Świat

Francuski rząd pod presją zamówił dwa miliony testów. 16-latka wśród 365 nowych ofiar epidemii

Francuski rząd pod presją zamówił dwa miliony testów. 16-latka wśród 365 nowych ofiar epidemii
Rosnąca liczba przypadków śmiertelnych wywołała silną reakcję Francuzów, którzy zaczęli naciskać na swój rząd, domagając się przeprowadzania większej ilości testów na obecność koronawirusa. Kraj zszokowało też doniesienie o 16-letniej ofierze COVID-19.

Tylko w ciągu ostatnich 24 godzin we Francji odnotowano 365 przypadków śmierci spowodowanych przez koronawirusa. Przerażenia rosnącymi statystykami zgonów Francuzi wymusili na władzach kraju podjęcie zdecydowanych kroków. Szef departamentu zdrowia Jerome Salomon jeszcze w czwartek 26 marca wieczorem ogłosił decyzję o drastycznym zwiększeniu przeprowadzanej liczby testów od przyszłego tygodnia. Minister zdrowia Olivier Véran w rozmowie z France 2 zapowiedział, że w kwietniu zostanie przeprowadzonych 2 miliony testów.

Młodszą częścią francuskiej opinii publicznej wstrząsnęła też informacja o śmierci zaledwie 16-letniej Julie, której zdjęcia pokazały wszystkie krajowe media. W ostatnich dniach podobne przypadki z kilku innych krajów pokazują, że przekonanie o niewrażliwości młodych ludzi na koronawirusa było mitem. To oczywiście nie zmienia faktu, że najwięcej ofiar epidemia zbiera wśród osób powyżej 60 roku życia. Eksperci podkreślają, że we Francji statystyki mogą być znacznie brutalniejsze, niż to się obecnie przedstawia. Do ogólnej liczby ofiar nie są bowiem wliczane osoby, które umierają w domach starców czy w swoich mieszkaniach. Obecnie Francuzi informują o łącznej liczbie blisko 30 tys. zakażonych koronawirusem i 1 696 zabitych przez COVID-19.

Śmierć 16-letniej Julie

„Le Parisien” donosi, że 16-letnia uczennica z Essone zmarła w nocy z wtorku na środę 25 marca. Starsza siostra zmarłej przez telefon opisała dziennikarzom dramat, który dotknął jej rodzinę. – Musimy przestać wierzyć, że ta sprawa dotyczy tylko starszych. Nikt nie jest odporny przeciw temu wirusowi – podkreślała. Według jej relacji wszystko zaczęło się przed tygodniem od niewinnego kaszlu. Pogorszyło się w weekend, a w poniedziałek Julie poszła do lekarza. To tam stwierdzono, że ma trudności z oddychaniem. Nigdy wcześniej nie zgłaszała żadnych problemów ze zdrowiem. Do respiratora dziewczynę podłączono dopiero we wtorek 24 marca wieczorem. Wtedy jednak płuca Julie zawiodły. – To było brutalne – podsumowała Manon. Jak ujawniła, w pogrzebie uczestniczyło tylko 10 osób.