Świat

Polsko-węgierska solidarność pękła w kluczowej kwestii. Bruksela zastosowała taktykę dziel i rządź

Polsko-węgierska solidarność pękła w kluczowej kwestii. Bruksela zastosowała taktykę dziel i rządź

Solidarność Grupy Wyszehradzkiej (V4) to tylko fasada. W podstawowej dla przyszłości Unii Europejskiej kwestii Warszawa ma inną opinię niż Budapeszt. Orban i Kaczyński razem zapowiadali przeprowadzenie „kontrrewolucji kulturalnej” w Europie. Pieniądze zdecydowały, że tym razem będzie inaczej.

W przeddzień piątkowego szczytu europejskiego premier Andrej Babiš rozmawiał z czeskimi parlamentarzystami. Nie wykluczył zawetowania obliczonego na 750 miliardów euro Funduszu Odbudowy. Propozycja stworzenia takiego funduszu została ogłoszona miesiąc temu przez Merkel i Macrona. Ma on nie tylko pomóc w wyciągnięciu europejskich gospodarek z kryzysu wywołanego pandemią. Może też oznaczać kluczową zmianę w historii UE.

Tuż po ogłoszeniu planu Merkel i Macrona kraje Grupy Wyszehradzkiej zareagowały nieufnie. – Propozycja zakłada, że dług na jego sfinansowanie zostanie zaciągnięty przez państwa członkowskie wspólnie. To się nie podobało w krajach V4. One traktują tego typu pomysły jako krok w kierunku „pełzającej federalizacji UE” – mówi „Newsweekowi” politolog Jacques Rupnik, były doradca prezydenta Havla.

V4 ma głównie moc blokującą. Nie przedstawia swoich pomysłów. Działa wspólnie, gdy chodzi o zablokowanie kolejnych europejskich propozycji dotyczących kwestii migracji, ochrony środowiska, czy Europejskiego Zielonego Ładu. To się stało głównym celem istnienia V4 wraz ze zmianą rządu w Polsce. Motorem był Orban.

Ale w tym wypadku „blokująca jedność” V4 szybko przestała być faktem.

Polska na początku zareagowała nieufnie . Ale wkrótce potem zaczęła być coraz bardziej przychylna. – Zrozumiano, że gdy pada podobna propozycja z ust Merkel i Macrona nie ma sensu przeciwstawiać się za wszelką cenę. Bo pomysł i tak zostanie zrealizowany. Lepiej przystąpić do negocjacji. I wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy – mówi Rupnik.

W Brukseli zauważono, że rzekoma solidarność V4 to tylko fasada. I wybrano taktykę dziel i rządź. Zamiast przekonywać Czechów i Węgry do nowego pomysłu Komisja Europejska opublikowała 27 maja plan odbudowy gospodarki, zgodnie z którym Polska ma otrzymać 64 miliony euro pomocy. I tym samym nasz kraj stał się trzecim w kolejności beneficjentem – po Włoszech i Hiszpanii – nowego funduszu. Polska niezwłocznie zmieniła ton: nieufność przeszła w entuzjazm. Odtrąbiono propagandowy sukces: to, co wynikało z taktyki KE obliczonej na podzielenie V4, przedstawiano jako dowód wielkiej skuteczności rządu Morawieckiego.

Dalszy rozpad Grupy Wyszehradzkiej

Natomiast Budapeszt i Praga zaostrzały ton. Pod koniec maja Orban nazywał Fundusz „absurdalnym i perwersyjnym”. Nie podobało mu się, że kraje południa Europy, bogatsze od Węgier, dostaną więcej pieniędzy. – Finansowanie bogatych za pomocą pieniędzy biednych nie wydaje mi się wcale dobrym pomysłem – mówił w jednym z wywiadów.

Czechy były równie krytyczne. Zgodnie z planem KE Włosi i Hiszpanie mieli dostać najwięcej, bo najbardziej dotknęła ich pandemia. Ale Babišowi to się nie podobało. Udzielał lekcji „moralizmu fiskalnego”. Nie obchodziło go, że koronawirus nie został zawiniony przez tamtejsze rządy. Podkreślał, że już przed pandemią kraje Południa miały duży poziom bezrobocia i wielki dług publiczny, ponieważ szastano tam pieniędzmi. Krytykował samą wysokość funduszu, mówiąc, że powinno być to znacznie mniej niż 750 miliardów euro. Czesi byli też przeciwni, by jednym z kryteriów pomocy była wysokość bezrobocia w danym kraju. Powód? Przed wybuchem pandemii Czechy miały najniższy odsetek bezrobotnych w UE. – Kraje Europy Środkowej miały zawsze problem ze zrozumieniem idei europejskiej solidarności. Są zachwycone gdy dostają dużo pieniędzy z Brukseli. Ale nie uważają, że to je zobowiązuje to wzajemności. Chcą tej solidarności wyłącznie dla siebie – mówi Rupnik

11 czerwca premierzy państw V4 spotkali się w Czechach i ogłosili, że warunkowo będą wspierać europejski plan odbudowy. Nie ulega jednak wątpliwości, że swoje negocjacje, będą prowadzić oddzielnie. O czym przekonuje choćby późniejsza o tydzień zapowiedź weta sformułowana przez Babiša (przywołana na samym początku). Problem w tym, że po wyłamaniu się Polski V4 traci swoją moc blokującą w UE. Na dodatek w podstawowej dla przyszłości UE kwestii Warszawa ma inną opinię niż Budapeszt. Orban i Kaczyński razem zapowiadali przeprowadzenie „kontrrewolucji kulturalnej” w Europie. Pieniądze zdecydowały, że tym razem będzie inaczej.

Ta solidarność V4 będzie się rozpadać jeszcze wyraźniej w najbliższej przyszłości. Wszystkie państwa Grupy bardzo wiele zawdzięczają funduszom europejskim. Bez nich byłyby znacznie uboższe. Zbliżają się negocjacje budżetu europejskiego na lata 2021- 2027. Będzie to zapewne ostatnia okazja, by uzyskać fundusze na dotychczasową skalę – co zaostrzy wzajemną rywalizację. Na dodatek w tym wyścigu po europejskie pieniądze państwa Grupy nie mają takiej samej pozycji. Polska i Węgry są nadal stosunkowo niezamożne. Ale Czechy już nie: ich PKB na mieszkańca już jest wyższe niż w Grecji czy Portugalii. A w 2028 staną się tak bogate, że nie będą się kwalifikować do funduszu spójności. Krótko mówiąc: w najbliższym czasie pieniądze poróżnią kraje Grupy Wyszehradzkiej jeszcze bardziej. Trudno będzie im zachować nawet fasadową solidarność.