych. Trudno to wszystko ogarnąć. Sporo osób się na mnie obraża, że nie znajduję dla nich czasu. Już słyszę niekiedy, że "odbiła mu sodówka". Zapewniam jednak, że się nie zmieniłem, po prostu nie mam czasu na wszystko - twierdzi Kownacki.

Obowiązków ma teraz więcej - w sierpniu urodził się jego syn Kazimierz. Pięściarz trenuje tam, gdzie mieszka, czyli w Nowym Jorku. Nie wyjechał na obóz przygotowawczy. - Za bardzo kocham syna, aby go zostawić. Jeśli nie wiedziałbym, co się dzieje u niego, to nie mógłbym w nocy spać. Czuję się lepiej, kiedy mam go za ścianą - wyjaśnia.

Dwumetrowy "Nordycki Koszmar"

36-letni Helenius (29-3, 18 KO) jest zawodnikiem wyższym od Arreoli, dysponuje większym zasięgiem, ale przede wszystkim walczy w innym stylu - najczęściej stawia na ciosy proste, próbuje trzymać rywala na dystans i rzadko wdaje się w wymiany. Według Polaka, tym razem jego rywal będzie musiał zmienić  taktykę.

- Nie będzie miał wyboru, bo zamierzam od początku ruszyć do zdecydowanego ataku. Będę lepiej przygotowany kondycyjnie niż do walki z Arreolą, więc siła natarcia będzie jeszcze większa. Zamierzam skrócić dystans i z bliska go bić. Fin zapowiada, że jest walecznym wikingiem, więc liczę, że przyjmie wyzwanie do bokserskiej wojny. Na pewno w ringu będzie ogień - podkreślił "Babyface".

Choć Helenius ma groźnie brzmiący przydomek "Nordycki Koszmar", to wszystko wskazuje na to, że najlepsze lata są już za nim. W przedostatnim pojedynku pięściarz urodzony w Sztokholmie przegrał przez nokaut z Geraldem Washingtonem - wcześniej z tym samym przeciwnikiem już w 2. rundzie rozprawił się Kownacki. Następnie Fin pokonał przez techniczny nokaut przeciętnego Mateusa Roberto Osorio.

Idzie swoją ścieżką

Kownacki musiał wygrać z Arreolą, by awansować w rankingu, ale równie ważne było to, co wydarzyło się tuż po walce. Wówczas Polak wdał się w krótką, acz sympatyczną wymianę zdań z aktualnym mistrzem świata federacji WBC Deontayem Wilderem. Usłyszał, że czempion jest gotowy zmierzyć się z nim w pojedynku o pas. Najpierw jednak "Brązowy Bombardier" 22 lutego będzie musiał pokonać innego pretendenta - Brytyjczyka Tysona Fury'ego.

- Jeśli wygrałby Fury, to w marcu miałbym świetne przetarcie przed ewentualną z nim walką. Teraz nie ma to jednak znaczenia, bo idę swoją ścieżką. Nie zastanawiam się, z kim mógłbym walczyć o tytuł. Mogę rywalizować z każdym. Poza tym stawiam, że Wilder wygra przez nokaut  - przewiduje Polak.

Walka z Heleniusem odbędzie się w brooklyńskiej hali Barclays Center, gdzie Kownacki może liczyć na ogromny doping kibiców w biało-czerwonych barwach, głównie zamieszkujących dzielnicę Greenpoint. Z kolei Wilder i Fury spotkają się w słynnej MGM Grand Garden Arena w Las Vegas.