Świat

Dożywocie uchylone. Proces Polaków skazanych za zabójstwo w Anglii ruszy od nowa

Dożywocie uchylone. Proces Polaków skazanych za zabójstwo w Anglii ruszy od nowa

Dwaj Polacy odsiadujący w Londynie dożywocia za zabójstwo kolegi, Grzegorza Pietryckiego, będą mieli nowy proces. Po reportażu "Superwizjera" TVN angielski Sąd Apelacyjny unieważnił wyrok.

- Pracowaliśmy niestrudzenie przez trzy lata, aby osiągnąć ten rezultat. Jesteśmy bardzo wdzięczni dziennikarzom śledczym TVN za ich pomoc w dążeniu do sprawiedliwości - skomentował decyzję sądu Jason Lartney, jeden z adwokatów broniących skazanego za zabójstwo Polaka. - Skoncentrujemy się teraz na energicznej obronie Patryka, aby mógł jak najszybciej wrócić do rodziny - dodał mecenas.

Feralny dzień w sierpniu

Razem z Siobhan Grey, prawniczką z renomowanej londyńskiej kancelarii Libertas Chambers za darmo prowadzili sprawę skazanego mężczyzny. Patryk Pachecka został oskarżony o zamordowanie w sierpniu 2016 roku swojego kolegi - Grzegorza Pietryckiego.

Pachecka i Pietrycki mieszkali w Londynie w dzielnicy Wood Green i pracowali dorywczo. Feralnego dnia - 23 sierpnia 2016 roku - w nocy do ich mieszkania przyszli dwaj kolejni Polacy: Grzegorz Szal i Grzegorz G. Ten pierwszy był kolegą Pachecki, znali się z Trójmiasta.

Pachecka i Szal - co istotne - mieli za sobą nieciekawą przeszłość kryminalną. Pachecka siedział w więzieniu za rozbój i był podejrzewany o handel narkotykami, Szal w zakładach karnych spędził kilkanaście lat, między innymi za rozbój, oszustwo i narkotyki.

Grzegorz G. od dwóch dni pojawiał się w mieszkaniu Polaków, bo rozstał się z dziewczyną, która wyrzuciła go z domu. Jak zaznają świadkowie, w tym czasie był pobudzony i zdenerwowany, miał także zażywać narkotyki.

Wieczór 23 sierpnia 2016 roku Szal i G. spędzali w mieszkaniu tego pierwszego. Około godziny czwartej nad ranem poszli do mieszkania pozostałych Polaków, gdzie nocował Grzegorz G. W pokoju byli wtedy Grzegorz Pietrycki i Patryk Pachecka. Pietrycki spał. Pachecka zeznał, że on sam w tym czasie siedział przed komputerem. Nie mógł spać z powodu upału.

Grzegorz G. wszedł do pokoju przez okno, a Szal został na zewnątrz. Po chwili Pachecka zawołał Szala do mieszkania, twierdząc, że Grzegorz G. jest agresywny wobec Pietryckiego.

To, co stało się potem, zaważyło na losach całej czwórki.

Pietrycki zarejestrowany na nagraniu

Z wersji Pachecki wynika, że wyszedł na chwilę z pokoju, a kiedy wrócił, Grzegorz G. mocował się z Pietryckim, a pokój był we krwi. Wybiegł z domu i zaczął uciekać. Do ucieczki rzucił się także Szal. Uciekających nagrały kamery monitoringu.

W domu spali jeszcze inni Polacy. Obudziły ich krzyki, a kiedy otworzyli drzwi pokoju, w którym mieszkał Pietrycki, zobaczyli Grzegorza G., pobudzonego i agresywnego. Wrócili do siebie i zadzwonili po policję. Gdy upewnili się, że Grzegorz G. wyszedł, zajrzeli do pokoju. W pomieszczeniu zobaczyli krew.

Niecałe pół minuty po tym, jak Pachecka i Szal uciekli z domu, kamera zarejestrowała biegnącego w przeciwnym kierunku Grzegorza Pietryckiego. Był tylko w szortach i w koszulce, biegł boso. Chwilę potem, zdaniem policji, szedł za nim Grzegorz G., prawdopodobnie trzymając w prawej dłoni jakiś przedmiot. Być może nóż.

To jedyne nagranie obu mężczyzn tej nocy.

"Na Pachetce nie ma śladów krwi. Nie jest ranny i nie ma broni"

Co było dalej, to tylko domysły: kilka minut po awanturze do domu znajdującego się kilkadziesiąt metrów dalej dobijał się ranny Pietrycki. Wystraszony właściciel domu nie otworzył drzwi i wezwał pogotowie. W tym czasie Polak wykrwawił się na śmierć. Do dziś nie jest jasne, czy śmiertelna rana tętnicy szyjnej została zadana w domu, czy już pod drzwiami Anglika, czy zadał ją Grzegorz G. oraz co stało się z narzędziem zbrodni.

Grzegorz Szal i Patryk Pachecka twierdzą, że żaden z nich nie widział ataku nożem na Grzegorza Pietryckiego.

Szal wrócił do domu. Pachecka przez jakiś czas krążył po okolicy, wrócił do domu, potem poszedł do sklepu, kupił papierosy. Po drodze zatrzymał go patrol policji i spisał jego dane. - Najważniejsze w raporcie policyjnym jest to, że na Pachetce nie ma śladów krwi. Nie jest ranny i nie ma broni - zwracała uwagę Siobhan Gray.

Następnego dnia policja przesłuchuje Pacheckę i Szala. Obaj kłamią - i potem, podczas kolejnych przesłuchań kilka razy zmieniają wersje wydarzeń. Początkowo twierdzili, że w ogóle nie było ich w domu w chwili zabójstwa. Te sprzeczne zeznania zaważyły potem na ich losie. Dziennikarzom "Superwizjera" powiedzieli, że nie mówili prawdy, bo "nie chcieli sprzedać kolegi na policję". Ten kolega to Grzegorz G.

Gdy zrozumieli, że odpowiedzą za zabójstwo Pietryckiego, było już za późno. I to mimo tego, że angielska policja odnalazła po kilku miesiącach Grzegorza G. Mieszkał 135 kilometrów od Londynu, zmienił numer telefonu i tożsamość. Pomagała mu była dziewczyna. Została potem skazana za składanie fałszywych zeznań.

Zatrzymany Grzegorz G. odmówił składania wyjaśnień. Nie przyznał się do niczego. Mimo to został oskarżony o udział w zabójstwie, razem z Szalem i Pachecką. I tu wraca kwestia przeszłości całej trójki: Szal i Pachecka mieli na koncie wyroki, Pachecka był w dodatku poszukiwany. Grzegorz G. oficjalnie miał czystą kartotekę.

"Bardzo ważny moment tego procesu"

Dziennikarze "Superwizjera" dotarli do akt umorzonej sprawy przeciwko Grzegorzowi G. W wieku niespełna 20 lat dostał wyrok w zawieszeniu za udział w rozboju. O tym jednak sąd w Londynie nie wiedział. Zostało to ujawnione w reportażu "Superwizjera".

W sprawie ważne były także zeznania Polaków mieszkających razem z Pachecką i Pietryckim. Zeznali oni, że kiedy w nocy obudziły ich krzyki, mieli słyszeć, że ktoś błagał: "Co ja ci zrobiłem?".

- To był bardzo ważny moment tego procesu. Słowo "you" [po angielsku oznaczające zarówno "ty", jak i "wy" - przyp. red.] w zeznaniach świadków było użyte w liczbie pojedynczej, a nie mnogiej. To znaczy, że w momencie, gdy zamordowany wykrzykiwał te słowa, w salonie była tylko jedna osoba - stwierdza Siobhan Grey.

Mimo to ława przysięgłych - głosami dziesięć do dwóch - skazała obu Polaków na dożywocie z prawem ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po odsiedzeniu 18 lat.

"Mam nadzieję, że wszyscy wrócą do domów"

Prawnicy brytyjscy w zeszłym roku wnieśli apelację od wyroku. Ważnym dla nich był fakt, który ujawnił "Superwizjer", że Grzegorz G. był karany, w związku z czym ława przysięgłych mogła powziąć błędny obraz trzeciego oskarżonego. Jak można przeczytać w uzasadnieniu decyzji brytyjskiego sądu wysłanym do redakcji "Superwizjera", "ława przysięgłych podjęła decyzję na podstawie błędnych informacji, które mogły mieć realne znaczenie dla ich oceny sprawy".

Pachecka i Szal trafią teraz do aresztu śledczego i będą oczekiwać na ponowny proces. - Minęły cztery lata, odkąd siedzą w więzieniu i lada moment sprawa wyjaśni się do końca. Mam nadzieję, że wszyscy wrócą do domów. A najgorsze jest to, że osoba, która powinna być na ich miejscu, pozostaje na wolności - uważa Magdalena Frejtak, partnerka życiowa Grzegorza Szala.

Grzegorz G., po uniewinniającym wyroku, przepadł. Podobno był widziany w Australii. Jego ojciec twierdzi, że nie ma z synem kontaktu.

Reporterzy "Superwizjera" także próbują go odszukać i z nim porozmawiać. Osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje na jego temat, proszone są o kontakt z autorami reportażu.