Sport

Teatr jednego aktora w finale Welsh Open

Teatr jednego aktora w finale Welsh Open

Demonstracja siły Shauna Murphy';ego. W finale Welsh Open mistrz świata z 2005 roku rozgromił Kyrena Wilsona 9:1. W nagrodę za dziewiąty rankingowy tytuł w karierze odebrał czek na 70 tysięcy funtów.

- To coś cudownego. Jestem w siódmym niebie. Dlatego gramy. Dla takich chwil. Dla tego momentu, kiedy na koniec turnieju wznosi się trofeum. Warta jest tego każda godzina treningu - nie posiadał się z radości Murphy.

To dla niego drugi tak cenny łup w sezonie. We wrześniu okazał się najlepszy w China Open, tyle że wtedy w finale solidnie musiał się napocić. Marka Williamsa dopadł dopiero w ostatniej partii, wygrywając 10:9.

W porównaniu z tym niedzielny pojedynek w Cardiff był dla niego jak spacerek. Murphy kontrolował przebieg spotkania od początku do końca. W dwóch pierwszych partiach wbił kolejno 108 i 94 punkty. Po sześciu prowadził z sensacyjnym półfinałowym pogromcą Ronniego O'Sullivana już 6:0.

Chciał uciekać do domu

Pierwsza sesja zakończyła się brejkiem w wysokości 134 punktów i zwycięstwem Murphy'ego 7:1. Rywal chciał uciekać do domu.

Przerwa niczego nie zmieniła. Zresztą Wilson nawet nie dostał okazji, żeby zmniejszyć rozmiary porażki. Drugą sesję Murphy otworzył podejściem 102-punktowym. Gwoździa do trumny Wilsona wbił, wbijając w następnej partii 73 punkty.

W takich okolicznościach mistrz świata sprzed 15 lat mógł świętować dziewiąty rankingowy tytuł w karierze. Tak gładko w finale jeszcze nigdy nie wygrał. Przy okazji udało mu się zdjąć klątwę - do tej pory w jednym sezonie nigdy nie wywalczył więcej niż jednego tytułu.

Wilson na pierwszy tytuł w sezonie musi jeszcze poczekać. Z Cardiff wyjedzie za to z najwyższym brejkiem w Welsh Open. W pierwszej partii pierwszego meczu w turnieju popisał się maksem.