Sport

Sprzedano 175 tys. biletów na imprezę w środku pandemii

Sprzedano 175 tys. biletów na imprezę w środku pandemii

Jeśli przełożony z 24 maja na 23 sierpnia wyścig Indianapolis 500 się odbędzie, a organizatorzy wpuszczą na imprezę wszystkie osoby, które nabyły na nią bilety, na widowni zasiądzie blisko 175 tys. osób. W środku wciąż szalejącej w USA pandemii COVID-19.

"Zdecydowana większość bieżącej sprzedaży to przedłużenia ważności biletów, nabytych w tygodniach następujących po ubiegłorocznej edycji wyścigu Indy 500" - wyjaśnił wiceprezes Indianapolis Motor Speedway (IMS) Alex Damron w oświadczeniu przysłanym Reutersowi. Zaznaczył przy tym, że w ostatnich miesiącach, w miarę rozwoju pandemii, sprzedaż biletów nie była aktywnie promowana przez organizatorów wyścigu.

Indianapolis 500 jest na ogół promowany jako największe jednodniowe wydarzenie sportowe na świecie, które przyciąga nawet 300 tys. widzów. W normalnych okolicznościach sprzedaż 175 tys. biletów byłaby postrzegana jako organizacyjna katastrofa. Jednak w środku koronawirusowego kryzysu, gdy większość wydarzeń sportowych albo została odwołana, albo odbywa się bez udziału kibiców, tak wielka widownia zgromadzona na jednym obiekcie może budzić niepokój.

Wielka widownia w środku pandemii

Jeśli IMS wpuści wszystkich nabywców biletów na obiekt, będą oni stanowić największą publiczność, jaka pojawiła się na wydarzeniu sportowym, odkąd w połowie marca koronawirus wymusił zawieszenie większości rozgrywek sportowych w USA.

Tak duża widownia na wyścigu budzi niepokój również z powodu gwałtownego wzrostu liczby zakażeń koronawirusem w niektórych regionach Stanów Zjednoczonych. W środę w USA zarejestrowano ponad 36 tys. nowych przypadków zakażeń, niewiele mniej od rekordowego pod tym względem 24 kwietnia, gdy odnotowano 36 426 zakażonych.

W całych Stanach Zjednoczonych stwierdzono dotychczas ponad 2,5 mln zakażeń koronawirusem, a liczba ofiar śmiertelnych wywoływanej przez niego choroby COVID-19 przekroczyła 126,7 tys.