Świat

Johnson bardzo nie chce opóźniać brexitu. "Wolałbym skonać w rowie"

Johnson bardzo nie chce opóźniać brexitu.

Brytyjski premier Boris Johnson wykluczył w czwartek złożenie wniosku o opóźnienie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. - Wolałbym skonać w rowie - stwierdził krótko, pytany o to w czwartek przez jedną z dziennikarek. Tego samego dnia spotkał się też z wiceprezydentem USA Mikiem Pence’em, z którym rozmawiał o umowie handlowej.

Boris Johnson w Wakefield był między innymi pytany o to, czy mimo środowej porażki w głosowaniu w Izbie Gmin nad projektem ustawy mającej wykluczyć ryzyko bezumownego brexitu przez wymuszenie przedłużenia procesu wyjścia z Unii Europejskiej może zagwarantować, że nie zmieni daty opuszczenia Wspólnoty.

- Wolałbym skonać w rowie (niż to zrobić - red.) - odparł, wskazując, że dalsze opóźnienie wiązałoby się z kosztem na poziomie miliarda funtów miesięcznie i "byłoby kompletnie bez sensu".

Boris Johnson zapewnił jednocześnie, że mimo złożonego przez niego w środę wniosku o rozpisanie przedterminowych wyborów parlamentarnych, "nie jest wcale zwolennikiem takiego rozwiązania", ale zastrzegł, że "szczerze mówiąc nie widzi innej opcji".

- Podjęcie tej decyzji jest jedynym sposobem na załatwienie tego i popchnięcie naprzód. Czy chcecie, aby ten rząd wyprowadził nas z Unii 31 października, czy też chcecie, aby Jeremy Corbyn i Partia Pracy pojechali 17 października na kluczowy szczyt w Brukseli i zasadniczo oddali Unii Europejskiej kontrolę, utrzymując nas we Wspólnocie po 31 października? - pytał.

Premiera pytano także o rezygnację ze stanowiska wiceministra edukacji jego młodszego brata, Jo Johnsona, który ogłosił na Twitterze, że "w ostatnich tygodniach był rozdarty między lojalnością wobec rodziny a interesem narodowym".

W odpowiedzi szef rządu powiedział, że 47-letni Jo jest "fantastycznym facetem" i był "świetnym ministrem", ale przyznał, że "nie zgadza się z nim w sprawie Unii Europejskiej, bo to kwestia, która oczywiście dzieli rodziny i wszystkich".

Spotkanie z wiceprezydentem USA

Brytyjski premier w czwartek podczas spotkania z wiceprezydentem USA Mikiem Pence'em wykluczył, by przyszła umowa handlowa między krajami mogła zakładać dostęp amerykańskich firm do publicznej służby zdrowia i obniżenie standardów bezpieczeństwa żywności.

Premier zapewniał, że rząd w Londynie "zrobi wszystko, aby zwiększyć wolny handel" między krajami, ale zastrzegł, że "NHS (publiczna ochrona zdrowia - red.) nie jest przedmiotem negocjacji". - Nie jesteśmy zbyt chętni na waszego chlorowanego kurczaka - zwrócił się do Pence'a.

Szef rządu odniósł się w ten sposób do stosowanej w Stanach Zjednoczonych, a zakazanej w Unii Europejskiej procedury mycia mięsa kurczaków w substancjach chemicznych w celu wykluczenia patogenów, między innymi salmonelli i pałeczek E. coli.

Boris Johnson spotkał się z Mikiem Pencem

"Wiem, że jesteście trudnymi negocjatorami"

Johnson ocenił, że ewentualne przyszłe podpisanie porozumienia handlowego ze Stanami Zjednoczonymi byłoby "wspaniałą, olbrzymią szansą dla Wielkiej Brytanii", ale wskazał także na istniejące bariery handlowe, między innymi dotyczące eksportu brytyjskiej jagnięciny lub szkockich dań z podrobów baranich i owsianki.

- Wiem, że jesteście trudnymi negocjatorami, więc będziemy pracowali bardzo ciężko nad tym, aby jakiekolwiek porozumienie o wolnym handlu sprostało oczekiwaniom wszystkich stron - zapewnił.

Z kolei Mike Pence ocenił, że wypracowanie umowy o wolnym handlu pozwoliłoby nawet na trzy- lub czterokrotne zwiększenie wymiany handlowej. Dodał, że intencją amerykańskiej administracji jest "wzmocnienie historycznej, specjalnej relacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią".

Jednocześnie zaznaczył, że ta ambicja jest odzwierciedleniem "bardzo ciepłej i osobistej relacji, którą (Johnson - red.) ma z prezydentem (Donaldem - red.) Trumpem".

Służby prasowe Downing Street dodały, że obaj liderzy rozmawiali także o kwestiach dotyczących polityki międzynarodowej, w tym w szczególności kryzysowej sytuacji w Hongkongu oraz napięciach w stosunkach dyplomatycznych z Iranem.

Wcześniej Johnson podjął także na Downing Street izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu, z którym rozmawiał o "wsparciu dla dwupaństwowego modelu rozwiązania procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie".