Sport

"Wygraliśmy z kwarantanną 26:0"

Trener pływackiej kadry Grzegorz Widanka po przejściu przymusowej kwarantanny po obozie na Teneryfie podzielił się spostrzeżeniami na temat życia w czasach pandemii koronawirusa.

Dwa tygodnie temu polska kadra pływaków wróciła do kraju i tak jak wszyscy wylądowała na obowiązkowej kwarantannie. Jak przyznał Widanka, czas zupełnego odosobnienia nie był taki zły.

- Nie odczułem tego jakoś bardzo negatywnie, jeżeli chodzi o psychikę. Starałem się coś robić, a zajęć było sporo. Okazuje się, że taka przerwa, kiedy w codziennym życiu jest się ciągle zaganianym, jest korzystna. Miałem cały czas kontakt z całą grupą i wygraliśmy 26:0. Nikt się nie skarżył na żadne dolegliwości i możemy zacząć kolejny etap życia w zamknięciu. Tyle że teraz możemy iść do sklepu - dodał.

Igrzyska niewiadomą

Szkoleniowiec, który prowadzi m.in. Alicję Tchórz, był odcięty od kontaktów, ale nie był odcięty od informacji i jak przyznał, z niecierpliwością wyczekiwał na konkretne decyzje dotyczące igrzysk w Tokio.

- Decyzja o przełożeniu igrzysk wydaje się trafna. Niewiadomą jednak pozostaje, kiedy wznowimy treningi. A to dla nas bardzo istotna kwestia. Igrzyska odbywają się w cyklu czteroletnim i większość zawodników w takim cyklu się przygotowuje. To już przepadło i znaleźliśmy się w zupełnie innej sytuacji. Mija nam praktycznie trzeci tydzień bez wody. Dobrze, że igrzyska odbędą się w lustrzanym terminie, ale nadal pozostaje wielką niewiadomą, jak się do nich teraz przygotować. Dla nas to zupełna nowość - skomentował.

"Sytuacja skomplikowana i dynamiczna"

Pracujący na co dzień w Juvenii Wrocław szkoleniowiec powiedział, że największą niewiadomą jest zachowanie się organizmu po tak długiej przerwie bez treningu w wodzie.

- Jako trener pracuję już 30 lat, ale jeszcze nigdy nie miałem tak długiej przerwy i tak naprawdę nie wiem, kiedy się ona skończy. W zeszłym roku zrobiliśmy sobie dwa tygodnie bez treningów, ale sami sobie to zafundowaliśmy, aby trochę odpocząć. Teraz sytuacja jest zupełnie inna. Dla trenera najtrudniejsze jest to, że nic nie może sobie zaplanować, bo sytuacja jest dynamiczna i jest wiele niewiadomych - dopowiedział.

Jak dalej przyznał Widanka, na kwarantannie zaczął już obmyślać, jak wrócić do treningów w wodzie i wpadł na pewien pomysł. Zwiększenie obostrzeń związanych z koronawirusem sprawiło, że pomysł szybko upadł.

- Jeszcze w poniedziałek miałem pomysł, aby wyjechać do jakiegoś zupełnie zamkniętego ośrodka i tam trenować. Dzisiaj już to jest nieaktualne. Pozostaje tylko trenowanie w jakiejś przydomowej sadzawce. Ale na to znowu nie pozwala pogoda, która też nas nie rozpieszcza. Sytuacja jest więc skomplikowana i dynamiczna. Pozostaje podtrzymywanie wydolności i siły fizycznej domowymi sposobami. Na nic więcej nie możemy sobie pozwolić - powiedział.

Nie ma celu

Szkoleniowiec dalej dodał, że brak treningu w wodzie to nie jedyny problem, z którym muszą sobie poradzić trenerzy i sportowcy. Kolejnym jest brak konkretnych terminów kolejnych zawodów, co nie wpływa dobrze na mobilizację zawodników.

- Dzisiaj żaden ze sportowców nie wie, do jakich zawodów się tak naprawdę przygotowuje. Nie ma celu na horyzoncie. A zawodnik musi mieć jakiś termin, jakiś cel. Na maj były zaplanowane mistrzostwa Europy, ale zostały przeniesione na sierpień. I bardzo dobrze. Ale nikt nie powie dzisiaj, że one odbędą się na pewno. To nie jest łatwy okres dla nas, bo cały kalendarz startów został zburzony - wyznał.

Trener zazdrości Szwedom, ale...

Na koniec rozmowy Widanka zwrócił uwagę, że są kraje, gdzie pływacy mogą normalnie trenować, co wzbudza zazdrość.

- Szwedzi normalnie trenują, bo nie ma tam żadnych obostrzeń. Idą na totalne zderzenie z wirusem. Brytyjczycy też taki model lansowali, ale szybko się przekonali, że to nie ma sensu, bo to wystawianie się na łatwy "strzał". Na pewno jednak zazdrościmy Szwedom i się denerwujemy, że sami tak nie możemy. Są jednak wyższe cele i trzeba przeczekać ten okres. Zdrowie teraz najważniejsze - podsumował szkoleniowiec.

Pandemia koronariwusa COVID-19 wybuchła w połowie grudnia w Chinach. Do tej pory na całym świecie zarażonych jest ponad 860 tys. osób, w tym ponad 42 tys. zmarło.