Sport

Rąbanie drewna, rzut oszczepem na trawniku. Tak radzi sobie z treningiem Maria Andrejczyk

Rąbanie drewna, rzut oszczepem na trawniku. Tak radzi sobie z treningiem Maria Andrejczyk

Decyzja o przełożeniu igrzysk olimpijskich w Tokio na przyszły rok zastała Marię Andrejczyk w domu, gdzie starała się realizować pełen trening. - To jest trudny czas, ale nie sądzę, aby ktokolwiek miał prawo narzekać - komentuje w rozmowie z TVN24.

Ta decyzja wisiała w powietrzu co najmniej od kilka tygodni. Oficjalnie zapadła we wtorek: igrzyska olimpijskie w Tokio odbędą się nie w 2020, lecz w 2021 roku.

- Teraz będę mogła troszeczkę poluzować - mówi 24-letnia oszczepniczka w łączeniu przez komunikator Skype. Do tej pory w zaciszu domowym wykuwała formę na igrzyska. Oczywiście w miarę możliwości.

- Plus jest taki, że mieszkam poza miastem i mogłam sobie wyjść, ponieważ nie mam kontaktu z innymi ludźmi. Mogłam wyjść na zewnątrz, wykonać na przykład rąbanie siekierą, ponieważ oszczepnicy tak trenują. Był nawet rzut oszczepem na trawniku przed domem. To wszystko mogłam wykonać, więc u mnie ten trening nie był aż tak skurczony - opowiada Andrejczyk, która jednak głównie zamknięta była w czterech ścianach.

- Dostępu do siłowni, do sali gimnastycznej, do stadionu z tartanem nie miałam, więc nie mogłam wykonać treningu na 100 procent. Każdy robi tyle, ile może. To jest trudny czas, ale wszyscy są w takiej samej sytuacji, więc nie sądzę, aby ktokolwiek miał prawo narzekać - zauważa.

Jedyna słuszna decyzja

Decyzję o przełożeniu igrzysk przyklaskuje, choć niesie ona za sobą komplikacje ze sportowego punktu widzenia.

- Mieliśmy nadzieję, że igrzyska odbędą się w tym roku, więc komplikacji nie byłoby aż tak dużo. Szłam treningowo cyklem dwuletnim. Ten rok był lżejszy, jeśli chodzi o obciążenie treningowe. Teraz przede mną i przed moim szkoleniowcem jest dość duże wyzwanie, jak rozplanować wszystkie treningi oraz cykle, by ta najwyższa forma przyszła na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie. To będzie największe wyzwanie w tym momencie - przewiduje zawodniczka.

To jednak nic w porównaniu z problemem, z jakim zmaga się teraz cały świat. - Cieszę się, że uwzględniono głos sportowców, głos trenerów, ponieważ tu chodzi przede wszystkim o zdrowie i życie nasze, kibiców i osób, które pracują przy organizacji igrzysk olimpijskich. Organizacja takiej imprezy w tym roku niosłaby za sobą potężne ryzyko na nowo rozpalenia tej pandemii. Bardzo się cieszę, że igrzyska zostały przeniesione na rok przyszły, to daje taki spokój psychiczny, że wszystko będzie wygaszone i nie będzie tego ryzyka - podkreśla Andrejczyk.