Świat

"Białoruska ulica jest przekonana, że musi się w końcu zmienić władza"

Alaksandr Łukaszenka nawet nie próbuje w swojej kampanii agitacyjnej walczyć o względy większości Białorusinów. Zamiast tego koncentruje się na poparciu resortów siłowych - powiedział w TVN24 dziennikarz Andrzej Poczobut, członek zarządu głównego Związku Polaków na Białorusi.

Wybory prezydenckie na Białorusi odbędą się 9 sierpnia. Przeciwko urzędującemu prezydentowi Alaksandrowi Łukaszence stanęła w nich Swiatłana Cichanouska. Opozycyjna kandydatka zdobyła już dużą popularność wśród Białorusinów, a podczas kampanii wyborczej na jej wiecach gromadzą się dziesiątki tysięcy osób.

PAP/EPA/TATYANA ZENKOVICH

"Białoruska ulica jest teraz przekonana, że musi się w końcu zmienić władza"

O wyborach prezydenckich na Białorusi mówił w TVN24 Andrzej Poczobut, dziennikarz i członek zarządu głównego Związku Polaków na Białorusi. Jak ocenił, "zmieniły się nastroje społeczne na Białorusi". - Białoruska ulica jest teraz przekonana, że Alaksandra Łukaszenkę popiera mniejszość, że w tych wyborach musi dojść do zmian, musi się w końcu zmienić władza na Białorusi - przekonywał.

Jego zdaniem, "Łukaszenka nawet nie próbuje w swojej kampanii agitacyjnej walczyć o względy większości Białorusinów". - Zamiast tego koncentruje się na poparciu resortów siłowych. Odwiedził cały szereg jednostek wojskowych, odwiedził struktury specjalne MSW i wszędzie jego przekaz był taki, że jest gotów użyć władzy, użyć wojska do tego, żeby utrzymać sytuację pod kontrolą. Moim zdaniem on nie boi się wyniku wyborów, bo po prostu ma wpływ na wyniki wyborów poprzez komisje wyborcze, które są mu wierne - komentował dziennikarz.

Według Poczobuta, kiedy wynik wyborów zostanie ogłoszony, "bez wątpienia to będzie zwycięstwo Alaksandra Łukaszenki". - Ale co nastąpi dalej, jak ta nowa większość, która powstała na Białorusi na to zareaguje, to dzisiaj tego nie wie nikt. Nie wie tego nawet Alaksandr Łukaszenka - ocenił gość TVN24.

Kolejki przed ambasadą Białorusi w Polsce

W Warszawie przed ambasadą  Białorusi ustawiły się w sobotę długie kolejki osób, które chcą dopisać się do spisu wyborców, aby móc zagłosować w Polsce. - Prosiliśmy przez kolegów, którzy mieli szczęście i dostali się wewnątrz, żeby ktoś do nas przyszedł i z nami porozmawiał. Ale niestety to się nie stało - mówiła w rozmowie z TVN24 kobieta, oczekująca przed placówką. Dodała, że pierwsi Białorusini pojawili się o godzinie 8.

Jak wyjaśniała inna kobieta, "ludzie tutaj przyszli, żeby się zarejestrować na wybory, które się odbędą 9 sierpnia". - Żeby oddać swój głos najpierw muszą zgłosić się tutaj, żeby byli skreśleni z listy w miejscu zameldowania na Białorusi - wyjaśniła.

Zatrzymania dziennikarzy przez milicję na wiecach Cichanouskiej

Niezależne Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy (BAŻ) poinformowało w sobotę, że w Lidzie i w Mołodecznie podczas piątkowych mitingów Cichanouskiej zatrzymano reporterów telewizji Biełsat. Dziennikarzy wypuszczono w nocy.

Podczas relacjonowania mitingu w Mołodecznie zatrzymani zostali Zmicier Mickiewicz i Dzianius Dziuba. Według BAŻ milicjanci uszkodzili kamerę. Milicjanci zarzucili reporterom złamanie przepisów o prawie prasowym i sporządzili stosowne protokoły. Skonfiskowali też sprzęt w celu ekspertyzy.

W tej miejscowości zatrzymano jeszcze dwójkę dziennikarzy Biełsatu, których później także wypuszczono. Aleś Silicz został natomiast ukarany grzywną za nalepkę z Pogonią na samochodzie.

W Lidzie, gdzie w piątek odbywało się spotkanie z opozycyjną kandydatką, zatrzymano Uładzimira Łuniewa i Halinę Abakunczyk. Im również zarzucono pracę bez akredytacji. Dziennikarzy wypuszczono po północy.

Telewizja Biełstat to stacja białoruskojęzyczna, która nadaje z Polski i jest przez nią finansowana. Na Białorusi jest dostępna przy pomocy sygnału satelitarnego i w internecie.

PAP/EPA/TATYANA ZENKOVICH