Styl Życia

Kasia Tusk postawiła na swoim. Sieciówka, która wykorzystała jej zdjęcie, poniesie koszty. "Ktoś będzie miał fajniejsze Boże Narodzenie"

Kasia Tusk postawiła na swoim. Sieciówka, która wykorzystała jej zdjęcie, poniesie koszty.
Kasia Tusk podzieliła się ze swoimi obserwatorami finałem sprawy wykorzystania jej autorskiego zdjęcia przez sieciówkę Zara Home. Okazuje się, że tym samym pomoże komuś w te święta.

Kilka dni temu Kasia Tusk odkryła, że jedna z największych sieciówek wykorzystała jej zdjęcie na swojej stronie internetowej. Oczywiście marka zrobiła to bez jej wiedzy, więc córka byłego premiera była w niemałym szoku. Zdecydowała się nagłośnić sprawę, a przedstawiciel Zara Home skontaktował się z influencerką w celu polubownego rozwiązania.

Milionerzy"Milionerzy". Pytanie za milion o manata azerbejdżańskiego

Zobacz wideo Kasia Tusk ma piękną biblioteczkę

Kasia Tusk relacjonuje sprawę bezprawnego wykorzystania jej zdjęcia

Córka Donalda Tusk opublikowała na Instagramie obszerny post. Postanowiła podzielić się ze swoimi obserwatorami finałem historii zapożyczonego zdjęcia.

Domyślam się, że w dzisiejszej rzeczywistości każda z Was ma ważniejsze sprawy na głowie niż poduszki ze świątecznym haftem, ale choćby ze względu na liczbę Waszych komentarzy i setki wiadomości, powinnam chyba przedstawić Wam dalszy ciąg tej historii.

Kasia bardzo barwnie opisała moment, w którym zadzwonił do niej przedstawiciel Zara Home.

Następnego dnia po opublikowaniu ostatniego postu miałam sporo spraw na głowie, a że nie jestem typem pieniacza (chyba), to nie zerwałam się z łóżka skoro świt, aby pisać pozew. Nie byłam zresztą zachwycona perspektywą długiej sądowej batalii o jedno zdjęcie okna. Niestety parę razy miałam już okazję przekonać się, że uczestnictwo w rozprawach nie należy do przyjemności (pozdrawiam tabloidy). Jak gdyby nigdy nic wyszłam więc z samego rana z domu, aby z córką pod pachą i Portosem ciągnącym niczym audi R8, zrobić zakupy. Telefon jak zwykle zadzwonił wtedy, gdy Portos obszczekiwał śmietnik, a ja próbowałam zapłacić za zakupy jednocześnie powstrzymując córkę przed ściągnięciem bananów z lady straganu. Przeszło mi przez myśl, żeby nawet nie odbierać, ale że mógł to być kurier z ważną paczką (który, jak wiadomo, zawsze przychodzi wtedy, gdy akurat wyjdziesz z domu na siedem minut), więc zaciskając zęby, sięgnęłam za telefon. Ale to nie był kurier, tylko Zara Home.

bracia GolecBracia Golec po fali krytyki wydali oświadczenie. "Zwracamy się z gorącą prośbą o niezastraszanie naszych dzieci"

Influencerka zdradziła, że zdecydowała się skonsultować całą sprawę ze swoimi prawnikami.

Nie planowałam wcześniej tej rozmowy, a właściwie w ogóle nie spodziewałam się, że taki gigant odezwie się do mnie jako pierwszy, ale wiedziałam, że czego bym nie usłyszała, nie powinnam całej tej sprawy zlekceważyć. Mam oczywiście tę komfortową sytuację, że zdjęcia nie są moim jedynym źródłem dochodu, ale skoro już wywołałam tę burzę, to chociażby ze względu na innych autorów powinnam spróbować postawić na swoim. Powiedziałam więc, że dziękuję za telefon i zastanowię się, jak można by naprawić tę sytuację.

Kasia podjęła decyzję, że pieniądze, które otrzyma od sieciówki, chce przekazać na rzecz dwóch chorych dziewczynek.

Razem z prawnikami obiektywnie podeszliśmy do tematu. Ustaliliśmy jakiej kwoty mogłabym się domagać w razie procesu, przyjęliśmy optymistyczny wariant, że go wygrywam i z takim założeniem oddzwoniłam do Zary, proponując, aby sfinansowali pomoc tej wartości dla dwóch chorych dziewczynek. Nie byłam pewna reakcji moich rozmówców, bo wiem z własnego doświadczenia, że bez formalnego pozwu trudno skłonić jakąkolwiek firmę do zadośćuczynienia (i pewnie parę prawniczek obserwujących mój profil to potwierdzi).

Przedstawiciel Zary przystał na pomysł Kasi, a nawet zaokrąglił całą kwotę.

Po kilku minutach wpatrywania się w telefon z mocno zaciśniętymi kciukami dostałam odpowiedź. Przedstawiciel Zary podziękował mi za takie podejście i dodał, że są gotowi "zaokrąglić" zaproponowaną kwotę. Zostałam poproszona o jej nie ujawnianie i przystałam na ten warunek. Mogę Was tylko zapewnić, że było to raczej jedno z droższych zdjęć okien. Wybaczcie mi tę dyskrecję, niektóre z Was może uznają, że byłam za miękka, bo z moich ust również padło słowo "dziękuję" ale dla mnie najważniejsze jest to, że finał tej całej "afery" ze świątecznym wystrojem jest taki, że ktoś będzie miał chociaż ciut fajniejsze Boże Narodzenie.

Cieszymy się, że sprawa się wyjaśniła.