Sport

Zwycięstwo Lecha w cieniu skandalu

Zwycięstwo Lecha w cieniu skandalu

Grający niemal przez całą drugą połowę w przewadze Lech wymęczył u siebie zwycięstwo z Lechią 2:0 w 23. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Gdańszczanom najbardziej wstyd było za kibiców.

W stolicy Wielkopolski pogoda nie rozpieszczała piłkarzy. Rzęsisty deszcz padał od rana i grząska murawa nie ułatwiała gry. Do tych trudnych warunków szybciej zaadaptowali się poznaniacy, którzy przez niemal całe spotkanie byli stroną dominującą. Już w piątej minucie Pedro Tiba z dystansu próbował zaskoczyć Dusana Kuciaka, ale obrońca Mario Maloca zdążył zablokować strzał przeciwnika.

Kotłowało się w pierwszej połowie

Portugalczyk był prawdziwym motorem napędowym swojej drużyny, po jego akcji Christian Gytkjaer miał szansę otworzyć wynik, lecz Kuciak obronił uderzenie Duńczyka z kilku metrów. Słowacki bramkarz bronił jak w transie i to jemu gdańszczanie mogą zawdzięczać, że pierwszą część pojedynku zakończyli z czystym kontem.

Tuż przed przerwą Lech wręcz zamknął drużynę gości na ich połowie. Kilkakrotnie zakotłowało się w polu karnym Lechii, ale poznaniakom brakowało precyzji przy finalizowaniu akcji. Po rzucie rożnym świetnie główkował Karlo Muhar, ale Kuciak wyciągnął piłkę z samego okienka.

Podopieczni Piotra Stokowca praktycznie nie istnieli w ofensywie. Nie oddali celnego strzału na bramkę Mickey'ego van der Harta, wywalczyli zaledwie jeden rzut rożny.

Druga połowa zaczęła się po myśli gospodarzy, którzy wprawdzie nie znaleźli drogi do bramki, ale uzyskali przewagę liczebną na boisku. Za faul taktyczny żółtą kartkę, drugą w tym spotkaniu, ujrzał Karol Fila i goście musieli przez 40 minut grać w dziesiątkę.

Lechici jeszcze bardziej zdecydowanie zaatakowali bramkę gości, lecz ani Gytkjaer, ani Tymoteusz Puchacz nie potrafili wykorzystać świetnych okazji. Co ciekawe, dopiero grając w osłabieniu Lechia stworzyła dobrą sytuację, w której po raz pierwszy ofiarnością musieli się wykazać obrońcy "Kolejorza", blokując strzały rywali.

Racami w kibiców Lecha

W 63. minucie doszło do skandalicznej sytuacji na trybunach. Kibice Lechii odpalili race i zaczęli obrzucać nimi sąsiednie sektory zajmowane przez fanów Lecha, na których obecne były również dzieci. Część środków pirotechnicznych wylądowała na boisku i sędzia Piotr Lasyk najpierw przerwał spotkanie, a potem zaprosił obie drużyny do szatni.



Po ponad 10 minutach mecz został wznowiony, ale obraz gry nie uległ zmianie. Tiba z bliska trafił w nogi Kuciaka, a dobitka Dani Ramireza była niecelna. Przewaga poznaniaków była momentami przygniatająca, ale i kontry Lechii były groźne. Snajper Flavio Paixao sprawdził formę van der Harta i był to też sygnał ostrzegawczy dla defensywy gospodarzy.

Podopieczni Dariusza Żurawia w 83. minucie dopięli swego. Wprowadzony po przerwie Jakub Moder oddał bardzo mocny strzał na bramkę Kuciaka, piłka odbiła się od słupka, pleców Słowaka i wpadła do siatki. Lechici w końcu odetchnęli, ale moment dekoncentracji mógł kosztować ich utratę dwóch punktów. Patryk Lipski po akcji z Filipem Mladenoviciem nie trafił w światło bramki z kilku metrów.

Kropkę nad "i", już w doliczonym czasie gry, postawił inny rezerwowy Filip Marchwiński, również po efektownym uderzeniu z dystansu ustalając wynik na 2:0.

Lech Poznań - Lechia Gdańsk 2:0 (0:0)

Bramki: 1:0 Kuciak (83. samobójcza), 2:0 Marchwiński (90.)

Lech Poznań: Mickey van der Hart - Jakub Kamiński, Lubomir Satka, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewycz - Kamil Jóźwiak (88. Juliusz Letniowski), Karlo Muhar (59. Filip Marchwiński), Dani Ramirez, Pedro Tiba, Tymoteusz Puchacz (66. Jakub Moder) - Christian Gytkjaer

Lechia Gdańsk: Duszan Kuciak - Karol Fila, Mario Maloca, Michał Nalepa, Filip Mladenovic - Jaroslav Mihalik (58. Łukasz Zwoliński), Maciej Gajos (77. Kenny Saief), Kristers Tobers, Tomasz Makowski, Conrado (58. Patryk Lipski) - Flavio Paixao