Świat

Następca Freddiego Mercurego, który nie wygrał amerykańskiego „Idola"

Następca Freddiego Mercurego, który nie wygrał amerykańskiego „Idola

Adam Lambert to jeden z nielicznych uczestników muzycznego reality show, którzy mają status gwiazdorski.

W 8. edycji programu „American Idol” zajął drugie miejsce, a jednak – podobnie jak Kelly Clarkson, Jennifer Hudson czy Carrie Underwood – osiągnął sukces, który rzadko bywa udziałem zwycięzców. Debiutancki solowy album Lamberta „For Your Entertainment” ukazał się 23 listopada 2009 roku, zajmując 3. miejscu w zestawieniu Billboard 200. Od 9 lat wokalista współpracuje z grupą Queen, zastępując zmarłego Freddiego Mercurego. Powiada, że najnowszy album „Velvet” wydany 19 marca zrobił „dla siebie”. Zadaliśmy Adamowi pięć pytań.

Co cię inspirowało podczas tworzenia płyty?

– Chciałem napisać list miłosny do piosenek, przy których dorastałem. Rodzice mieli niesamowitą kolekcję winyli z lat 70. i 80. Dzięki nim zapragnąłem zostać muzykiem.

Myślisz, że sztuka może zmienić świat na lepsze?

Ludzie powinni odczuwać dumę, że są tacy a nie inni, wspierać środowisko, z którym się identyfikują oraz walczyć o jego prawa. Ja zawsze reprezentowałem dziwaków, odmieńców, wyrzutków i nadal zamierzam tak postępować.

Uważasz styl za jeden ze środków artystycznego wyrazu?

– Lubię się wygłupiać. Mam nadzieję, że mój luz w doborze strojów pomoże innym przełamać lęk przed niecenzurowaną autoekspresją. Najbardziej irytuję się, kiedy ktoś mówi: „Świetnie wyglądasz, ale ja nie mógłbym sobie pozwolić na coś takiego.”

Współpraca z Queen wpłynęła na twoją solową twórczość?

– Na pewno stałem się lepszym wokalistą. Śpiewając legendarne hity zrozumiałem, jak wiele wysiłku i talentu trzeba, by stworzyć utwór ponadczasowy.

Czego brakuje obecnie muzyce pop?

– Ludzi słuchających tego, co gra im w duszy. Gdy każdy usiłuje tylko skopiować ostatni wielki przebój, robi się nudno. Kocham artystów chodzących własnymi drogami. To znaczy nie naśladuję ich muzyki, ale próbuję utrzymać równie mocną wiarę we własne siły.

Tłumaczenie Piotr Milewski.

Czytaj też: W Warszawie kartony z napisami „Damy radę”, „Przełóżmy wybory” i „Mam nadzieję” wiszą już na czterdziestu balkonach