Sport

Stracili już 700 milionów funtów, otrzymali kolejny cios. "Gospodarka piłkarska nie do utrzymania"

Stracili już 700 milionów funtów, otrzymali kolejny cios.

Miesiące gry na pustych stadionach, coraz większe straty finansowe. Jest źle, a zanosi się na to, że będzie jeszcze gorzej. Władzie angielskiej ekstraklasy piłkarskiej wyraziły obawy, że decyzja brytyjskiego premiera, który mimo wcześniejszych zapowiedzi, we wtorek wycofał się z pomysłu częściowego wpuszczenia fanów na stadiony, będzie mieć katastrofalne skutki.

Storpedowane przez pandemię koronawirusa poprzednie rozgrywki udało się dokończyć. Był to jednak połowiczny sukces, gdyż według wyliczeń władz Premier League, z powodu braku kibiców na stadionach straty klubów wyniosły łącznie 700 milionów funtów.

Wycofali się z pomysłu

Nowy sezon ruszył dwa tygodnie temu, na razie obiekty wciąż świecą pustkami. Nadzieja na lepsze jutro nadeszła wraz z ogłoszeniem przez rząd wstępnych planów dotyczących poluzowania restrykcji. Od października stadiony miały zacząć się wypełniać nawet w 33 procentach.

Już wiadomo, że do tego nie dojdzie. Sytuacja związana z pandemią zmusiła polityków do wycofania się z pomysłu.

- Rozprzestrzenianie się wirusa wpływa na nasze zdolności dotyczące zezwoleń na przeprowadzanie spotkań biznesowych, targów czy wydarzeń sportowych. Nie będziemy w stanie tego zrobić wraz z początkiem października - przyznał we wtorek premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson.

- Zdaję sobie sprawę z tego, jakie będzie to miało konsekwencje dla klubów sportowych, które są życiem i duszą naszego społeczeństwa. Kanclerz skarbu [odpowiednik ministra finansów - red.] oraz sekretarz ds. kultury w trybie pilnym pracują na pomysłami dotyczącymi tego, jak możemy wspomóc kluby - dodał.

700 milionów funtów strat

Słowa polityków były jak kolejny cios dla władz Premier League. Niedługo potem wyraziły one rozczarowanie decyzją rządu.

W oświadczeniu podkreśliły, że istnieją dowody na to, że przebywanie kibiców na stadionach jest równie bezpieczne, a może nawet bezpieczniejsze "niż wiele innych aktywności publicznych, które w tej chwili nie są zakazywane". Przyznano, że może mieć to fatalne skutki dla finansów klubów.

"Piłka bez kibiców nie jest tym samym, a gospodarka futbolowa bez nich jest nie do utrzymania" - napisano w oświadczeniu. Jak dodano, częściowe przywrócenie fanów na stadiony mogłyby pomóc w zniwelowaniu choć części strat poniesionych do tej pory.

Największe zagrożenie przed i po meczach

- W tym momencie masowe otwarcie stadionów dla kibiców nie byłoby właściwe - mówił już we wtorek na antenie BBC Michael Gove. Członek Partii Konserwatywnej tłumaczył swoje obawy dotyczące organizowania spotkań z udziałem publiczności.

Jego zdaniem ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa na stadionach faktycznie jest uważane za stosunkowo niskie. Większym zagrożeniem jest to, co dziać się będzie przed i po meczu. Problemem jest czas, długie podróżowanie w tłumie na imprezy, wchodzenie na obiekty czy do lokali gastronomicznych. - W naturze wydarzeń sportowych leży to, że ludzie mieszają się - wyjaśnił.